Macedoński Rejtan na straży praw przesiedleńców

Artykuł opublikowany 23 czerwca 2015
Artykuł opublikowany 23 czerwca 2015

W samym środku największej politycznej zawieruchy ostatniego dziesięciolecia, gdy protesty i kontrprotesty są na porządku dziennym i mówi się nawet o międzyetnicznej wojnie domowej, w Skopje, stolicy Macedonii, jeden człowiek zdecydował się na strajk głodowy.

Suad Misini, bo o nim mowa, to dobrze znany analityk ds. polityki wewnętrznej kraju. Jego walka nie ma jednak nic wspólnego z kryzysem państwowym, który obecnie dotyka całego społeczeństwa Macedonii. Nie jest on ani apologetą partii rządzącej, ani  antyrządowym demonstrantem, ani też obrońcą nacjonalistycznego ruchu albańskiej mniejszości.

Suad podjął samotny strajk głodowy, zrezygnował z jedzenia, wody oraz pomocy lekarskiej, by wyrazić swe oburzenie wobec sposobu, w jaki traktowani są przesiedleńcy w jego kraju. Zaraz, że niby kto? Przesiedleńcy w Macedonii? Czy to nie Macedończycy masowo porzucili swój kraj i wyjechali na zachód Europy w poszukiwaniu lepszego życia? Szacuje się, że około 400 tysięcy osób emigrowało z Macedonii do innych państw europejskich w ciągu ostatnich 10 lat, głównie ze względów ekonomicznych.

Miejscowym ciężko jest sobie wyobrazić, że to nie oni znajdują się na samym dole tego łańcucha cierpień. Fala uchodźstwa wskutek rzezi na Bliskim Wschodzie zaskoczyła wszystkich, w tym będący pod ostrzałem rząd. Setki tysięcy wyczerpanych osób wędruje pieszo przez Macedonię, niosąc na plecach ocalone przed syryjskim horrorem resztki dobytku i szukając schronienia u bram Europy.

Macedońska rzeczywistość wypada jednak blado w porównaniu z ich wyobrażeniami o Europie. Nie jest to ich wymarzone miejsce docelowe, czyli rozwinięty świat Unii Europejskiej. Macedonia to wyłącznie przystanek na długiej drodze do ocalenia, nieco mniej przerażająca alternatywa dla śródziemnomorskich łodzi śmierci. Konwencjonalne rozumowanie sugeruje zatem, że ci ludzie nie są problemem Macedonii. I jak na ironię, w tym cały problem. Skupiona na swoim własnym bałaganie Macedonia była zupełnie nieprzygotowana na to, by poradzić sobie z przesiedleńcami, i to zarówno na szczeblu instytucjonalnym, jak i ludzkim.

Haniebna prawda jest taka, że wyciągnęli oni z Macedonii wszystko to, co najgorsze na obu tych szczeblach. Wielu podróżnych zostało zatrzymanych przez władze w specjalnym ośrodku do momentu, gdy nie zostanie podjęta decyzja o ich losie. Podczas gdy rząd przeprowadza tę akcję w typowo biurokratycznym stylu, dodatkowo spowolnioną brakiem środków, które zostały przeznaczone na zahamowanie wewnętrznych protestów, ruina ochrzczona mianem Ośrodka dla Cudzoziemców gości kilka razy więcej osób, w tym kobiet i dzieci żyjących w nieludzkich warunkach, niż jest w stanie pomieścić (w ośrodku powinno przebywać nie więcej niż 150 osób).

Tym, którym jakimś cudem udało się prześlizgnąć przez ogrodzenie i uniknąć przeludnionego więzienia, również się nie poszczęściło. Niektórzy z nich padli ofiarą handlarzy ludźmi, inni są często napadani i bici przez czyhających na nich bandytów, gdy maszerują na północ wzdłuż torów kolejowych. Lokalni handlarze bezwstydnie próbują zarobić na ich tragedii, sprzedając im jedzenie i wodę za ceny ponad trzy razy wyższe niż zazwyczaj, co można uznać za punkt kulminacyjny upadku moralnego w czasach ubóstwa.

Dla wielu to właśnie było największym szokiem – obserwowanie, jak niegdyś słynąca z gościnności Macedonia popada w obojętność, cynizm, a nawet chciwość, a wszystko to przez brak zrozumienia, że biedota żyje nie tylko w Macedonii i że potrzebuje ona pomocy w tej chwili. Niektorzy zaczynają reagować na ten horror ze współczuciem, potępiając sposób, w jaki migranci są traktowani w kraju.

Spod ośrodka, w którym przetrzymywani są przesiedleńcy, wyruszył marsz solidarności, którego uczestnicy domagali się lepszego traktowania osób tam przebywających. Jednocześnie dla tych, którzy wędrują wzdłuż dróg planowana jest pomoc humanitarna. Rząd również zaczyna traktować ten problem poważniej, obwieszczając nowe rozwiązania legislacyjne wzorowane na rozwiązaniach serbskich. Ich zadaniem ma być ułatwienie życia tym, którzy wędrują przez kraj.

Tego właśnie chce Suad Misini. Jego strajk solidarnościowy z tymi, którzy głodują, ma na celu podniesienie świadomości społecznej w tej kwestii, jak również wymuszenie konkretnych działań poprzez odwoływanie się do fundamentalnych wartości ludzkich. Podczas gdy debata staje się coraz gorętsza, wielu wciąż uważa, że problemem powinna zająć się Unia Europejska, gdyż Macedonia ma wystarczająco dużo swoich własnych kłopotów. Wytykają oni mankamenty polityki unijnej w kwestii radzenia sobie z problemem migracji.

I choć nie można zupełnie odmówić im racji, należy pamiętać, że ambicją Macedonii w Unii Europejskiej nie jest jedynie formalne członkostwo, lecz również przyjęcie jej ideałów. Egocentryczny izolacjonizm oraz lekceważenie praw człowieka z pewnością do nich nie należą.

YouTube: Przesiedleńcy uwięzieni w malutkim ośrodku