MAX COOPER: KOMPUTERY i NATURA - MUZYKA

Artykuł opublikowany 7 kwietnia 2014
Artykuł opublikowany 7 kwietnia 2014

Max Cooper zrobił doktorat z biologii obliczeniowej, na boku tworząc muzykę i dorabiając jako DJ. Kiedy obcięto fundusze na badania genetyczne w ramach jego habilitacji, zajął się muzyką na pełen etat. Po wydaniu stu kawałków i dekadzie na scenie klubowej, w końcu wydał swój pierwszy album. Co teraz ma w planach Max? Rozmowa o wolnej woli, nauce, komputerach i muzyce.

Boli mnie głowa i to wina Maksa. Byłem wczoraj na jego koncercie w Paryżu. Dwanaście godzin później przyjechałem do hotelu, w którym zatrzymał się Max, aby poznać go osobiście, z trochę innej perspektywy niż poprzedniej nocy, kiedy dzielił go ode mnie las kiwających się głów. Uścisnęliśmy sobie dłonie, Max uśmiechnął się ciepło. Mój uśmiech był ledwie zauważalny. Max nie zdawał sobie sprawy co mi wczoraj zrobił. Wyszliśmy na zalaną zimowym słońcem ulicę i ruszyliśmy w stronę pobliskiej kawiarni. Po chwili okazało się, że Max Cooper to cichy i skromny mężczyzna. Bardziej niż mówić o sobie chce się dowiedzieć czegoś o mnie, jednak niestety – to ja przeprowadzam wywiad. Pytam go o jego podróż do Paryża i jak to jest być muzykiem i przemierzać świat. Nie interesuje mnie bogactwo, czy wystawność tych podróży, trawi mnie ciekawość na temat tego, jak funkcjonuje świat muzyki elektronicznej. Max zaczyna mówić o tym, „jak poglądy polityczne zniekształcają przekazywane informacje” w różnych krajach, ubolewa nad podziałem na biednych i bogatych. Wspomina też o dewaluacji waluty w Argentynie. W tym momencie dociera do mnie, że nie będzie to typowy wywiad z muzykiem.

„Główną idea albumu «Human»” – mówi Max – „było to, aby każdy kawałek oddawał inny aspekt ludzkiej natury”. „Na przykład?” – pytam. „Jeden z nich, zatytułowany «Seething», jest pełen złości” – wyjaśnia Max – „jest gwałtowny i ciężki, w prosty sposób przedstawia ideę”. To prawda, utwór kipi poruszającą, wręcz budzącą złość energią. 

A co z wolną wolą?

„Na płycie są też bardziej abstrakcyjne utwory, jak na przykład «Woven Ancestry»” – kontynuuje Max – „ukazujący każdego z nas jako produkt naszej własnej przeszłości. Widzimy, jak cechy naszych przodków połączyły się tworząc indywidualną jednostkę”. Pytam jakim cudem udało mu się uchwycić to w muzyce. „Użyłem wielu starodawnych instrumentów z całego świata” – wyjaśnia. „Każdy z nich emituje brzmienie w swojej własnej tonacji, a przeplatając się, tworzą razem mozaikę wyrwanych dźwięków reprezentujących pewną ideę”.

W tym momencie robimy przerwę od muzyki. Max zamawia naleśniki z szynką i serem i karafkę wody. Ja nie jestem jeszcze w stanie nic zjeść. „Jeżeli każdy jest produktem swojej przeszłości – genów przodków, ich interakcji społecznych i kulturowych, to czy nie neguje to pojęcia wolnej woli?” - pytam niepewnie. „Powiedziałbym, że w tym sensie nie jesteśmy wolni, jesteśmy spętani determinizmem i rządzeni przypadkiem” – odpowiada Max – „nie możemy zmieniać reguł Wszechświata, więc jesteśmy niewolnikami systemu. Ale jednocześnie mamy mózgi i to one czynią z nas wolnych ludzi i pozwalają nam robić to, co chcemy. To właśnie jest wolna wola”.

Utwór „Mi­cron” Maxa Co­opera

„Ale ja nie mam z tym problemu” – kontynuuje – „ponieważ nie widzę innego wyjścia. Jesteśmy nierozerwalnie związani z elektryką naszego mózgu i jeśli to zaakceptujemy, problem sam znika”. To brzmi jak niepokojąco zmechanizowana wizja ludzkości. Max uspokaja mnie jednak, dodając: „Z drugiej strony nie jestem też fanatycznym zwolennikiem funkcjonalizmu. Na razie nauka wyjaśnia tylko obiektywne prawdy, ciągle jest mnóstwo subiektywnych zdarzeń, których doświadczamy, a których nauka nie jest w stanie ich wyjaśnić”. Tu mój rozmówca robi przerwę, by za chwilę ubrać swoje myśli w eleganckie i wyważone słowa. W grzecznej czarnej kurtce i ze szklanką wody w dłoni jest przykładem stateczności. Któżby powiedział, że kilkanaście godzin temu ten sam mężczyzna był bogiem tryskającego energią paryskiego tłumu?

Konfrontacja podejścia obiektywnego z subiektywnym i nauki ze sztuką wydaje się szczególnie adekwatna w przypadku mężczyzny tworzącego emocjonalną muzykę za pomocą maszyn. Ale czy jedno nie wyklucza drugiego? Max wyjaśnia, że zarówno komputery, jak i natura działają według ściśle określonych zasad. Tak, „komputery są całkowicie deterministyczne”, podczas gdy „we wszechświecie zauważalna jest przypadkowość i nieprzewidywalność” – przyznaje Max – „ale nie widzę sprzeczności w sposobie, w jaki my funkcjonujemy, a w jaki funkcjonują komputery – to jakby dwie strony jednej monety. Dlatego przekazywanie ludzkich emocji w muzyce elektronicznej jest czymś naturalnym”.

„Złożoność molekuł”

Chociaż Max uwielbia komputery i ich surowość, w albumie „Human” wykorzystuje prawdziwe instrumenty w większym stopniu niż kiedykolwiek w swym dotychczasowym dorobku. „Przy pomocy prawdziwych instrumentów wydobywasz przypadkowość, bogactwo i złożoność realnego świata. Muzyka komputerowa jest pozbawiona tych efektów” – mówi. „Kiedy słuchasz muzyki skrzypcowej, złożoności molekuł, które łączą się, tworząc drewno i struny, odczuwasz, że jest w tym przypadkowość i złożoność”. Kelner przynosi jedzenie. Poplątany chaos sera i starannie zwinięty naleśnik są obrazem przenikania się przypadkowości i złożoności. Tak ulotne przebłyski powinny zostać niezauważone.

Ale jaka właściwie jest muzyka Maksa? Można określić ją mianem mieszanki stylów Mike’a Oldfielda i Jona Hopkinsa, chociaż ciężko ją porównać do czegokolwiek lub kogokolwiek innego. Podobnie nasza rozmowa o wolnej woli, nauce, chaosie i komputerach jest niepodobna do tych, które prowadziłem do tej pory. Muzyka Maksa bywa krępująca, czasem podążająca za wibracjami klubu, czasem efemeryczna ze spektralnym pejzażem dźwiękowym sięgającym szerokich przestrzeni umysłowych. Zawsze pozostaje jednak postępowa. Przeprowadzi Cię ona przez szeroki wachlarz emocji, słuchając jej nigdy nie będziesz czuł się w ten sam sposób.

 „Zawsze próbowałem opowiadać historie i malować obrazy” – ciągnie dalej Max. „Opowiem Ci historię” – rzucam, zaskakując sam siebie. „Po raz pierwszy zetknąłem się z twoją muzyką, kiedy mieszkałem w Moskwie. Śnieg gasił kolory i zapachy i tłumił dźwięki, zima w Moskwie nie zapewnia Ci wielu doznań. Po sześciu miesiącach śniegu i hibernacji, znienacka nadchodzi wiosna, słońce roztapia śnieg, a miasto tonie w kwiatach. Wdrapałem się na kwitnące drzewo w sadzie i bez końca słuchałem twojego remixu „Sansula”. Czułem jakby drzewo rosło wokół mnie”. Urwałem nagle, zawstydzony, przypominając sobie, że to ja przeprowadzam wywiad z Maksem, a nie on ze mną. Ale Max uśmiechnął się, a ja poczułem się rozgrzeszony. Po chwili dodał, że inspiracją do jego piosenek są silne emocje, pojęcia i doświadczenia. Spoglądając sennie w dal powiedział, że inspiracją do utwóru „Meadows” był „letni dzień w angielskiej wiosce, pełnej much, pszczół i słońca”.

Max mówi, że jego muzyka ma na celu uchwycenie jego uczuć i wywołanie takich samych uczuć u słuchaczy. Mój dzień na drzewie w Moskwie i moja noc w Paryżu nie pozostawiają złudzeń co do tego, że w moim przypadku efekt został osiągnięty, udało się to wręcz nadto dobrze. Max jest przekonany, że biotechnologia zrewolucjonizuje świat w przeciągu wieku. Ja jestem przekonany, że „Human” zrewolucjonizuje Twój dzień w przeciągu stu minut.

Cały wy­wiad wkrót­ce do prze­czy­ta­nia tutaj.