Meksyk oświadcza, że grypa meksykańska przybyła z Azji

Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2009
Artykuł opublikowany 30 kwietnia 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Każdego dnia, tysiące osób wsiadają do metra w stolicy Meksyku. Ja, która mieszkam w tej ogromnej aglomeracji miejskiej od dwóch i pół roku, pewnego dnia po prostu przestałam jeździć metrem. Mam to szczęście, że mieszkam blisko pracy. Jak dla mnie metro jest zbyt zatłoczone i zbyt ryzykowne. Zawsze lepiej być przezornym.

Świńska grypa przechodzi przez wszystkie pory naszej skóry. Tej, którą czyścimy co pięć minut w celu uniknięcia potencjalnego zakażenia: mycie rąk jest najlepszym sposobem na uniknięcie przeniesienia wirusa, który jak na razie był przyczyną śmierci tylko w Meksyku. Jedyny przypadek śmiertelny został zarejestrowany w USA i był to Meksykanin. A dlaczego? To pytanie, na które wszyscy chcielibyśmy znać odpowiedź, a nikt nam tego nie potrafi wyjaśnić…

Pochodzenie tej grypy nie jest jeszcze do końca jasne i poznane, chociaż wielu mieszkańców Meksyku krzyczy w wniebogłosy gdy czytają w zagranicznych mediach o „meksykańskiej grypie”, zwłaszcza kiedy dowiedzieli się, że Chiny zamknęły swoje granice na azteckie świnie. A hipoteza, która wydaje się najbardziej prawdopodobna wskazuje źródło wirusa w Azji, później dotarł on do Kalifornii, aby na końcu pojawić się w południowym stanie Oaxaca.

Niewielu odważa się wyjść na ulice bez maski. Oczywiście ci, którzy taką znajdą…

Wizerunek miasta zmienił się bardzo w ostatnim czasie. Odbywa się mniej zajęć szkolnych, zamknięto niektóre restauracje. Niewielu odważa się wyjść na ulice bez maski. Oczywiście ci, którzy taką znajdą… Pomimo że wojsko rozdzielało je w pierwszych dniach w najbardziej strategicznych punktach miasta, ich zapas szybko się wyczerpał, a w niektórych aptekach sprzedawano je po cenie dziesięć razy wyższej niż zwykle, czyli od 0,50 do 1.50 pesos meksykańskich. Wyczerpały się też zapasy wielu innych środków medycznych: witamin, leków antywirusowych… Nie ma znaczenia fakt, że władze ostrzegają przed skutkami samoleczenia i mówią o konieczności zgłaszania się do lekarza przy pierwszych objawach, ponieważ ta choroba jest uleczalna. Ludzie dla swojego wewnętrznego spokoju muszą mieć te leki w domu. Nie wspominając już o panice zakupów, chociaż wystosowano już prośbę do supermarketów o nie zamykanie sklepów.

(Eneas/flickr)

Najgorsze jest informowanie rodziny. Dzwonią do mnie zaalarmowani: „zamknęli szkoły”. Próbuję wytłumaczyć że jest to jedna z podstawowych metod zapobiegania zarażeniom. Tysiące dzieci, zasmarkanych, wkładających do buzi brudne palce… „Zamknęli restauracje”. Ma to na celu ograniczenie kontaktów międzyludzkich, a te restauracje, które się do tego nie zastosują, serwują tylko jedzenie na wynos.

Prawdą jest jednak, że nieszczęścia zawsze chodzą parami. Jednocześnie musieliśmy stawić czoła nie tylko epidemii sanitarnej ale także trzęsieniu ziemi o sile 5,8 w skali Richtera. Z tego narodził się żart tygodnia: „Co mówi dystrykt federalny na świńską grypę? Patrz jak się trzęsę!” Jak widać humor dopisuje, w przeciwieństwie do gospodarki, która jest w nie najlepszym stanie… Straty ekonomiczne w samej tylko stolicy kraju osiągają już więcej niż sto tysięcy dolarów dziennie, co w połączeniu z kryzysem daje prawdziwą bombę! Wielu już się boi o utratę pracy bardziej niż o zakażenie wirusem.

„Co mówi dystrykt federalny na świńską grypę? Patrz jak się trzęsę!” W Meksyku, przy powitaniu nie tylko ściska się dłoń, ale jednocześnie całuje. W ten sposób się witają i żegnają osoby wychodzące z biura czy spotykające przyjaciela na ulicy… Na początku nie mogłam się do tego przyzwyczaić. Natomiast teraz, kiedy kontakty fizyczne są ograniczone w celu uniknięcia zakażenia, tęsknię za ty okazywaniem uczuć.

Autorka pochodzi z Kordowy w Hiszpanii, w Meksyku mieszka od dwóch lat.