Młodzieżówka AfD: alternatywni wobec wszystkiego?

Artykuł opublikowany 25 maja 2016
Artykuł opublikowany 25 maja 2016

Partia protestu – Alternatywa dla Niemiec (AfD)  – wraz ze swoją młodzieżówką podbierają wyborców zarówno prawicy, jak i lewicy. Także w Berlinie. ​​

Niewielka i barwna grupa składająca się z około 60 młodych osób gromadzi się wokół starej furgonetki Volkswagena na Alexanderplatz w Berlinie. W dłoniach dzierżą wielkie banery wzywające niemiecki rząd do tego, by zrezygnował z umowy z Turcją dotyczącą uchodźców, a także - by przyjął więcej uchodźców.

Panuje niemal świąteczna atmosfera, ale nie można dać się zmylić. Cztery radiowozy pilnują marszu wokół ratusza, dwa samochody znajdują się na czele pochodu, a dwa –  z tyłu. „Nigdy nie wiadomo, czy nie zrobi się nerwowo” – mówi Moussa*, malijski uchodźca ubiegający się o azyl i członek jednej z lokalnych Unii Uchodźców. Trzyma plakat z napisem: „Nie ma świata bez migracji”.

Pytam go, czy coś złego przydarzyło się jemu lub jego przyjaciołom. Zaprzecza. Jego znajoma Lisa* twierdzi, że w Berlinie rzadko dochodzi do bezpośrednich aktów przemocy, ale trzeba mieć oczy dookoła głowy. Często się zdarza, że takim demonstracjom towarzyszą kontrdemonstracje i nie wiadomo, co by się działo, gdyby policja nie pilnowała porządku.

Rasiści, którym coraz częściej się pobłaża

Zaledwie 20 lat temu, kiedy trwał proces zjednoczenia Niemiec, zarówno wschodnia, jak i zachodnia część kraju cierpiała z powodu antyimigracyjnej atmosfery i aktów nienawiści. Teraz, gdy kryzys uchodźczy dotarł do Niemiec po przemowie Angeli Merkel z jesieni 2015 roku, w której nawoływała do otwarcia granic dla imigrantów, prawicowe antyimigracyjne postawy zdają się powracać.

Niechęć wobec imigrantów nie dotyczy jednak tylko marginesu społeczeństwa, ale zaczyna wkradać się głównych nurtów polityki. „Nie boję się zbirów, boję się polityków” – mówi Moussa. Niebezpieczną radykalizację w polityce widać chociażby na przykładzie Alternatywy dla Niemiec (niem. Alternative für Deutschland, AfD) i jej młodzieżówki  Junge Alternative (w skrócie JA).

Pierwotnie była to partia składająca się z ekonomistów, którzy nie chcieli, by Niemcy wspomagały finansowo pogrążoną w kryzysie Grecję. Kariera ugrupowania nabrała rozpędu, gdy z jej szeregów usunięto założyciela i pierwszego przewodniczącego, Bernda Luckego i zastąpiono go Frauką Petry. Partia zyskała rozgłos, gdy zaczęła opowiadać się przeciwko osobom ubiegającym się o azyl.

„Początkowo AfD była partią umiarkowanie prawicową, a liberalną w kwestiach gospodarczych. Skupiała się głównie na namawianiu do tego, żeby Niemcy wyszły ze strefy euro” – tłumaczy profesor Dieter Rucht, pracownik Centrum Naukowego Badań Społecznych w Berlinie (niem. Wissenschaftszentrum Berlin für Sozialforschung, WZB). „Dzisiaj AfD jest prawicową partią populistyczną, której program w dużej mierze pokrywa się ze skrajnie prawicową ideologią, chociaż nie ma nic wspólnego z nazistami”.

Każdy znajdzie coś dla siebie

Partia skupiająca się na jednej kwestii stała się niemal z dnia na dzień główną organizacją reprezentującą złożony program konserwatywno-liberalny. Choć sprzeciwia się obecności uchodźców w Niemczech i nie zgadza się na noszenie przez kobiety hidżabów w miejscach publicznych, jednocześnie domaga się zniesienia płacy minimalnej i twierdzi, że kobiety zgodnie z tradycją powinny zostać w domu i spełniać się jako gospodynie domowe. Jedna z członkiń JA w Saksonii niosła kiedyś plakat z napisem „Nie jestem feministką, bo bycie gospodynią domową to prawdziwy zawód”.

Kolejnym przykładem konserwatywnych zachowań partii jest sprzeciw wobec legalizacji marihuany. Co jednak ciekawe, partia nie zgadza się na TTIP (Transatlantyckie Partnerstwo w dziedzinie Handlu i Inwestycji), więc w tej kwestii zgadza się z lewą stroną sceny politycznej. W związku z tym dochodzi do przedziwnych sytuacji. Gdy radykalnie lewicowa partia Die Linke organizowała marsz przeciwko TTIP, młodzieżówka AfD Berlin zatweetowała: „Następnym razem możecie mieć kolejnych 2000 zwolenników, wystarczy do nas napisać”.

Przedstawiciele obu stron niemieckiej sceny politycznej mają podobne zdanie w wielu innych kwestiach (także na poziomie retoryki politycznej). Jest to widoczne do tego stopnia, że Die Welt stworzył popularny quiz; biorący w nim udział mieli przyporządkować postulaty do jednej z dwóch partii, do Die Linke bądź do AfD.

Dlaczego młodych ludzi kuszą takie kuriozalne mieszane ideologie? Odpowiedź jest dosyć prosta – są rozczarowani polityką głównego nurtu. „Część młodych kompletnie nie odnajduje się w mainstreamowej polityce. Są zdezorientowani i martwią się o swoją przyszłość” – tłumaczy profesor Rucht. Według niego młodzi ludzie poszukują prostych i jasnych odpowiedzi na istniejące problemy.

Jednak wiceprzewodniczący JA John Lukas, Langkamp nie zgadza się z profesorem. „Politycy partii głównego nurtu próbują rozwiązać problemy, których nie są w stanie rozwiązać, weźmy chociażby kryzys w strefie euro. Oferują proste rozwiązania, żeby przypadkiem nie ponieść klęski w wyborach. Bawią się naszą przyszłością i nie starają się rozwiązać problemów u ich zarzewia”.

Jednak w kwestii organizacji bardzo liczy się prostota. „JA jest młodym ugrupowaniem i zupełnie różni się od innych. W przeciwieństwie do Młodej Unii CDU (niem. Junge Union) nie musimy udawać, że zawsze wiemy, co robić. Nasi członkowie cieszą się dużą swobodą” – mówi Langkamp.

W dużych partiach trudno jest zaistnieć, a nie każdy nadaje się do wspinania po szczeblach kariery. O wiele łatwiej się wyróżnić w JA-Berlin, która ma 40 aktywnych członków. „Typowy członek partii jest mężczyzną, ma około 20-26 lat i skończył studia” – objaśnia Langkamp. Widać to wyraźnie na stronie internetowej organizacji - wszystkie portrety przedstawiają młodych i uśmiechniętych mężczyzn w garniturach. Nic niezwykłego, typowy obrazek skrajnie prawicowych nacjonalistów.

„Kładziemy nacisk na rygorystyczny i drobiazgowy proces rekrutacji, który każdy musi przejść, zanim do nas dołączy” – mówi Langkamp i dodaje, że gdy w podaniach zostaną zauważone jakikolwiek przejawy radykalizmu i ekstremizmu lub gdy kandydat okazuje sie sympatykiem Narodowodemokratycznej Partii Niemiec (niem. Nationaldemokratische Partei Deutschlands), to jego kandydatura zostaje automatycznie odrzucona.

Naprawianie wizerunku

Nie zawsze tak było. Pozbycie się skrajnie prawicowych członków z szeregów JA i doporowadzenie do tego, by AfD uznała ich jako swą oficjalną młodzieżówkę, trwało prawie dwa lata. Pewne ksenofobiczne komentarze niektórych zwolenników JA zdenerwowały samego ministra finansów Wolfganga Schäuble, który stwierdził, że są „hańbą dla Niemiec”. To oddział JA w Kolonii zaprosił w 2014 roku na spotkanie Nigela Farage’a. Był to czas, gdy główne władze AfD próbowały zerwać z wizerunkiem partii antyimigracyjnej. Od tamtej pory przyległa do nich łatka właśnie takiej partii.

Chociaż AfD nie odniosła sukcesu w tradycyjnie lewicującym Berlinie, to ostatnie sondaże agencji Infratest ukazały, że w stolicy Niemiec nastąpił gwałtowny wzrost poparcia dla AfD. We wrześniu ostatniego roku popierało ich 5% ankietowanych, a teraz we wschodniej części Berlina popiera ich 20% osób. W kwietniu AfD uplasowała się drugiej pozycji, jeśli chodzi o najpopularniejsze partie.

Tymczasem poparcie dla tradycyjnych partii, w tym Die Link, spada. Także w zachodniej części Berlina rośnie poparcie dla AfD, choć może nie widać tego tak wyraźnie. AfD podbiera poparcie zarówno prawej, jak i lewej stronie i nie chodzi tu tylko o wyborców. Prezesem berlińskiej filii partii jest były polityk Die Link, do partii przynależą także byli członkowie Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej w Bawarii (niem. Christlich-Soziale Union in Bayern, w skrócie CSU), a także Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Angeli Merkel(niem. Christlich-Demkratische Union Deutschlands, w skrócie CDU). Członkowie ci startują również w wyborach. Na czele młodzieżówki stoją osoby związane z ruchami identytarystycznymi i wolnościowymi.

Zjednoczenie się tak różnorodnej grupy wyborców może wydawać się dziwne, ale nic nie dzieje się bez przyczyny i tak jest też w tym przypadku. Według ostatniego badania Instytutu Społeczeństwa Otwartego (ang. Open Society Institute), obywatele są niezadowoleni z faktu, że lokalne władze nie liczą się z ich zdaniem, gdy zapadają decyzje o budowie ośrodków dla uchodźców. To bez znaczenia, czy tyczy się to mniej zamożnych dzielnic typu Marzahn-Hellersdorf (AfD uzyskała tam 11,7% wszystkich głosów w wyborach do Parlamentu Europejskiego), czy Biesdorfu -  przedmieść zdominowanych przez klasę średnią. Problem wszędzie jest ten sam. Dużo terenów jest niezabudowanych, można by tam było inwestować, ale lokalne władze podejmują decyzję o zbudowaniu tymczasowych ośrodków dla uchodźców. Dlatego poszerza się przepaść między obywatelami a politykami, a w tę lukę idealnie wpasowują się twory typu AfD.

---

*część imion została zmieniona

---

Ten reportaż jest częścią projektu EUtoo w Berlinie, który przedstawia życie młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.