Miriam Michel: „Feminizm jest jak ścieranie kurzu“

Artykuł opublikowany 2 maja 2016
Artykuł opublikowany 2 maja 2016

Wystawia feministyczne przedstawienia teatralne, bada relację między ułomnością i płciowością, a w nagłych przypadkach wzywa na pomoc policję gender. Ach, i czasem zdarza się, że pozwala obrzucić się jajkami. Artystka Miriam Michel nie boi się niewygodnych pytań, a w szczególności tych, które sama sobie zadaje.

Miriam Michel stworzyła teorię, z której jest bardzo dumna. „Feminizm jest jak ścieranie kurzu” ­– mówi i miesza łyżeczką kawę zbożową w ogromnym kubku. Następnie dodaje: „Nikomu nie chce się ścierać kurzu, każdy myśli, że przecież jest czysto. Jednak jeśli przez chwilę zaniedbamy tę czynność, okazuje się, że panuje bałagan”. Jej teoria wynika z tego, że nikt nie chce głosić feminizmu, ale jeśli tego zaprzestaniemy, nagle powstanie chaos. Miriam poprawia włosy i kiwa głową na potwierdzenie tych słów.

Na nasze spotkanie w kawiarence w Bochum spóźniła się 15 minut. Korek. W Zagłębiu Ruhry nie da się przewidzieć, jaka sytuacja zastanie nas na drodze. Miriam już się do tego przyzwyczaiła. Pochodzi z Saary, gdzie przyszła na świat w 1979 roku. W 2008 roku wywiało ją ze Saarbrücken do jednej z największych aglomeracji w Europie. W Bochum Pracuje jako artystka-freelancerka, przy czym słowo „artystka” nie pasuje do niej w 100%, ponieważ Miriam jest człowiekiem-orkiestrą: teatroznawczynią, amerykanistką, socjolożką (a przynajmniej podejmowała studia w tym kierunku). Poza tym pracuje jako reżyserka, adaptatorka, artystka organizująca przeróżne performance'y, a do tego pisze pracę magisterską w zakresie nauk scenicznych na Uniwersytecie Ruhry w Bochum.

Akcja – policja gender

Ostatnio Miriam wystawiła na deskach teatru w Hagen sztukę dla dzieci pod tytułem „Prinz Sternschnuppe” („Książę spadających gwiazd”). W przedstawieniu książę chętnie nosił różowe spódniczki dla baletnic, a z kolei księżniczka – spodnie. Obecnie Miriam kieruje zespołem teatralnym w Hagen w projekcie „Pottfiction” (na stronie internetowej przedstawiają się tak: „Teatr. Sztuka i obozy młodzieżowe w kulturalnej metropolii Ruhry”). Organizuje warsztaty, opiekuje się nastoletnimi uczestnikami, a ponadto prowadzi z nimi dyskusje na temat konstrukcjonizmu społecznego i równouprawnienia, również w grupowej rozmowie w aplikacji WhatsApp. „Wprowadziliśmy do dyskusji nawet pojęcie «policji gender»” – opowiada Miriam. W Niemczech to pojęcie ma negatywne konotacje i wydźwięk pejoratywny, ponieważ odnosi się rzekomo jedynie do rozhisteryzowanych feministek, które wszędzie chcą wprowadzić ideologię gender. 

Jednak nie dotyczy to Miriam i jej podopiecznych. „Jeśli ktoś trafi na przejaw seksizmu, młodzież reaguje w ten sposób: «Ludzie, teraz potrzeba policji gender!»”. Na przykład, jedna dziewczyna odkryła ostatnio, że nawet konie traktuje się inaczej ze względu na płeć: klacze dostają różowe derki, a ogiery ­– derki w ciemnych kolorach. Na jeden z warsztatów w ramach „Pottfiction” Miriam i jej grupa zaprosili gości. Przyjęli ich w niecodziennych ubraniach: chłopcy włożyli damskie ubrania, dziewczyny ­– męskie. „W ogóle tego nie komentowaliśmy, tylko zachowywaliśmy się tak, jakby to było zupełnie normalnie” ­– mówi Miriam.

Według Miriam, feminizm to sposób myślenia i styl życia, który nie musi ograniczać się wyłącznie do kobiet. „Chodzi o równouprawnienie i wolność”. Dlatego też wiele z jej występów, zarówno tych solowych, jak i z grupą dorisdean, dotyczy kwestii tego, jak ludzie ze sobą współżyją i jak się porozumiewają. Dorisdean próbuje przykładowo zmierzyć się z ułomnością. „Kwestia dyskomfortu znajduje się w centrum zainteresowania. Ułomność wywołuje poczucie dyskomfortu. Zastanawiamy się, jaka relacja łączy płeć i upośledzenie, tym bardziej, że mamy do czynienia z deseksualizacją osób niepełnosprawnych” – tłumaczy Miriam. W występach solowych kładzie nacisk na niesprawiedliwość. „Ciągle to powtarzam, jeden przejaw niesprawiedliwości oznacza brak sprawiedliwości w ogóle”.

Odczuwanie może być bolesne

W swojej pracy Miriam próbuje badać samą siebie. Fascynuje ją to, jak ludzie postrzegają siebie samych, a jak postrzegają ich inni. „Nie znam prawdy. Jest tyle wersji prawdy, ile jest ludzi” – mówi Miriam i dodaje: „Postrzeganie oznacza poznanie prawdy o sobie, ale to może prowadzić do konfliktów”. Według Miriam wszystko sprowadza się do kwestii: „Jestem tutaj, jestem rzeczywista i to, co czuję jest rzeczywiste”. Odczuwanie może okazać sie bolesne, widać to chociażby w przedstawieniu „Ei, Ei, Ei” („Jajko Jajko Jajko”). Na potrzeby występu Miriam pozwoliła, żeby przyjaciele obrzucili ją czterdziestoma jajkami. „To naprawdę bolało!” – krzywi się.

Podczas występu Miriam przeszła przez doświadczenie, które sprawiło, że poczuła się skrzywdzona, poniżona i obnażona. Wyjaśnia to tak: „Chciałam odnieść to doświadczenie do swoistej estetyki, żebym mogła wyzwolić się z narracji, którą stosuję. Miało ono stać się pewnego rodzaju materiałem. Chciałam zadać sobie pytania, chciałam skoncentrować się na mojej osobie, co jest dosyć karkołomne”. Podnosi wzrok znad kubka z kawą i wykrzywia usta: „Ludzie często zarzucają mi, że jestem dogmatyczką. Cóż, z całą surowością traktuję swoje własne zasady”. Jedno wiadomo na pewno: Miriam genialnie radzi sobie ze ścieraniem kurzu.

__

Mind the Gap przedstawia #Sheroes, serię portretów młodych Europejczyków, którzy walczą o równouprawnienie płci i zwalczają dyskryminację.