Moje życie z Sarkozym: sequel już w kinach!

Artykuł opublikowany 29 września 2014
Artykuł opublikowany 29 września 2014

Powrót Sarkozy'ego - jedyny i prawdziwy powód, dla którego musicie wreszcie przyznać, jakie to wszystko pasjomujące.

Nie jestem zagorzałym fanem polityki. Jak na francuskiego mięczaka przystało tendencyjnie myślę sobie, że jedyne, co pcha polityka do jakiejkolwiek akcji, to przemożna chęć załapania się na kolejną kadencję. Nie należy się tu dopatrywać braku zaufania czy rozczarowania. Jest to jedynie konstatacja opierająca się na przekonaniu, że polityka nie wpływa na życie zwykłych śmiertelników tak dalece, jakbyśmy sobie to wyobrażali i tak naprawdę, w szerszym kontekście, niczego specjalnie nie zmienia. No ale proszę, od kilku dni mój apetyt na polityczne nowinki zdecydowanie wzrósł.

19 września Nicolas Sarkozy odprawił szopkę. O godzinie 20:00 w telewizji publicznej były prezydent Francji komentował doniesienia o swoim powrocie do polityki, o którym informowały już wcześniej medialne giganty, które, jak wiadomo, zawsze są świetnie zorganizowane. Przez 45 minut wielki przegrany wyborów z 2012 roku mgliście usiłował wyjaśnić, dlaczego właściwie zdecydował się na comeback. „Bo miałem ochotę”, „Nie miałem wyboru” - to tylko niektóre z tekstów, które wtedy padły. Sarkozy robi również to, czego obiecywał nie robić, czyli: „podsumowuje swoje pięciolecie” i „dyskutuje o polityce Hollande’a”.

Nie ja jeden ekscytuję się powrotem Sarko do gry. Podobne zainteresowanie wykazało 8,5 miliona widzów dziennika telewizyjnego kanału France 2, około 400 000 osób, które polubiło status byłego prezydenta na Facebooku, oraz około jedna trzecia Francuzów, którzy tylko czekali na takie zagranie Sarkozy’ego. Jednak nie jestem wcale pewien, czy wszyscy ci nagli entuzjaści ekscytują się z tych samych powodów. Do mnie przy tej okazji dotarło wreszcie, dlaczego polityka dla tak wielu jest tak fascynująca - walka o władzę przyciąga jak magnez. A walka ta sprowadza się niezmiennie do pewnych elementów: walki na wyczerpanie przeciwnika, morderczych deklaracji, cynizmu, kłamstewek, strategii, ukradkowych uśmieszków, wzruszania ramionami i donosów.

Powrót Sakrozy’ego do gry to obietnica dobrego meczu, zapowiedź dwóch i pół roku atrakcji, które wstrząsną prawicą. Kolejna odsłona spektaklu z Sarkozym w roli głównej ma tyle samo walorów artystycznych, co zardzewiałe rusztowanie, a jego wykonanie wzbudzi zainteresowanie chyba tylko ze względu na swoją miałkość. Sequel nie będzie tak porywający jak pierwsza część, bo tym razem nie chodzi już o śmiertelne wyeliminowanie przeciwnika. No i oczywiście nie należy zapominać o interesach, w liczbie siedmiu dokładnie, które zapewnią dreszczyk emocji oraz odegrają drugoplanowe role w nadchodzącym show. Przypomną nam też zapewne, że prawo jest stanowione po to, aby je łamać. A zatem: przygotujcie sobie popcorn i zimne piwo. Wyłączcie Netflixa i rozsiądźcie się wygodnie. Przed nami kinowy hit, na który czekała cała Francja