Marco Travaglio: „Parlament Europejski nie postawi Berlusconiego w trudnej sytuacji”

Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
„Cavaliere, gdzie Pan zdobył pieniądze?” jest pytaniem zadanym Silvio Berlusconiemu w 2001 r. w książce „L’odore dei soldi” przez Marco Travaglio. Niestety nie otrzymał na nie odpowiedzi. Na tydzień przed wyborami europejskimi to my zadajemy Travaglio trzy pytania.

Marco Travaglio to włoski dziennikarz wyróżniony w mediach, gdy na dwa miesiące przed wyborami w 2001 roku został zaproszony do audycji „Satyricon” w telewizji RAI prowadzonej przez komika Daniele Luttazziego aby zaprezentować „L’odore dei soldi” (książkę napisaną z Elio Vetrim, wyd. Editori Riuniti). Reakcja była natychmiastowa. Jak deszcz spadły na nich wniesione przez Berlusconiego i jego wspólników skargi i zażalenia o miliony euro, dotyczące zniesławienia i oszczerstw. Krótko po tym Luttazzi stracił posadę a program na pewien czas usunięto z ramówki. Skargi umorzono a ich obu uniewinniono, sprawa ta prawnie zakończyła się w 2006 r. Od tego czasu Travaglio jest symbolem wolności słowa i wolnego dziennikarstwa. Niedawno został uhonorowany przez stowarzyszenie niemieckich dziennikarzy DJV za wolność prasy. W uzasadnieniu określono go jako „ostrożnego i odważnego kolegę, który pomimo wielu przeszkód robi wszystko w celu obrony wolności prasy we Włoszech”. Travaglio stale i publicznie potępia próby włoskich polityków, a przede wszystkim Silvio Berlusconiego, wywierania wpływu na media dla ich wygody poprzez blokowanie niezależnych informacji. Jego krytyka służy także włoskim dziennikarzom i zachęca ich do zaniechania autocenzury i poczucia strachu przed władzą. Zadaliśmy mu trzy pytania.

Marco, w jaki sposób wyjaśniłbyś te włoskie anomalie - nieprawidłowości chłopakowi z Europy?

Powiedziałbym, że we Włoszech istnieje wolność wypowiedzi tylko na papierze, ale w rzeczywistości jest zupełnie inaczej. W telewizji jest praktycznie nieobecna. Istnieje jeszcze tylko jedna furtka wolności słowa w prasie. Wynikiem tego jest niekontrolowana władza, która przemienia demokrację w system, które może stać się autorytarny, w niepublikowany autorytaryzm. Przypadek włoski bywa bardzo niedoceniany na poziomie międzynarodowym, ale jest to model, którego mogą pozazdrościć niektóre kraje. Istnieje ryzyko naśladownictwa. 

Czy „wzór Berlusconiego” może posłużyć za przykład w Europie?

W przeciwieństwie do Włoch, w Europie to mało prawdopodobne by taki model zdobył sławę. W innych krajach europejskich istnieją odpowiednie ustawy ochrony instytucji przed pojawieniem się takiego rodzaju bohatera. W żadnym miejscu nigdy nie słyszano, aby ktoś zajął się polityką aby uciec od odpowiedzialności karnej. Politycy popełniający przestępstwa są natychmiast sądzeni. W innych krajach europejskich nie ma prawa Lodo Alfano [chroniącego immunitetem przed postępowaniem karnym w czasie sprawowania urzędu pierwsze cztery osoby w państwie, w tym premiera – nota od redakcji]. Następnie istnieją ustawy antymonopolowe, które uniemożliwiają skoncentrowanie będących w tych samych rękach kanałów telewizyjnych i innych mediów. Jeśli „ktoś taki” jest zainteresowany karierą w polityce musi najpierw pozbyć się wszystkich swoich udziałów. Oznacza to najpierw sprzedaż swojej gazety oraz stacji telewizyjnych i zainkasowanie pieniędzy. Jest bardzo mało prawdopodobne żeby w innym kraju mogło się to zdarzyć: jak do tej pory jedyny przykład podobny do naszego to Thaksin Shinawatra z Tajlandii, ale Tajlandczycy są szybsi niż większość Włochów i szybko udało im się go wykopać.

Czy uważasz, że instytucje UE i Parlament Europejski w czasie oczekiwania na wybory mogą posłużyć poprawie sytuacji we Włoszech?

Nie sądzę. Także dlatego, że w Parlamencie Europejskim to większościowa to Europejska Partia Ludowa, a Berlusconi i jego partia jest jedną z największych części tej koalicji. Już przebaczono mu wiele. Parlament Europejski nie postawi jednak w trudnej sytuacji Berlusconiego. Jeśli pomylimy się w publicznych rozrachunkach, być może nakrzyczą na nas, ale jeśli pogwałcimy najbardziej podstawowe prawa konkurencji, wolności prasy lub wewnętrznej demokracji, parlamentarzyści europejscy uznają to za nasze wewnętrzne sprawy.