Manuel Brás da Costa: "W Portugalii musi się jeszcze dużo zmienić"

Artykuł opublikowany 12 września 2008
Artykuł opublikowany 12 września 2008
Śpiewak operowy z Lizbony, który uciekł z domu, by móc uczyć się u Michaela Chance w Londynie, krytykuje swój kraj. Mówi o trudnościach w jakich znajduje się muzyka klasyczna i przyznaje, że musiał pracować jako model.

Jest druga popołudniu pewnego deszczowego dnia, zostałem zaproszony na obiad do kontratenora, Manuela Brás da Costa. Jego dom znajduje się w spokojnej dzielnicy, zaledwie kilka kroków od centrum Lizbony. Manuel czek na mnie przy drzwiach razem z Pukas, swoją kotką. Sadza mnie obok siebie i od razu zaczyna swobodnie opowiadać o muzyce - swojej wielkiej pasji - ale również o swojej karierze, o swoim kraju i o sytuacji w Europie.

Jedenastoletni geniusz

"Zacząłem, kiedy miałem zaledwie jedenaście lat, nie mówiąc nic rodzicom", opowiada Manuel z kostką czekolady w ustach, to jedno z jego największych uzależnień. Jako jedyny muzyk w domu zapisał się do Szkoły Gregoriańskiej w Lizbonie, nie pytając o zgodę rodziców i jednocześnie stawiając czoła dwustu pozostałym kandydatom. Jego rodzice dowiedzieli się o przesłuchaniach dopiero, kiedy musieli podpisać jego oficjalne przyjęcie do szkoły. Po dwudziestu latach nauki śpiewu i dzięki wielu wyrzeczeniom udało mu się dostać do londyńskiego Royal College, gdzie jednym z jego nauczycieli był Michael Chance, jeden z największych kontratenorów i mistrzów ostatnich lat. Życie w Londynie nie było łatwe dla młodego śpiewaka, który żył głównie ze stypendiów i musiał ograniczyć swoje życie kulturalne do "standing tickets" w ostatnich rzędach największych teatrów Londynu.

London I love you

"Osiągnięcie celu jest ciężkie i wymaga czasu" - mówi głośno i zdecydowanie. Zdaje się, że próbuje uświadomić mi trudności z jakimi musiał się zmagać podczas pobytu w mieście, które ma tyle samo mieszkańców, co jego rodzinny kraj. Życie w Londynie dużo go nauczyło. Według Manuela "być spokojnym w Londynie to rzecz prawie że niemożliwa!" Manuel uwielbia obserwować, jak jego głos się zmienia, polepsza z każdym dniem, po każdym występie. Uczy się języków obcych i uśmiecha się na moje komentarze odnośnie jego włoskiego, troszkę zardzewiałego i może ze zbytnio otwartą wymową. Jak na kontratenora jego głos jest prawie unikatowy, ponieważ również w najwyższych tonach ma dużo siły. "Lubię wcielać się w każdą postać i jednocześnie słyszeć jak śpiewam, to prawie tak, jakbym miał swoje alter ego". Przenosimy się do jego jaskini, do miejsca, w którym pracuje nad swoimi postaciami, to pokój muzyczny, jak sam go nazywa. Jest tu gigantyczny czerwony dywan, fortepian, a na ścianach liczne fotografie Manuela z różnymi piosenkarzami, aktorami i aktorkami, zarówno portugalskimi jak i światowymi. Od kilku lat jest także profesorem, udziela lekcji prywatnych śpiewu i dykcji, ale uczy również w Szkole Gregoriańskiej, gdzie ciągle nazywają go Manelinho (Manuelek).

Muzyka jest stanem ducha

Na moje pytanie - czym jest dla niego muzyka, odpowiada bez chwili wahania - "Obecnie nie robię nic bez muzyki". Muzyka klasyczna zawsze mu towarzyszy, w pracy, w domu i w samochodzie, a nawet podczas lekcji jogi. Szkoda, że nie może słuchać jej, kiedy czyta, pływa bądź chodzi do kina, drugiej, zaraz po muzyce, wielkiej pasji. Śledzi głównie to co nadaje Antena 2, to "jego radio" i punkt odniesienia dla miłośników muzyki klasycznej, jazzu i bluesa z całej Portugalii. Od jakiegoś czasu Manuel stara się otworzyć na inne style. Ostatnio pracował nad jednym projektem wraz z Pikoul Sisters, dwoma rosyjskimi siostrami, które uwielbiają eksperymentować z muzyką. Z tego spotkania powstał album zatytułowany "San Simon". Twierdzi, że jego chęć eksperymentowania jest jeszcze jedną rzeczą, której nauczył się w Londynie, gdzie artyści są bardziej gotowi na "otwieranie się". Według niego w Portugalii proces ten jest dużo wolniejszy, a sami artyści nie są skorzy do tego typu działalności.

Kontratenor i reklama

Manuel dalej mówi o muzyce i swoich ulubionych kompozytorach, a wśród nich - Bach, Händel, Gluck, Debussy i Monteverdi. Aby troszkę go podpuścić, by powiedział coś więcej na temat swojej kariery aktora telewizyjnego i modela, pytam również jakie są jego stosunki z tym światem. Uśmiecha się, ale wydaje się, że nie chce o tym rozmawiać. "Robiłem to w młodości, ponieważ potrzebowałem pieniędzy na studia, ale prawdę mówiąc… wciąż to robię", mówi puszczając do mnie oczko. Ma wielu przyjaciół w świecie mody, telewizji i reklamy i zdaje sobie sprawę, że mógłby robić więcej. "To całkiem odmienny świat, stanowię jego cząstkę tylko z potrzeby." Doskonale zdaje sobie sprawę, jak trudno jest młodemu muzykowi, bez możliwości finansowych, wejść w świat muzyki wykwintnej.

Według niego w dzisiejszych czasach wielu młodych ludzi interesuje się tego typu muzyką, nawet jedynie jako widzowie, choć jest dużo mniej możliwości. Wystarczy popatrzeć na ceny koncertów. Weźmy chociaż pod uwagę młodego artystę portugalskiego, możliwości rozwoju są dla niego prawie znikome. "To nie tak, jak w Niemczech, gdzie każdy teatr miejski ma swoją grupę stałych śpiewaków." W Portugalii jest tylko jeden teatr operowy - São Carlos. Idea stałego śpiewaka wydaje się nieobecna od dawien dawna. Manuel jest bardzo krytyczny w stosunku do swojego kraju i wspomaga młodych artystów, zarówno muzyków jak i innych, którzy pragną studiować za granicą. "Muszą eksperymentować i dorastać, w ten sposób będzie łatwiejszy ich rozwój" - i dodaje - "w Portugalii musimy jeszcze wiele zmienić".