"Madryt mnie zabija"

Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2007
Artykuł opublikowany 26 kwietnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

30 lat po powstaniu Movida Madrileña Hiszpania przypomina ruch artystyczny punk, który przekształcił pofrankistowskie społeczeństwo hiszpańskie w sposób radykalny.

"Tańczę, tańczę cały dzień. A sąsiedzi nie dają mi spokoju." Zaraźliwy tekst grupy Alaska y los Pegamoides sprawił że piosenka "Tańcząc" ("Bailando") stała się hitem lata 1982 w Hiszpanii. Tuż po nieudanym zamachu stanu podpułkownika Antonio Tejero (1981) nadeszły złote dni dla kultury. "Movida Madrileña" ("Ruch madrycki") potrząsnął młodą demokracją hiszpańską.

"Boże, chroń królową" po hiszpańsku

Wszystko zaczęło się w połowie lat 70. Podczas gdy wciąż dźwięczały wojenne piosenki przeciw dyktaturze Generała Franco (1939-1975), młodzież wolała skoncentrować się na powstających w państwach zachodnich prądach myślowych artystów postmodernistycznych. Trzy lata po powstaniu legendy punku brytyjskiego, Sex Pistols, w 1978 pojawił się pierwszy punkowy zespół hiszpański: Kaka de Luxe.

Do nowej fali muzycznej dołączyła duża grupa malarzy, pisarzy, rysowników, fotografów i filmowców mających trzy cechy wspólne: potrzebę wykorzystania życia maksymalnie, upodobanie do łamania norm obyczajowych i wybór Madrytu jako miejsca swoich działań. Położony w dzielnicy Malasańa dom gejowskiej pary Costus, był jednym z miejsc spotkań ruchu. Tutaj spotykały się żywe symbole Movidy: Olvido Gara (znany jako Alaska), Fabio Mc Namara i Pedro Almodovar.

Dadaizm w latach 80

W atmosferze ogromnej kreatywności, powstały zwariowane projekty jak

"Pepi, Luci, Bom i inne dziewczyny z dzielnicy". Mieszanka perwersyjnego seksu, narkotyków i muzyki są wątkiem dzieła młodego Almodovara, wtedy jeszcze nieznanego szerszej publiczności. Film jest ewidentną próbą zbulwersowania burżuazji i powrotem do sztuki surrealistycznej. Zbliża się do niepoprawnej estetyki reżysera amerykańskiego, Johna Watersa. Bohaterami są sami artyści Movidy. Wspólnie z fotografami, Pablo Perez Minguezem i Alberto Garcią-Alix, Almodovar stał się jednym z uprzywilejowanych kronikarzy prądu, który rozprzestrzenił się błyskawicznie w innych miastach hiszpańskich.

Nagle płyty grup należących do ruchu zaczęły sprzedawać się w tysiącach egzemplarzy. Obrazy Costusów, fotografie Ouka Lele i rysunki Ceseepe zaczęto wystawiać na najbardziej prestiżowych galeriach stolicy. Z galerii do przyjęć dla bogaczy był tylko jeden krok. Kiedy wizytę w Madrycie złożył im guru pop artu, Andy Warhol, artyści wiedzieli już, że są na fali twórców nowych trendów.

Dojście do władzy Partii Socjalistycznej (PSOE) w 1982 roku pomogło jeszcze bardziej i tak sięgającej szczytów sławy Movidzie. Pojawienie się grupy lekceważących wszystko i wszystkich artystów, było fantastycznym symbolem nowoczesnej Hiszpanii, idealnym do pokazywania za granicą. Jak im pomóc? Otwierając na oścież drzwi publicznej telewizji hiszpańskiej (TVE) dla programów takich jak "Złoty wiek" czy "Kryształowa kula". Wymyślony przez Alaskę program dla dzieci "Złoty wiek" stanowił przełom w hiszpańskiej telewizji. Hasła "Niech żyje zło!" i "Niech żyje stolica!" połączone z ideologią mieszanki lewicowości i glamu, sprawiły, że hiszpańskie dzieci już nigdy nie będą takie jak kiedyś.

Nie warto jednak liczyć na to, że konserwatywna Hiszpania zniknęła. Pokazuje to wielki polityczny protest jakie wywołała emisja w TVE piosenki "Podoba mi się bycie lisicą" (lisica jest w języku hiszpańskim slangowym określeniem prostytutki) punkowej grupy dziewczęcej Vulpess.

Po pijaństwie, kac

Jak powiedziałby główny bohater filmu Michaela Winterbottoma, "24 Hour Party People" (2002), mody mają jeden punkt szczytowy, po osiągnięciu którego spadają w otchłań gorzkiej niełaski. W przypadku Movidy, była to otchłań zgubnych konsekwencji. Pod koniec lat 80. i w trakcie lat 90., duża część bohaterów ruchu zmarła z powodu swojego stylu życia bez ograniczeń. Nieśmiertelność sławy ruchu wymagała ludzkiego poświęcenia jego współtwórców, między innymi pary Costus (Enrique Naya zmarł na AIDS w maju 1989 roku, jego partner Juan Carrero popełnił samobójstwo miesiąc później), gitarzysty Carlosa Berlangi, piosenkarza Tino Casala (zmarł w wypadku samochodowym w 1987) czy poety Eduardo Haro (przedawkował w 1988).

Inni, jak Alaska czy Pedro Almodovar, potrafili w odpowiednim czasie nadać swojej karierze właściwy kierunek. Almodovar zdołał nawet przełamać bariery granic i dotrzeć do międzynarodowej widowni, co dało mu między innymi dwa Oskary. Alaska natomiast, stworzył wraz z Nacho Canut nową grupę electro-pop, Fangoria, która do dziś odnosi sukcesy.

Po dekadzie zapomnienia anarchistyczny duch lat 80. zaczyna powracać na fali nostalgii. Korzystając z tego Rada Miasta Madrytu zaplanowała na ten rok wystawę oraz wiele koncertów i imprez nawiązujących do różnych twarzy Movidy. 30 lat po swoich narodzinach, hedonistyczny i twórczy duch Movidy wciąż żyje, a determinacja tworzących go artystów zmieniła czarno-białą Hiszpanię w nowoczesny, pełen życia i koloru kraj, jaki wszyscy dziś znamy.

*"Madryt mnie zabija" czyli "Madrid me mata" to jedno z kluczowych haseł Movidy