Macedonia Wielka: historyczne obsesje i Skopje 2014

Artykuł opublikowany 8 września 2011
Artykuł opublikowany 8 września 2011
Będący w trakcie realizacji projekt brzmi, jakby macedońska stolica miała być gospodarzem Igrzysk Olimpijskich.
Rzeczywiście, jest w nim coś z klasycznych korzeni: Skopje będzie odnowione w neoklasycznym stylu w celu wzmocnienia narodowej tożsamości, przyciągnięcia turystów i, według niektórych, dalszego prowokowania Grecji w konflikcie o nazwę kraju, która rozpoczęła się wraz z uzyskaniem przez Macedonię niepodległości w 1991 r.

Jeszcze nie zdążyłam wylądować na lotnisku w Skopje i już go zobaczyłam: neon w hołdzie jednej z największych postaci antycznego świata, której pochodzenie jest kluczem grecko-macedońskiego konfliktu. Błyszczy na szczycie malutkiego, mizernie wyglądającego budynku, bardziej przypominającego o komunizmie niż antyczności. Ogólne wrażenie jest wzmocnione przez ostatnią, nieświecącą literę: Skopje ‘Alexander the Great’ Airport

Macedonia – kolebka cywilizacji?

Nowa nazwa lotniska pojawiła się wraz z nowym, nacjonalistycznym rządem w 2006 r. Symbolizuje początek fenomenu „ustarożytnienia”, jak krytycy nazywają nową, krajową obsesję na temat antycznych korzeni. Przeciętny mieszkaniec zachodu wie tyle co nic o tym kraju, z czym koliduje reklama, ustawiona na zewnątrz budynku lotniska „Witamy w kolebce cywilizacji”.

Przyleciałam z Włoch, gdzie pierwsze skojarzenie ze słowem „Macedonia” to raczej „sałatka owocowa” niż kraj byłej Jugosławii (‘macedonia’ oznacza ‘sałatkę owocową’ w językach romańskich). Słowniki etymologiczne twierdzą, że włoskie i francuskie terminy nawiązują do etnicznej różnorodności imperium Aleksandra Wielkiego, do którego odwołuje się współczesna Macedonia. Mapa starożytnego imperium Macedonii rzeczywiście zawiera terytorium FYROM-u (Former Yugoslav Republic of Macedonia), ale Grecy twierdzą, że współczesna Macedonia nie ma nic wspólnego z tą Aleksandra Magnusa.

Skopje 2014

Prace konstrukcyjne budynków, zabytków, pomników i fontann sławiących domniemane starożytne korzenie kraju, koncentrują się wokół centralnej figury projektu: 28-metrowego pomnika Aleksandra Wielkiego. Nazwany oficjalnie „wojownikiem na koniu”, by nie drażnić za bardzo Greków, wyrósł na głównym placu miasta w czerwcu.

Nawet najostrzejsi krytycy przyznają, że szybkość, z jaką powstają nowe budowle, robi wrażenie i przyznają, że Skopje 2014 jest pierwszą znaczącą inwestycją kraju w kulturę i architekturę w ciągu ostatnich trzech dekad. Jednak wielu lokalnych mieszkańców denerwuje świadomość, jak bardzo te pieniądze potrzebne są gdzie indziej. „Ludzie nie mają na chleb, a oni wkładają miliony w pomniki”, mówi Bojan (36), taksówkarz. Milos, 32-letni inżynier est podobnego zdania. „Jest milion dziur w macedońskich drogach – zamiast je łatać, rząd marnuje pieniądze na bzdurne nacjonalne ego, aby zebrać tanie polityczne poparcie”, mówi, dodając, że opozycyjne partie nie są lepsze. „To dlatego w ostatnich wyborach głosowałem na facebookową grupę Chucka Norrisa, która miała tysiące fanów. „Powinaś sobaczyć stan szpitali w Skopje, by zrozumieć, gdzie te miliony powinny być włożone”, mówi Rob, 26-letni Irlandczyk, który ożenił się z Macedonką.

Według Svetlany, członkini Arhi-brigada, nieformalnej bojówki studentów architektury w Skopje, Skopje 2014 jest „paradą kiczu”, która przypomina bardziej „park rozrywki” niż nowe centrum miasta. „Będziemy mieli nawet własne koło milenijne zbudowane na wzór London eye”, mówi lekceważąco o rządowej ambicji wywołania podziwu u turystów za pomocą architektury, którą nazywa „populistyczną”, „turbo-folkową” i stworzoną na zasadzie „just do it”.

Efekt ping ponga

Po zobaczeniu, jak bardzo pompatyczne i kosztowne wydaje się Skopje 2014, zdaje mi się, że umówienie się na wywiad z władzami będzie łatwe. Nic bardziej mylnego: bez względu na to, z jaką instytucją się kontaktuję (władze miejskie, ministerstwo kultury, biuro premiera...) jestem odsyłana do kolejnej, słysząc od władz miejskich, że są „jedynie wykonawcami projektu”, a od rządowych: „my tylko za projekt płacimy”. Najbliżej uzyskania wywiadu byłam, gdy asystent byłego burmistrza Skopja, Trifuna Kostovskiego , oddzwania do mnie przez pomyłkę, po czym odkłada słuchawkę, by nigdy już nie zadzwonić! Lokalni dziennikarze potwierdzają później moje wątpliwości: rząd nie jest chętny do rozmów z mediami z powodu obawy o negatywną kampanię medialną, przy czym stara się również nie ujawniać kosztów projektu. „Na początku podawano liczbę 80 milionów euro, ale według wszelkich obecnych szacunków, prawdziwy koszt to ponad 200 milionów”, mówi mi dziennikarz ze skopijskiej gazety, gdy pytam, dlaczego nie udostępniono żadnego szczegółowego dokumentu odnośnie projektu. Najwyraźniej w procedurze zatwierdzania projektu nie było już miejsca ani na udział obywateli, ani na konsultacje z ekspertami.

Jednakże jeden lokalny artysta, który pracował nad jednym z pomników, ma pozytywną wizję projektu, utrzymując, że wiele pomników jest wartościowymi dziełami sztuki. Chce zachować anonimowość, by nie pokazywać się jako „stronnik rządu”. „Skopje 2014 pomoże nam uczcić te rozdziały historii, o których zapomnieliśmy po pięciu „ciemnych wiekach” pod tureckim panowaniem”, twierdzi. Siedzimy w tak zwanej „Turskiej” lub ‘Starej’ Çarshii, najstarszej i najbardziej urokliwej części Skopje, nad którą dominuje meczet.

Parę kroków dalej znajduje się stary rzemieślniczy sklep z portretem Tito na ścianie. Jego właściciele nostalgicznie wspominają komunistyczną Jugosławię, nie zapominając o swoich słowiańskich korzeniach. Wieczorem rock, jazz i house z okolicznych barów mieszają się ze śpiewem imama, stwarzając silne wrażenie, że „dusza” miasta jest o wiele bliższa kolorowej prostocie Çarshii niż lśniącym konstrukcjom Skopje 2014. Trochę jak ta ostatnia litera w neonie, która nie może rozbłysnąć.

Artykuł powstał w ramach nowego projektu cafebabel.com na lata 2010-2011 poświęconego Bałkanom: Orient Express Reporter.

Fot. główne (cc) Mamzel*D/ Flickr; w tekście © Nela Lazarevic/ Flickr