Misie zwiedzają Berlin

Artykuł opublikowany 24 czerwca 2008
Artykuł opublikowany 24 czerwca 2008

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Berlin zdecydowanie lubi niedźwiedzie, będące symbolem miasta. Po Knutomanii wokół niedźwiadka polarnego zamieszkującego berlińskie zoo niedźwiedzie pragnące zwiedzić niemiecką stolicę mają obecnie swojego własnego pilota wycieczek.

Czy Karsten Morschett i Thomas Vetsch są spryciarzami? Mimo że są dobrze po trzydziestce pozostają wiecznymi dzieciakami, które natrafiły na żyłę złota i od czasu stworzenia Teddy tour w 2005 roku znajdują sobie wielu nowych towarzyszy do zabawy.

"Pomysł powstał przypadkiem" - opowiada Karsten - "jeden z naszych przyjaciół chodził na zakupy z pluszowym misiem pod pachą, być może dlatego, że nie chciał się czuć samotny. Nie wiedzieliśmy co mu kupić w prezencie urodzinowym , a więc porwaliśmy jego towarzysza i wyruszyliśmy na wycieczkę po Berlinie podczas której zrobiłem mu tyle zdjęć, co hollywoodzkiej gwieździe zarówno pod Bramą Brandenburską, Reichstagiem, jak i na tle wieży telewizyjnej. Wyprawa ta została uwieczniona w albumie fotograficznym, który dałem następnie przyjacielowi".

Pluszak z Mozambiku

Biuro organizujące wycieczki przywodzące na myśl krasnala - podróżnika należącego do ojca filmowej Amelii Poulain szybko zrobiło furorę i raz w miesiącu organizuje taką wycieczkę po Berlinie. Karsten, reżyser teatru Giessen jest przekonany, że "Berlin wraz ze swymi licznymi zabytkami świetnie się nadaje do tego projektu. Nawet jeśli symbolem Quebeku czy Madrytu jest niedźwiedź, to żadne inne miasto świata nie zawiera słowa 'niedźwiedź' (Bär) w swojej pierwszej sylabie!"

Niesamowita wyprawa po mieście jest co najmniej zwariowana. Sukces który przyszedł bez pomocy żadnej kampanii reklamowej na wielką skalę ciągle dziwi organizatorów: "trafiają do nas pluszaki z Mozambiku czy z Tanzanii. Skąd dowiedziały się o Teddy tour? Nie mam pojęcia, jednak wiatr wieje w kierunku Berlina!" - cieszy się Karsten. Ostatnia nominacja tej trasy turystycznej dla pluszaków do miana ambasadora Berlina (w ramach kampanii be-berlin) z pewnością przyczyniła się do tego, że wieść o wycieczkach się niesie.

Ludzie i ich zabawki

Jednak co powoduje prawnymi opiekunami włochatych pieszczochów? Karsten jest przekonany, że swój do swego ciągnie: "wszyscy, czy mają 7, czy 77 lat mówią, że nigdy nie widzieli tak szalonego pomysłu" . Każdy chętnie powierza swojego ulubieńca po wypełnieniu formularza i sprecyzowaniu, czy na przykład jego piesek jest wegetarianinem. Karsten przypomina, że wszelkie pluszaki są mile widziane, bez względu na ich rasę, narodowość, religię, orientację seksualną czy stopień niepełnosprawności".

Wśród klientów Teddy tour więcej jest kobiet, jednak mężczyźni też nie pozostają w tyle. Wiele osób wysyła maskotki swoich małżonków na wycieczkę do Berlina w nadziei na pozbycie się konkurencji! "Ciężko chore lub zbyt wiekowe osoby również zwracają się do Teddy tour i wysyłają swoich towarzyszy życia na wyprawę. Najbardziej poruszyła mnie historia misia wysłanego na wycieczkę aby upamiętnić zmarłego" - podkreśla wzruszony przewodnik.

Nawet jeśli wielu decyduje się na wysłanie swojego pluszaka w podróż, wycieczka kosztuje więcej niż jeden uśmiech. Ceny wynoszą od 39 euro za maskotkę z Berlina do 139 euro. Jednak czego się nie robi dla swojej bezcennej przytulanki? Karsten wyjaśnia, jaki jest stosunek między jakością a ceną: "Wisienką na torcie jest to, że zestresowanym maskotkom oferujemy piknik lub masaż po to, by odprężone wróciły do domu!"

Barbie też mogą jechać

Czy to myszka Diddl, czy kanarek Tweety, Troskliwe Misie czy miś Pimboli, uczestnicy wycieczki nie są jednak jedynie pluszakami. Każde zwierzę i każdy amulet może zostać zabrany na wyprawę, która zresztą jest w stu procentach ekologiczna. Pewnego razu wybrała się na nią nawet finlandzka Barbie. "Czasami musimy dostosowywać się do różnych zabawek ważnych dla naszych klientów. Na przykład w Chinach dzieci nie są przywiązane do pluszaków".

Lea, moja francusko-niemiecka pociecha jest zachwycona swoją wyprawą do Berlina. Ten siedmioletni miś Pimboli długo będzie pamiętać o miłych towarzyszach i organizatorach tam spotkanych. Tuż po swoim powrocie do Francji napisała do swojego korespondenta pokemona, Leona o chandrze: "Gdy od smutku ratować cię może jedynie ucieczka to wiedz, że istnieje berlińska wycieczka. Czy to w metrze, czy na rowerze spotkasz przemiłych towarzyszy, przy których chandra nigdy nie bierze!"

Thomas i Karsten spotykają się z Leą, Leonem i innymi zwierzakami aby wyruszyć w dalsze przygody. Na ich cześć pani Kanclerz wydała przyjęcie w muzeum Tussot, odpowiedniku francuskiego muzeum Grévin, które w lipcu otworzy swój oddział w stolicy Niemiec.