Mircea Cartarescu: "Lubię mężczyzn mających w sobie coś kobiecego"

Artykuł opublikowany 14 września 2007
Artykuł opublikowany 14 września 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Pisarz, poeta, wykładowca. 40-letni Mircea Cartarescu rozbiera rumuńską duszę na kawałki.

Jest piękny, słoneczny dzień, a Cartarescu przyjechał do Warszawy promować wydaną niedawno po polsku książkę "Travesti" (znaną także pod tytułem "Lulu") - dziwną powieść zgłębiająca mroczne zakamarki ludzkiej psychiki i seksualności, opowiadającą o traumach z dzieciństwa i młodzieńczych inicjacjach.

Mircea Cartarescu jest jednym z najpopularniejszych współczesnych pisarzy rumuńskich. Urodził się w trudnym roku 1956, debiutował w wieku 22 lat. Pracował jako nauczyciel rumuńskiego, redaktor magazynu Caiete Critice (Zeszyty Literackie), wykładał na Uniwersytecie w Amsterdamie, od 1991 roku jest też wykładowcą na wydziale literatury Uniwersytetu w Bukareszcie.

Spotykamy się w klubo-kawiarni w centrum Warszawy, zaraz po jego wieczorze autorskim. Przychodzę na umówione spotkanie pełna obaw, albowiem jego książka... nie, nie jest zła, ale jest straszna. Epatuje złem, przemocą, brudem, ohydą i samotnością. Sprawia, że człowiek dziękuje w duchu, że młodzieńczy okres "burzy i naporu" ma już za sobą. Sam autor zaś posiada hipnotyzujące spojrzenie wygłodniałego wilka, które sprawia że czuję się co najmniej nieswojo... do momentu kiedy się odzywa. Jego głos jest spokojny i miły, zły czar pryska.

Dzisiejsze spotkanie promuje książkę wydaną w Polsce 16 lat po jej napisaniu. Cartarescu mówi, że znów "czuje radość debiutu", szczególnie, że jest to powieść, która odmieniła jego życie.

Studium choroby psychicznej czy powieść gejowska?

"Travesti" to studium przypadku. Bohaterem jest chłopak, który urodził się jako hermafrodyta i do wieku czterech lat był wychowywany jako dziewczynka. W końcu rodzice wybrali płeć i przez noc dziewczynka stała się chłopcem. Dziecko zapomina wydarzenie, które wskrzeszone zostaje w pamięci kilkanaście lat później, gdy chłopiec doświadcza agresji homoseksualnej podczas pobytu na koloniach, co powoduje załamanie nerwowe. Po kolejnych latach psychiatrzy stosują wobec niego terapię poprzez pisanie. Oznacza to przywrócenie pamięci, a kiedy bohater, już jako dorosły człowiek przypomina sobie o wydarzeniu, przeżywa szok i transformację. Doznaje uleczenia.

"Kiedy kończyłem pisać tę książkę, sam nie rozumiałem o co w niej chodziło. Musiałem porozmawiać ze starszym profesorem, który mi to wytłumaczył. Pisałem strasznie wolno, przez rok, cały czas czując że będzie to całkowita klapa. W wydawnictwie powiedzieli, że to moja najgorsza książka. Pierwsze recenzje były bardzo negatywnie, przeżywałem to szalenie i myślałem że to koniec mojej kariery... Dopiero po ponad roku od publikacji ukazał się pozytywny sygnał - nieznana dziewczyna podeszła do mnie w parku i powiedziała że podobała jej się książka. To było ważniejsze niż wszystkie złe recenzje jakie otrzymałem". Najwyraźniej to zdarzenie stanowiło symboliczny przełom, gdyż wkrótce potem odbiór książki, a co za tym idzie dalsze losy autora, zupełnie się odmieniły. "Dostałem dwie największe nagrody literackie w Rumuni" (Romanian Writer's Union Prize, ASPRO Prize). "Nigdy przedtem ani później nie otrzymałem równocześnie obu tych nagród za jedną książkę". Dzisiaj "Travesti" jest obecna w podręcznikach szkolnych.

Przekładana na wiele języków, w tym francuski i holenderski, zdobyła mu także sławę, jakiej się nie spodziewał... "Na świecie uznano, że jest to książka gejowska. Bez mojej wiedzy okładki Travesti w Holandii, we Włoszech i Francji przedstawiają młodych mężczyzn w niedwuznacznych pozycjach. We Włoszech ukazała się nawet recenzja o tytule 'Piccola Biblia Gay' czyli mała biblia gejowska". To jednak nie wszystko. "Któregoś dnia nawiązała ze mną kontakt włoska reżyserka, która chciała nakręcić film dla studia filmowego Mirinda. Byłem bardzo szczęśliwy, od razu otworzyłem ich stronę internetową żeby przeczytać więcej o wytwórni! Cóż, wzbogaciłem przynajmniej swoją wiedzę ogólną, dowiadując się, że Mirinda to imię transwestyty, który zapoczątkował rewolucję gejowską w nowym Jorku". Cartarescu podsumowuje całą sytuację z humorem: "Gdybym był wtedy sprytny czerpałbym do dziś korzyści, ale wolałem powiedzieć prawdę o swoich preferencjach i od razu stałem się absolutnie nieciekawy".

Dlaczego kochamy kobiety i Unię Europejską

O jego preferencjach świadczy dobitnie jedna z ostatnich książek pod znamiennym tytułem "Dlaczego kochamy kobiety". Ta książka jest diametralnie inna. Pierwsza jest ciemna i ponura, pełna psychoanalizy i poetycka, druga - jasna i prosta. "Dlaczego kochamy kobiety to zbiór dwudziestu opowiadań jakie napisałem dla magazynu ELLE. Bohaterką każdego z nich jest kobieta, ale nie są to portrety kobiet, ale zbiorowy portret kobiecości. Przypadek sprawił, że połączyłem je i wydałem w jednym tomie, ale był to przypadek dla mnie niesłychanie szczęśliwy. To mój jedyny bestseller. W samej Rumunii sprzedano ponad 150 tys. egzemplarzy". Opublikowano ją także we Francji i w Hiszpanii, niebawem ukaże się w Polsce. Dlaczego poważany pisarz zabrał się za pisanie dla "babskiego" magazynu? "Jest to mój pokłon wobec lepszej części świata, a jednocześnie wypuszczenie części kobiecej mojej duszy. Kobiecość nie jest domeną stricte należącą do kobiet, tak jak męskość nie tylko do mężczyzn należy. Lubię mężczyzn którzy mają w sobie coś z kobiety i odwrotnie - kobiety mające coś z mężczyzny. Wśród twórców często się spotyka takie osoby".

Pisze "poważne książki" i nie boi się lekkich pół-komercyjnych form. Pytany o to, po czym można poznać, że książka jest dobra zamyśla się i po chwili odpowiada: "Dobre książki powodują strajk mózgu". Ma też jasno określone poglądy na temat miejsca Rumunii w UE: "Francuzi mogą być eurosceptykami, my nie. My mamy taki wybór: być w Europie albo być nikim. Dlatego uważam, że Europa ma szansę stać się super-państwem. Nie możemy powiedzieć o sobie z dumą że jesteśmy Rumunami jeśli nie powiemy równocześnie że jesteśmy Europejczykami. Osobiście wejście do UE znaczy dla mnie... wzrost szacunku wobec siebie. Bardzo tego chciałem i byłem szczęśliwy gdy spełniło się".

(Fot. homepage: Cosmin Bumbuţ, www.bumbutz.com)