Màxim Huerta: Pisarz w Paryżu

Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2015
Artykuł opublikowany 17 sierpnia 2015

Dziennikarz i pisarz z czterema opublikowanymi nowelami i jedną, która ukaże się w październiku, zakochany w Paryżu i uwielbiany przez całe rzesze obserwatorów na portalach społecznościowych. Màxim Huerta wyjawia nam niektóre z najpilniej strzeżonych sekretów i po raz pierwszy wypowiada się w wywiadzie na temat swojej najnowszej książki „No me dejes" („Ne me quitte pas").

Gdy okazało się, że Màxim Huerta jest w Paryżu, aby skończyć swoją ostatnią książkę, zrozumieliśmy, że jest to dla nas okazja, której nie można przegapić. Nie sądziliśmy jednak, że aby umówić się na wywiad wystarczy będzie wysłać maila. „Oczywiście, nie ma problemu, zostaję tu do poniedziałku” – taka właśnie była odpowiedź pisarza. Tego samego wieczoru umówiliśmy się w kawiarni i rozmowa od razu poszła jak z płatka. Spotkanie z Màximem było jak pogawędka ze znajomym. I to jakim!

Rozmowę zaczęliśmy od tematu Paryża (a jakżeby inaczej). Pytanie, które zadałam bynajmniej nie było zaskoczeniem dla autora jednej książki poświęconej temu miastu i drugiej w drodze: Skąd tak silny związek Màxima Huerty z Paryżem? Pisarz wyznał, że Paryż od zawsze miał dla niego wymiar nieco mityczny „za sprawą ciotek paryżanek, które wracając na wieś zawsze pachniały w ten charakterystyczny sposób i przywoziły cukierki”. W późniejszym czasie pisarz miał okazję poznać stolicę Francji ponieważ kilkoro spośród jego przyjaciół się tutaj przeprowadziło. I tak Màxim zakochał się w mieście nad Sekwaną. „Nie chodzi o to, czy miejsce podoba mi się w większym czy mniejszym stopniu. Chodzi o to, że w Paryżu bardziej czuję się sobą” – tłumaczy.

Pisarz przyznaje nawet, że kilka lat temu był już bliski przeprowadzki do tego miasta, ale w końcu wycofał się z powodu pracy, którą miał w Hiszpanii. Pytam więc, czy on, człowiek świata dziennikarskiego, porzuciłby swoją pracę w telewizji, aby całkowicie poświęcić się pisaniu. „Właściwie to uważam się za pisarza pracującego w telewizji” – odpowiada i dodaje, że bliższa jest mu „grupa czytelników wymieniających wrażenia z przeczytanej książki” niż to całe szaleństwo wokół świata telewizji.

Skąd więc poświęcenie dziennikarstwu? „Chciałem być dziennikarzem ponieważ bardzo lubiłem pisać” – wyjaśnia i wspomina, gdy jako dziecko pisał opowiadania, które nadal trzyma w teczkach w domu rodziców, i marzyło tym,  by pewnego dnia trafić do księgarni. „Z drugiej strony z dziennikarstwem nie poszło mi źle, to prawda” – żartuje.

Można powiedzieć, że marząc o zostaniu pisarzem Màxim wcale nie zboczył z drogi. Dziś pisze dla kilku wydawnictw takich jak National Geographic i ma na swoim koncie cztery książki i nagrodę literacką Premio Primavera de Novela, którą otrzymał z rąk Any Marii Matute, którą określa jako swój „pisarski autorytet”. „Któregoś dnia zadzwonił telefon i usłyszałem: «kontaktuję się z Panem z Real Academia i zaraz przekażę słuchawkę Pani Anie Marii Matute» –  nie mogłem w to uwierzyć i zacząłem płakać” – wspomina. Była to nagroda pod każdym względem szczególna, a dla pisarza okazała się „ostatecznym bodźcem”, który popchnął go w stronę literatury.

Teraz, gdy niebawem ukaże się jego kolejna powieść, pytam czego możemy się spodziewać po „No me dejes" („Ne me quitte pas"). „To ostateczny hołd złożony Paryżowi” – odpowiada bez cienia zwątpienia. Nalega także, abym zwróciła uwagę na fakt, że tytuł nawiązuje do bardzo znanej piosenki Jacques'a Brela i że po raz pierwszy książka zatytułowana jest w dwóch językach. Jest ku temu powód – akcja krąży wokół kilku pokoleń Hiszpanów, którzy przybyli do Paryża – czy to z konieczności czy z wyboru – zawsze w poszukiwaniu nowych możliwości. Wszyscy spotykają się zawsze w jednej kwiaciarni.

„Książka pełna jest samotnych ludzi, z których każdy ma historię wartą opowiedzenia. Mimo że zawsze się mówi, że najciekawsze rozdziały naszego życia czekają pod koniec naszych dni, ta książka opowiada o wspaniałych chwilach, które przychodzą, gdy najmniej zdajemy sobie z tego sprawę” – tłumaczy Màxim. Z taką fabułą No me dejes" jest dziełem „w pełni satysfakcjonującym”, a on sam wyznaje bez zwątpienia: „To jest moja najlepsza książka”.

Pomimo tego, że książka wejdzie do sprzedaży dopiero w październiku, nam udało się zobaczyć nie tylko okładkę, ale także niewielkie szczegóły, które Màxim ujawnia za pośrednictwem portali społecznościowych. Bo jeśli mówimy o mocnych stronach autora, jest nimi stała obecność w sieci. Ma on ponad 21 tys. obserwatorów na Facebooku, 119 tys. na Instagramie i 235 tys. na Twitterze: to porażające statystyki. Sam autor przyznaje, że odwiedza swoje konta na portalach społecznościowych dość spontanicznie i że cieszy go ta forma kontaktu ze swoimi czytelnikami. Dlatego też traktuje takie portale jak „nowy rodzaj wystawy sklepowej”. „Książka nie może istnieć bez czytelnika i o czytelnika należy dbać. Ważne jest, że gdy o niego dbasz, możesz liczyć na jego reakcję”.

Ale nie wszyscy autorzy myślą podobnie jak Màxim, mimo że jak sam mówi, ci, którzy odrzucają portale społecznościowe robią to „z czystego snobizmu”. „Jestem przekonany, że każdy pisarz minionych wieków korzystałby z portali społecznościowych. Oczywiście, że Truman Capote miałby najlepsze w historii konto na Instagramie!” – żartuje.

Nie chcemy kończyć wywiadu nie sprawdziwszy, co pisarz planuje na przyszłość. Odpowiada, że pracuje nad sztuką teatralną, dziedziną która zwróciła jego uwagę gdy wziął udział „w kilku eksperymentach” i wyjawia nam sekret: w grudniu ukaże się jego szósta książka. Będzie to ilustrowane opowiadanie zatytułowane „El escritor" i, sądząc po fragmentach które nam pokazał, sukces ma zagwarantowany. „Ale o tym jeszcze nikt nie wie!”– śmieje się. Touché, Màxim.