Mężczyźni a feminizm: maskuliniści kontra różowe pudle

Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2016
Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2016

Społeczeństwo i instytucje państwowe przesiąknęły feminizmem. Mężczyźni są uciskani i wykorzystywani przez kobiety. Stoimy u progu tzw. „femokracji”. Brzmi nieprawdziwie? I tak jest. Ale maskuliniści są odmiennego zdania.

W Hollywood doszło do skandalu. Ale takiego prawdziwego! Zapoczątkował go Amerykanin Aaron Clarey, który prowadzi blog dla mężczyzn. Latem 2015 roku Clarey postanowił obejrzeć film Mad Max: Na drodze gniewu (ang. Mad Max ‑ Fury Road) i stwierdził: „Pomocy, ten film jest feministyczny!”. Aby ostrzec innych mężczyzn, w mig napisał tekst pt. Dlaczego nie powinieneś oglądać Mad Max: Na drodze feminizmu (ang. Why you should not go to see Mad Max: Feminism Road). Z oburzeniem stwierdził w nim, że chociaż zwiastun obiecywał dużo akcji, wszystko kręciło się wokół Furiosy (w tej roli Charlize Theron). Brakowało też samego Maxa (Tom Hardy). Clarey uznał to za oszustwo. Zarówno on jak i inni mężczyźni dali się nabrać i poszli na film, który okazał się feministyczną propagandą. Ostatecznie bloger doszedł do wniosku, że feminizm zinfiltrował całe Hollywood, niszcząc tym samym filmy akcji.

Można by całą opowieść zbyć jako błahą historyjkę – zabawną i trochę głupią. Aaron Clarey należy jednak do ruchu maskulinistycznego, składającego się z samozwańczych obrońców praw mężczyzn, cieszących się w mediach dużą popularnością. W ciągu ostatnich paru lat ich postulaty znajdują coraz więcej odbiorców. Twierdzą, że feminizm jest ideologią nienawiści wobec mężczyzn, której celem jest stworzenie społeczeństwa, w którym mężczyźni podlegaliby kobietom i byliby przez nie wykorzystywani (tzw. femokracja). Aha, feminizm dąży również do przekształcenia mężczyzn i kobiet w istoty neutralne pod względem płci, w związku z czym maskuliniści nie uznają terminu „gender” – płeć jest uwarunkowana biologicznie, a wszystko, co jest wymierzone przeciwko temu porządkowi, jest wbrew naturze. Przecież jest różnica między mężczyzną a kobietą i tak powinno pozostać.

Feminizm drogą do dyskryminacji

Maskulinizm zakłada, że feminizm wywiera wpływ na instytucje państwowe i kontroluje media oraz sądownictwo. A ponieważ określenia nazistowskie spotykają się zwykle z dobrym przyjęciem, maskuliniści nazywają to feministycznym „ujednoliceniem” (por. niem. Gleichschaltung – red.). Jak twierdzą maskuliniści, feminizm wymyśla dyskryminację kobiet, której nie ma, i utrzymuje, że mężczyźni są odpowiedzialni za te rzekome krzywdy. W rzeczywistości jednak to mężczyźni są „ofiarami”, ponieważ feministki nigdy nie mówią prawdy. Maskuliniści zawsze mają na podorędziu przykłady ilustrujące to przekonanie: kobiety w sądzie są traktowane ulgowo ze względu na swoją płeć i w efekcie za to samo przestępstwo są rzadziej skazywane lub dostają łagodniejszy wymiar kary niż mężczyźni. Ponadto feministki wymyślają, że były ofiarami gwałtów, by zemścić się na mężczyznach. Itd., itp.

Maskuliniści celują więc w doszukiwaniu się w pojedynczych przypadkach dyskryminacji mężczyzn na dużą skalę. Nierówności strukturalne i oczekiwania wobec roli jednostki w społeczeństwie po prostu się zacierają. Były szwajcarski przedstawiciel maskulinistów Markus Theunert zwięźle podsumowuje: „Wybiera się dowolną cechę, którą można wyrazić za pomocą liczb, i piętnuje się tę różnicę między płciami jako zamierzoną dyskryminację mężczyzn”.

Atak na „feminazistki“

Dla maskulinistów znieważenia i oszczerstwa stanowią odpowiednie formy kontaktów i sporów politycznych. Feministki nazwano więc „feminazistkami”. Mężczyźni podejrzani o wspieranie feministycznych celów nie zasługują na wiele więcej. Występuje cała paleta pejoratywnych określeń, takich jak „różowy pudel” (niem. lila Pudel), „babski lizus” (niem. Mösenkriecher) czy „pantoflarz” (niem. Fotzenknechte). Skoro jednak pro-feministyczni mężczyźni są kolorowymi zwierzętami, kim są maskuliniści?

Badania pokazują, że tylko niewielka część męskiego społeczeństwa podziela stanowisko reprezentowane przez maskulinistów i wygłaszane przez nich hasła. Choć ruch na rzecz ochrony praw mężczyzn nie jest liczny, stara się mówić w imieniu wszystkich mężczyzn (może z wyjątkiem wspomnianych pudli i lizusów). Ponadto maskuliniści uważają, że przełamują tabu, gdyż z odwagą mówią o tym, o czym wszyscy wiedzą, ale o czym nie mówi się na głos z uwagi na powszechnie panującą „poprawność polityczną”. Członkowie ruchu maskulinistycznego wywodzą się głównie z kręgów konserwatywnych i religijnych, choć dużą część antyfeministów stanowią również rozgoryczeni i rozwiedzieni ojcowie. Ruch na rzecz praw mężczyzn ma w wielu krajach charakter zorganizowany, np. w Niemczech funkcjonują takiego organizacje jak agens lub MANNdat, a w Szwajcarii Sons of Perseus.

Od zniewagi po fantazje o przemocy

W zasadzie maskulinistów można odbierać jako zbieraninę wariatów (i – niestety – również wariatek). Jednak ruch ten jest czymś więcej niż tylko niewielkim problemem. Maskuliniści często korzystają bowiem z anonimowości w Internecie, aby rozgłaszać swoje poglądy, szczególnie na temat feminizmu i równouprawnienia. Często posługują się tzw. „mową nienawiści”, która obfituje w zniewagi, fantazje o przemocy dokonywanej na feministkach, zastraszenia, groźby i nagabywanie. Celami takich ataków stają się również urzędnicy ds. równouprawnienia płci. Jeśli chodzi o wybór broni, maskuliniści nie są wybredni – każdy sposób ataku jest dobry.

Czy powinniśmy więc rozmawiać z obrońcami praw mężczyzn, a nie o nich? Problem w tym, że tam, gdzie w grę wchodzigłęboko zakorzeniona ideologia, trudno jest prowadzić obiektywną dyskusję. Ostatecznie antyfeministyczni obrońcy praw mężczyzn są nastawieni wrogo nie tylko wobec kobiet, ale również wobec mężczyzn. Dyskredytują wszystkich mężczyzn, którzy krytycznie odnoszą się do społecznych norm płciowych mężczyzn oraz oczekiwań wobec roli płciowej jednostki, a tym samym popierają społeczeństwo równości między mężczyznami a kobietami. Co nie powinno ich dziwić ani oburzać - przecież i tak żyjemy już w femokracji, nie?

---

Nasz projekt Mind The Gap skupia się na kobietach i kwestiach związanych z tematyką płci. Nasz cel to opowiedzieć historie z całej Europy i wnieść do dyskusji o równouprawnieniu młodą, europejską perspektywę.