Mniam-mniam: Kialatok - lepiej gotować razem

Artykuł opublikowany 12 lipca 2016
Artykuł opublikowany 12 lipca 2016

Przedsiębiorstwo społeczne Kialatok w Paryżu proponuje nowy przepis na walkę ze stereotypami. Ich pomysł to warsztaty kulinarne prowadzone przez tych, którym nie zbywa na talencie - za to brak dyplomu utrudnia im odnalezienie się na rynku pracy.

Kilka metrów od stacji metra Marx Dormoy, w wielokulturowej 18. dzielnicy na północy Paryża, jest miejsce, gdzie można spróbować najlepszych dań świata. Od Wybrzeża Kości Słoniowej, przez Peru Tahiti, aż po Chiny. Szefowie kuchni nie mają tam dyplomów szkół wyższych ani nie mogą pochwalić się gwiazdkami Michelin. Ich kulinarne wytwory nie są serwowane w luksusowych restauracjach ani nie kosztują setek euro. Każdy z nich gotuje potrawy, które zna najlepiej i które są najbliższe jego korzeniom. Poza tym mają jeszcze jedną cechę wspólną - niektórzy z nich po przyjeździe do Francji zetknęli się z problemami związanymi z wejściem na rynek pracy. Według francuskiego Wysokiego Urzędu ds. Zwalczania Dyskryminacji i Promowania Równości (HALDE) [dziś znanego jako Rzecznik Praw Obywatelskich (fr. Défenseur des droits) – red.] głównym powodem dyskryminacji w pracy we Francji w 2010 roku było właśnie pochodzenie etniczne.

Za projekt odpowiada dwóch młodych ludzi o wspólnej, przedsiębiorczej wizji. Kevin Berkane (26 lat) i Florence Pellegrini (27 lat), byli studenci Wyższej Szkoły Handlowej HEC Paris, są twórcami przedsiębiorstwa społecznego Kialatok organizującego warsztaty kulinarne dla firm, ale także osób fizycznych. Prowadzą je przedstawiciele różnych kultur, z różnym bagażem doświadczeń. „Florence i ja myśleliśmy, że ciekawie byłoby zrobić razem jakiś projekt. Było dla nas jasne, że gdybyśmy otworzyli firmę, to musiałaby być użyteczna dla społeczeństwa. Biorąc pod uwagę, że znaczna część populacji Paryża to imigranci (1 na 5 mieszkańców), zdecydowaliśmy, że wykorzystamy kuchnię jako broń w walce ze stereotypami i uprzedzeniami” – wyjaśnia Kevin. Ich przepis jest prosty - zatrudniają osoby bez wysokich kwalifikacji, które mają problem z odnalezieniem się na rynku pracy, a które jednocześnie wykazują się talentem w kuchni. 

Kialatok został powołany do życia w La Courneuve, gminie leżącej na północy od stolicy Francji w departamencie Seine-Saint-Denis, miejscu o wysokim wskaźniku bezrobocia, dużej populacji imigrantów i nienajlepszej reputacji. Właśnie tam, wśród blokowisk dzielnicy Cité des 4000, zaczęła się historia projektu, który powstał dzięki inkubatorowi przedsiębiorczości paryskiej uczelni HEC. „Istniejemy już dwa lata i poznaliśmy wielu ludzi z wielkimi pomysłami, głównie kobiety, które uwielbiają gotować i chciałyby otworzyć własny biznes” – wyjaśnia Kevin. „Z drugiej strony, niedawno zaczęliśmy liczyć na pomoc organizacji specjalizujących się w przyjmowaniu uchodźców i nauczaniu ich języka, takich jak „France Terre d’Asile”. Zwracaliśmy się do nich, kiedy zbieraliśmy naszą załogę” – tłumaczy. „Ludzie boją się wszystkiego, co inne. Na ogół słyszy się same złe historie. W naszych głowach zrodził się pomysł zrekompensowania tych negatywnych opowieści. Chcieliśmy, żeby kuchnia niosła ze sobą pewien przekaz” – wyjaśnia młody przedsiębiorca. Pomaga im w tym 11 zatrudnionych kucharzy (albo animatorów, jak sami siebie nazywają), którzy poza dzieleniem się wiedzą kulinarną z innymi, sami wciąż się kształcą dzięki Kialatokowi.  

„Słuchanie pomaga zrozumieć siebie nawzajem”

Kiedy oceniamy jakąś osobę, na ogół znaczną rolę w kształtowaniu naszej opinii odgrywają stereotypy, ale w sytuacjach takich jak ta – gdzie jeden potrzebuje drugiego, podobnie jak w sportach drużynowych czy orkiestrach – mogą one stać się potężnym bodźcem do zmiany. „Aby zwalczyć stereotyp, musisz znaleźć osobę, którą cenisz, albo o której masz dobre zdanie, a wtedy zdasz sobie sprawę, że uogólnianie nie ma sensu. Zawsze będzie ci się przypominać ta jedna osoba i tak powstanie reakcja łańcuchowa” – wyjaśnia rzeczowo Lysie. Jest pracownicą Kialatoka i to ona odpowiada za prowadzenie dzisiejszego warsztatu - kulinarnej podróży do jej ojczyzny, francuskiego departamentu zamorskiego Reunionu, za pośrednictwem trzech tradycyjnych potraw. Między instrukcjami, jak przyprawić kurczaka, posiekać imbir i jakie przyprawy korzenne dodać, Lysie opowiada anegdoty o swoim przyjeździe do kontynentalnej Francji, o rodzinie i ogólnie o życiu. 

„Żeby móc tu pracować, trzeba jedynie umieć robić to, co się robi i robić to dobrze. Żadne dyplomy nie są potrzebne” – wyjaśnia. „Koniec końców, w kuchni czy gdziekolwiek indziej ważne jest, żeby mieć co opowiadać. Słuchanie pomaga zrozumieć się nawzajem” – podkreśla. I właśnie to robią niektórzy uczestnicy warsztatów, na przykład Thomas (27 lat), Tifène (23) czy Claire (34), którzy znaleźli się na warsztatach w ramach prezentu od znajomych. „To cudowna inicjatywa, szczególnie w takiej dzielnicy, gdzie współistnieje tyle różnych kultur” – odpowiada Claire zapytana o zdanie na temat projektu. „Mam wrażenie, że społeczeństwo francuskie coraz bardziej się w sobie zamyka, a szkoda, bo to właśnie ta różnorodność stanowi o jego bogactwie” – dodaje.

Drugą animatorką dzisiejszych warsztatów jest Afou, Iworyjka mieszkająca w Paryżu od 8 lat. „Przyjechałam ze względów rodzinnych i dlatego, że mój kraj był pogrążony w kryzysie politycznym, ale przede wszystkim chciałam poznać coś nowego. Dobrze się tu czuję. Odkryłam, że Francja ma wiele do zaoferowania. Dużo więcej niż tylko Wieżę Eiffla” – mówi z uśmiechem.

Gotowanie – czynność, która jednym wydaje się nudna i rutynowa, dla innych potrafi stać się ucieczką od rzeczywistości. „Gotowanie jest bramą do szczęścia. Ma w sobie większą moc, niż mogłoby się nam wydawać. Pozwala przełamać lody, a także zrozumieć wiele rzeczy. Na przykład na Wybrzeżu Kości Słoniowej nie patrzymy sobie w oczy. Gdy tu przyjechałam, wiele osób myślało, że jestem niewychowana, że nie umiem słuchać. A ja po prostu nie miałam o tym pojęcia” – odpowiada Afou. „Dużo zawdzięczam kuchni, bo pomogła mi się tu zaaklimatyzować, znaleźć moje własne miejsce. Początki są takie skomplikowane” – wzdycha. Może wspomniana przez Lysie reakcja łańcuchowa faktycznie działa i to ona zainspirowała Afou do założenia własnego stowarzyszenia, „Arc-en-Ciel”, które pomaga nowo przybyłym imigrantom. „Nikt nie powinien czuć się samotny. Społeczeństwo musi to w końcu zrozumieć”.

---

Europa to crème brûlée, fish and chips i pierogi ruskie – prezentujemy nasz dział kulinarny. Smacznego!