Madryt: walka o dach nad głową 

Artykuł opublikowany 12 maja 2016
Artykuł opublikowany 12 maja 2016

W Madrycie coraz więcej osób zmuszonych jest do porzucenia swoich domów z powodów finansowych. Bezlitosne banki i eksmisje z nakazu sprawiają, że ludzie muszą szukać rozwiązań problemów mieszkaniowych. Nie wszystkie z nich są jednak legalne.

„Budzę się w środku nocy z myślą: to nie jest mój dom”. Pilar Molina, 50-latka ubrana w zniszczony dres, to okupa - w oczach hiszpańskiego prawa przestępczyni, a dla swoich znajomych wzór odwagi. W lutym siłą otworzyła drzwi do niezamieszkanego budynku w Vallecas, jednej z dzielnic Madrytu, i tam razem z 14-letnim synem stworzyli swój dom. Nie płaci czynszu, za to ma dostęp do prądu i wody. Często bierze udział w, jak sama to nazywa, „odzyskiwaniu”, czyli nielegalnym zajmowaniu mieszkań.

„Nie obchodzi mnie, że żyję jak wyjęta spod prawa. Nie czuję się przestępczynią”. Decyzję o zajęciu mieszkania Pilar podjęła, kiedy straciła swoje po 14 miesiącach niepłacenia czynszu. ,,Miałam 2000 euro długu w agencji nieruchomości, która jest właścicielem mojego mieszkania. Nie pracuję od lat z powodów zdrowotnych. Na początku miałam jeszcze oszczędności, później nie dałam już rady”. Oddała klucz pracownikowi agencji i opuściła dom, zanim zdążyli ją z niego wyrzucić.

 „Ludzie, którzy zajmują mieszkania, robią to, bo są do tego zmuszeni. Nie mają innego wyjścia: albo to, albo ulica. Niektórzy rzucają wyzwiska pod moim adresem. Jedna sąsiadka widząc mnie, krzyknęła, że powinnam się wstydzić, bo żyję na jej koszt”. Najgorsze jest jednak życie w ciągłym poczuciu niepewności: „Wiem, że w każdej chwili mogą mnie stąd wyrzucić. Ale nie mam innego wyjścia”.  

Przyczyna czy skutek?

Pilar to nie jedyna nielegalna lokatorka z dzielnicy Vallecas - zamieszkanych przez klasę robotniczą rozległych peryferii rozciągających się w południowo-wschodniej części Madrytu. Tak jak i w pozostałych południowych barrio, również tutaj często dochodzi do eksmisji. Jednak tylko tu ludzie przeszli do kontrataku. Na ulicy Monte Perdido blok składający się z 9 mieszkań został zajęty w połowie października. Fernando, na którego mówią Nene, opowiada jak było: ,,Spotkaliśmy się o godzinie 18, było nas przeszło sto osób. Użyliśmy pił łańcuchowych i wytrychów, żeby otworzyć drzwi i weszliśmy. Przyjechała policja, ale tym razem mieliśmy przewagę liczebną - normalnie, kiedy policjantów jest więcej, biją nas pałkami i wyciągają z budynku. Oczywiście, nadal w każdej chwili mogliby się nas stąd pozbyć. Mamy specjalną grupę w aplikacji WhatsApp, która pozwala nam w dowolnym momencie zgromadzić jak największą ilość osób”.

Te akcje są prowadzone przez PAH (Plataforma de afectatdos por la hipoteca) z Vallecas, platformę, która powstała aby oferować wsparcie ludziom, którzy stracili swoje domy obciążone hipoteką. PAH pomaga w rozwiązywaniu różnorodnych problemów mieszkaniowych. „Coraz więcej ludzi kończy na ulicy” - wyjaśnia Alejandra Jacinto Uranga z oddziału centralnego PAH. „My natomiast robimy wszystko, aby temu zapobiec: od zapewnienia pomocy prawnej w celu opóźnienia eksmisji, aż do organizowania obrony domów, które mają być eksmitowane”. PAH organizuje również protesty w bankach, które przejmują nieruchomości od zwlekających z płatnościami mieszkańców. „W ostatnich dziesięcioleciach w Hiszpanii wiele osób zaciągnęło kredyty hipoteczne. Kiedy nadszedł kryzys i bezrobocie, przestali spłacać raty i banki zajęły ich domy. Problem w tym, że z powodu bańki spekulacyjnej ceny nieruchomości były wtedy dużo wyższe od ich faktycznej wartości”. Nawet utrata domu nie pokrywa więc całkowicie kredytu, a kto jest zadłużony, nie może zaciągnąć kolejnego. 

Całe rodziny są zmuszane do mieszkania u swoich krewnych lub do zajmowania domów nielegalnie. Choć nie ma konkretnych danych liczbowych z Madrytu, według raportu Amnesty International, w całej Hiszpanii od początku kryzysu zarejestrowano prawie 100 tys. nakazów spłaty. Z drugiej strony mieszkania stoją puste. Nawet banki mają problem ze znalezieniem nabywców: według Państwowego Urzędu Statystycznego (Instituto Nacional de Estadística) w całym kraju 3,44 mln domów jest niezamieszkanych. To 30% wszystkich pustych mieszkań w Europie. 

 Hoy por tí, mañana por mí

Na każdym spotkaniu PAH zbiera się tłum, a atmosfera szybko gęstnieje. Najpierw rozmawia się o najpilniejszych przypadkach, tych z już ustaloną datą. „Dzisiaj dla mnie, a jutro dla ciebie” to motto grupy, a solidarność - jej najwyższe prawo.

Są tutaj ludzie tacy jak Asuncion, która od 4 lat odmawia opuszczenia swojego mieszkania z powodów zdrowotnych. Jest Miguel, który proponuje pozostałym okazanie władzom fałszywej umowy o mieszkanie: drobyn przekręt, który pozwoli na uzyskanie jeszcze kilku tygodni. Jest Carmen, z dwuletnią córką na ręku i z nakazem eksmisji. I wreszcie Antonio, który nie chciał opuścić domu w którym mieszkał przez 30 lat, ale poddał się, gdy zobaczył swoją żonę płaczącą przed drzwiami.  

Nawet ci, którzy wynajmują mieszkania nie mogą czuć się bezpiecznie. 60% eksmisji ma miejsce w wynajmowanych domach, które instytucje publiczne sprzedały tzw. "funduszom spekulacyjnym". Spółdzielnie IVIMA (zależna od władz regionalnych) i EMVS (zależna od regionu Madryt) sprzedały w 2013 roku odpowiednio 2935 i 1860 mieszkań, aby poprawić własny budżet. Jak wyjaśnia Enrique Villalobos, przewodniczący FRAVM (Federecja Stowarzyszeń Sąsiedzkich), fundusze spekulacyjne w sposób bezpośredni lub pośredni podwyższają ceny mieszkań i lokatorzy nie mogą sobie na nie dłużej pozwolić. ,,Instytucje publiczne porzuciły społeczne wartości, który im kiedyś im przyświecały. Jeśli system żeruje na niesprawiedliwości, należy go zmienić. Domagamy się od instytucji „czynszów socjalnych”, które nie przekraczałyby 30% wpływów danej rodziny, zmian w prawie dotyczącym hipotek i pozwolenia na używanie niezamieszkanych domów”.

Działania nowej burmistrz Manueli Carmeny, mające na celu opanowanie sytuacji, budzą sceptycyzm. Enrique wyjaśnia: „Burmstrz wkłada dużo wysiłku w negocjacje z bankami i szuka alternatywnych rozwiązań, ale nie może wiele zrobić. Nie powinna była obiecywać w czasie kampanii wyborczej, że całkowicie wyeliminuje problem eksmisji".

Jednak ludzie nie tracą nadziei. ,,Stoimy w obliczu społecznej tragedii” - mówi przewodniczący FRAMV. „Oczywiście, istnieje również zjawisko zajmowania mieszkań przez mafię i organizacje kryminalne, które każą sobie płacić za wyważanie drzwi, ale większość skłotowców robi to, bo nie mają innego wyjścia”.

I jeśli tak, jak twierdzi Enrique, każde lokum „to dobro, które powinno być wykorzystywane, a nie wymieniane”, wówczas zajmowanie mieszkań nie brzmi już jak taka straszna zbrodnia, a okupas - jak przestępcy. To tylko pechowe ofiary walki między miastem ludzi bez domów, a miastem domów bez ludzi.

_

Ten reportaż z Madrytu jest częścią projektu EUtoo, który przedstawia alternatywne style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.