Mój list do Jean-Claude’a Junckera

Artykuł opublikowany 21 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 21 czerwca 2016

Kiedy tylko zsiadam z roweru przed luksusowym centrum konferencyjnym Salons Hoche w samym sercu Paryża, zdaję sobie sprawę, że nigdy nie będę pasować do Twojego świata. Szkoda, ponieważ chętnie zadałabym Ci kilka pytań - w końcu jesteś przewodniczącym Komisji Europejskiej.

Drogi Jean-Claudzie,

Portierzy stojący w drzwiach majestatycznego budynku w ósmej dzielnicy Paryża, w którym wygłosisz dzisiaj swoją przemowę o przyszłości Europy, rzucają mi sceptyczne spojrzenia, gdy kieruję się w stronę wejścia. Mam na sobie pelerynę przeciwdeszczową i kask. Wchodzę do holu obstawionego bukietami kwiatów, które mierzą sobie nawet po kilka metrów wysokości. Pracownica szatni zmusza się do uśmiechu i ze wstrętem bierze ode mnie przemoczony płaszcz. Zaproszono mnie tu na konferencję jako dziennikarkę Cafébabel.

Kiedy wkraczam do wysokiej, zdobionej złotem sali, oślepia mnie nie tylko światło kryształowych żyrandoli, ale też błyszcząca łysina elegancko ubranych mężczyzn, którzy wypełniają rzędy krzeseł. Wygląda na to, że organizatorzy wydarzenia, Fundacja im. Roberta Schumana i doradca inwestycyjny Financier de la Cité, za późno wysłali zaproszenia do młodych Europejek.

Odważnie robię pierwszy krok, ale nagle dostrzegam swoje odbicie w jednym z ogromnych zwierciadeł. Jestem jedyną plamą koloru pośród morza prążkowanych garniturów w odcieniach czerni lub szarości. Znajduję sobie miejsce w trzecim rzędzie, między dwoma mężczyznami w średnim wieku. Po chwili żałuję, że podjęłam taką decyzję. Do moich nozdrzy dochodzi intensywna woń dwóch różnych wód kolońskich, a moje „bonjour” przechodzi w gwałtowny kaszel. Pytam sąsiada, czy także jest dziennikarzem. „Nie, bankowcem. Ale wszyscy jesteśmy tylko ludźmi” – żartuje. Teraz to ja zmuszam się do uśmiechu.

Usiłuję się skupić, w końcu przyszłam tutaj, żeby usłyszeć od Ciebie, co się będzie działo z Europą, która coraz bardziej zwraca się ku prawicy. W wywiadzie nazwałeś swój zespół „komisją ostatniej szansy”, a o Europie powiedziałeś, że „toczą ją liczne kryzysy”. Jesteś przewodniczącym sztabu kryzysowego, który zmaga się gwałtownymi zmianami w polityce. Jeśli mimo to znajdujesz czas, aby opuścić na jeden dzień Brukselę i przyjechać do Paryża, to z pewnością robisz to, aby wysłuchać naszych problemów i zaproponować rozwiązanie.

Niestety, w przeciągu następnej godziny moje sceptyczne przeczucia się potwierdzają. Zaczynam coś podejrzewać, kiedy okazuje się, że będziesz odpowiadać tylko na pytania, które przesłano Ci wcześniej. Terroryzm, strefa euro, Brexit, kryzys migracyjny - każdej z tych kwestii poświęcasz dokładnie jedno pytanie. Jak zwykle starasz się być w swoich odpowiedziach kompetentny i brać pod uwagę szeroki kontekst polityczny.

Czy jednak zdajesz sobie sprawę z tego, że opowiadasz o swoich ideach dotyczących „nowego politycznego humanizmu” oraz „ochrony wartości społecznych” ludziom, którzy będą potem przy szampanie i przekąskach z łososia narzekać na „niespójności w europejskich przepisach o inwestycjach finansowych”?

Jestem dziennikarką piszącą dla młodych Europejczyków, więc przysłuchuję się bardzo uważnie, kiedy mówisz o zwalczaniu dumpingu płac i wspieraniu powstających start-upów. Dzięki Twojemu Planowi Junckera wpompowano w gospodarkę ponad 100 miliardów euro. Podkreślasz, że „plan działa” - tylko dlaczego ja i moi znajomi, po pięciu latach na uniwersytecie, możemy co najwyżej mieć nadzieję, że dostaniemy się na płatne praktyki, bo z marzeniami o stałej pracy już dawno się pożegnaliśmy?

To prawda, że Europa jest pogrążona w kryzysie. To prawda, że Komisja Europejska zaproponowała wiele rozwiązań, które miałyby polepszyć sytuację. Jednak państwa członkowskie nie są skłonne do współpracy. Nie od Ciebie zależy, jak dalece mogą zaangażować się w Twoje ponadnarodowe plany. Od Ciebie zależy jednak, wobec kogo czujesz się odpowiedzialny i komu Twoim zdaniem jesteś winny wyjaśnienia za te liczne kryzysy.

A zatem, drogi Jean-Claudzie, moje pytanie brzmi: Jaka jest Twoja wizja Europy za pięć lat? Czy tak jak nas dręczą Cię koszmary?

Twoja,

Tessa