„Mój dom jest tam, gdzie mi się wydaje, że jest”: nowa emigracja z Europy i USA

Artykuł opublikowany 24 lutego 2012
Artykuł opublikowany 24 lutego 2012
Coraz więcej młodych ludzi między 25 a 35 rokiem życia. wyjeżdżając w poszukiwaniu szczęścia, wybiera kierunki takie jak Australia, Ameryka Południowa i Azja. Okazuje się, że „American Dream” nie jest już tak pociągający i ustępuje miejsca innym zakątkom świata. Nie dotyczy to jedynie mieszkańców Starego Kontynentu. Również Amerykanie chętnie przenoszą się zagranicę.
Motyw jest prosty: ciekawość - tym razem na tle ostatnich wydarzeń polityczno–ekonomicznych.

Od „Amerykańskiego Snu” do „Wielkiej Ucieczki”

America Wave, to amerykański instytut, który zajmuje się analizą ruchów migracyjnych młodych Amerykanów, którzy zamierzają porzucić swoją ojczyznę bez chwili zawahania. Według niepublikowanych dotąd danych z 2011 r., ok. 2,5% mieszkańców Stanów Zjednoczonych podjęło decyzję o przeniesieniu się za ocean. W roku 2009 było to zaledwie 0,8%. W szczególności młodzi ludzie między 25 a 34 rokiem życia odczuwają potrzebę przeprowadzki, by zacząć życie w bardziej stymulujących warunkach.

„Po prostu mam ochotę się gdzieś przenieść”: to najczęstsza odpowiedź jaką dają ankietowani. Deklaracja, która nie pozostawia zbyt wiele miejsca na interpretację. Jednak Bob Adams, prezes American Wave, stawia pytanie czy ta nagła chęć opuszczenia kraju nie wiąże się z rozczarowaniem, które spotyka młodych Amerykanów - zamiast przysłowiowej szansy na sukces, czekają na nich stosy długów i problemy ekonomiczne.

Europa: nowe możliwości, stare przystanie

Skoro Ameryka rozczarowuje, Stary Kontynent, chociaż nie zachwyca, biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia polityczne i kryzys wielu krajów basenu Morza Śródziemnego, odnotowuje wzrost mobilności międzynarodowej. Niemniej jednak, młodzi europejczycy wydają się rewolucjonizować pogląd na wyjazdy, stwarzając z kryzysu pretekst do rozpoczęcia życia od nowa, i myśląc o Europie jako o ziemi obiecanej, gdzie można się swobodnie poruszać i eksperymentować.

Niemcy pod rządami Angeli Merkel są typowym celem bezrobotnych z południowej Europy. O ile Litwa okazała się być krajem o najniższym odsetku migracji wśród młodych, to ruchy migracyjne z Hiszpanii i Grecji nigdy nie ustały. Włochy nie są gorsze. Biją nietypowy rekord: największa ilość emigrantów z dyplomem odnotowuje się w Ligurii, według badań włoskiego Narodowego Instytutu Statystycznego (ISTAT), najmniej rozrywkowym regionie Włoch.

Europejczycy częstowybierają jako cel swojej przeprowadzki inny kontynent. Portugalczycy na przykład, przenoszą się na tereny byłych kolonii w Brazylii i Angoli, utrzymują w ten sposób nieustającą od 1960 falę migracji. Argentyna – ziemia wygnańców – dziesięć lat po kryzysie ekonomicznym jaki miał miejsce w 2001 roku, wraca do łask przyjmując coraz więcej europejczyków. W Niemczech natomiast, od zeszłego roku narasta nowe zjawisko – młodzi Turcy z drugiego pokolenia, wykształceni na niemieckich terenach, porzucają kraj i wracają do ojczystej Turcji – historia azjatyckich tygrysów po kryzysie w 2009.

Kryzys: kara czy źródło dochodu?

Pomimo zmartwień American Wave, nieustępujących analiz statystycznych i katastroficznych spisów na temat tego kto wyjeżdża a kto zostaje, wydaje się, że nadszedł moment w którym należy się zastanowić nad pojęciem granicy i rozliczyć się ze stereotypem, którego tak trudno się pozbyć. Począwszy od frazesów na temat ucieczki inteligentów, którzy stali się celem włoskiego tygodnika „Internazionale”, który pisze o nieprzemyślanych ideach widzących w wyjeździe tylko i wyłącznie synonim porażki.

Styl życia młodych europejczyków zdecydowanie różni się od stylu poprzednich pokoleń. I pomimo kryzysu, bezrobocia i podatków, znajdzie się ktoś kto będzie chciał przekroczyć granicę chociażby z ciekawości jak żyje się w innym kraju. Albo nagle poczuje więź z inną kulturą niż ta, która go wychowała.

Fot.: główna (cc) Mait Jüriado/flickr; Buenos Aires (cc) micmol/flickr