Matthieu Saglio, wieczny Erasmus

Artykuł opublikowany 12 marca 2010
Artykuł opublikowany 12 marca 2010
Francuski wiolonczelista, w głębi duszy Hiszpan, oprowadza nas po Lizbonie. Historia o tym, jak Erasmus zmienia życie.

W Lizbonie jest chłodny, lecz słoneczny dzień. Udaję się na wywiad-spacer z Matthieu Saglio, francuskim wiolonczelistą, który zebrał przed chwilą brawa za swój występ w Instytucie Francusko-Portugalskim. Mieszkający obecnie w Walencji artysta pojawia się na czas. Wygląda beztrosko w swym kapeluszu w kratkę i z aparatem fotograficznym na szyi. „Jestem prawdziwym turystą!” – tłumaczy się. Spacerujemy po eleganckiej dzielnicy Graça, po czym siadamy wygodnie w jednej z kawiarni w Chapito, dzielnicy będącej centrum kulturalnego życia Lizbony.

Z Rennes do Walencji

Wizyta w Lizbonie była dla wiolonczelisty Matthieu Saglio bardzo udaną„Zacząłem w wieku 8 lat. Od razu widać, czy dziecko zostanie muzykiem, czy nie” – rozpoczyna Matthieu. Rodzice nie zastanawiali się długo i natychmiast zapisali syna do Konserwatorium w Rennes. Spodobał mu się flet, lecz zmuszony był z niego zrezygnować, gdyż miał za małe palce! Wiolonczelę („wspaniały instrument, który daje muzykowi wiele możliwości”), odkrył więc trochę przez przypadek. W wieku dwunastu lat prawie porzucił muzykę, gdyż „miał nieco inne zainteresowania”. Było ciężko, ale matka nie pozwoliła mu zrezygnować. Żałując, że sama za młodych lat porzuciła grę na pianinie, dopingowała syna. Dziś Matthieu przyznaje, że dużo jej zawdzięcza. Natomiast na kolejnej ważnej życiowo decyzji zaważyła już inna kobieta. Studiował agronomię w Nancy, gdy zakochał się na zabój w hiszpańskiej Erasmusce. To właśnie dzięki temu programowi pojechał za nią do Walencji. Wrócił na moment do Rennes, by ukończyć studia, po czym ponownie udał się do Hiszpanii, tym razem na studia magisterskie. A tak naprawdę po to, by ożenić się, mieć trójkę dzieci i w pełni poświęcić się muzyce.

Takie jest życie artysty

Muzyka to miłość jego życia. Artysta przyznaje, że „gdy nie gra, jest jak ptak w klatce”, natomiast oklaski wielbicieli dodają mu skrzydeł. Chętnie przyznaje, że lubi wychodzić „poza klasyczne schematy” oraz mieszać muzyczne style, co zresztą doskonale widać po jego życiorysie. Wykształcony w klasycznym duchu wiolonczelista zaczął od jazzu. Następnie wraz z grupą „Jerez-Texas” jako pierwszy wprowadził wiolonczelę do flamenco. Później założył kwartet, zapraszając do współpracy panamskiego perkusistę, hiszpańskiego pianistę oraz grającego na korze Senegalczyka! Jego ostatni koncert w Instytucie Francusko-Portugalskim w Lizbonie, relacjonowany na żywo na antenie cenionego w Portugalii radia z muzyką klasyczną, Antena 2, był bardzo udany. Matthieu otrzymał po nim trzy telefony, a jego płyty rozeszły się jak świeże bułeczki.

Jego najnowszy projekt nosi tytuł „Cello solo”, czyli „Sam z wiolonczelą”. „Ten solowy projekt jest bardzo oryginalny i szczery, nawiązuję dzięki temu dobry kontakt z ludźmi” – wyznaje muzyk. Po pierwszych reakcjach widać, że był to udany pomysł. Pewnego wieczoru oniemiała cała sala klubokawiarni. „W lokalu nastała kompletna cisza, było słychać tylko wiolonczelę” – wspomina artysta.

"Szkoda, że w Hiszpanii tak żadko mówi się o Portugalii"Wracamy w stronę Graça. Patrząc na panoramę miasta, Matthieu powraca do tematu swojego emigracyjnego życia w Hiszpanii. „W tym mieście nigdy nie czułem się obco –, uśmiecha się. Jest zakochany w Walencji, lecz potrafi także dostrzec jej wady. Poza Pucharem Ameryki i Grand Prix Formuły 1 mało miejsca zostaje tu na rozwój życia kulturalnego. Artysta żałuje, że Walencja wypracowuje sobie wizerunek miasta bogatego, gdzie zgodnie z zasadami show biznesu, kultura musi być przedsięwzięciem opłacalnym. Natomiast publiczność, sympatyczna i liczna, przyjeżdża przede wszystkim na występy wielkich gwiazd. Takie jest życie artysty...

Erasmus, moja miłość

W końcu Matthieu, wpatrując się w Tag, przemawia głosem byłego studenta Erasmusa: „Szkoda, że w Hiszpanii tak rzadko mówi się o Portugalii. Europa nie jest jednym państwem, lecz unią państw. Wspólna waluta oraz łatwość wymian handlowych pozwalają się im zbliżać. Jednak kluczem do wzajemnego zrozumienia jest program Erasmus”. Zdaniem muzyka czas studiów to najodpowiedniejszy czas na wzbogacanie się o nową wiedzę na temat sąsiadów. „Student dużo zyskuje, poznaje inny świat, zdobywa przyjaciół, uczy się języków, odkrywa inne kultury i tradycje. Erasmus to wieczna podróż... gdy raz zaczniesz, nie potrafisz już przestać”. Artysta wie, o czym mówi, gdyż mieszka w Walencji już od dziewięciu lat. Jest najlepszym przykładem na to, że Erasmus zmienia życie.

Daty koncertów Matthieu Saglio w kilku europejskich krajach

zdj.: ©Fabio Scetti