Monica Frassoni: „trzeba rozpocząć kampanię ‘Stop Barroso’”

Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009
Artykuł opublikowany 1 czerwca 2009

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Lider Zielonych w Europie jest zmęczona faktem, że Durão Barroso jednego dnia jest liberałem, a następnego narodowcem. W jej mniemaniu nadeszła pora, aby kobieta przewodniczyła Komisji Europejskiej.

Mogłaby zostać wielką przewodniczącą Komisji Europejskiej, twierdzą jej partyjni koledzy. Mimo to, Włoszka - Monica Frassoni - współprzewodnicząca europejskiej partii Zielonych, nawet nie będzie mogła zostać ponownie europarlamentarzystką po czerwcowych wyborach pomimo że kandyduje do partii zielonych w swoim kraju. Nowe prawo wyborcze, zatwierdzone sześć tygodni temu, wymaże jednym gestem obecność małych partii w pierwszej turze europejskiej; próg do zaprezentowania się w niej wzrósł we Włoszech do 4%.

Niech sobie pani wyobrazi, że Zieloni wygrali europejskie wybory w czerwcu…

Trzy rzeczy zmieniłyby się bardzo szybko: kwestia środowiska, energii i praw indywidualnych. Są to tematy, o które walczyliśmy przez ostatnie pięć lat, głównie przeciwko prawicy.

Nikt nie zaprzeczy jednak, że obecny Parlament i prawicowa Komisja były dość wyczulone na waszą ekologiczną mowę...

Myli się pan; obecny Parlament i Komisja składają się z ludzi racjonalnych, którzy nie mogli zaprzeczyć faktom, dowodom ani raportom naukowym i tym sposobem musieli zaakceptować, że należy coś z tym zrobić. Powiem więcej, pomału dostrzega się, że problem klimatyczny jest problemem nie cierpiącym zwłoki.

W jakim gronie?

(zdj.: MF)Pośród większości tych, którzy decydują na poziomie europejskim (czytaj – rządy w Radzie Europejskiej). Jedną rzeczą są zakładane cele, a drugą, całkowicie odmienną, zastosowane normy. Na przykład, zatwierdziliśmy strategię odnośnie energii, ale z bardzo dwuznacznymi wytycznymi, które mogą poprowadzić nas w złą stronę. Chodzi o zdefiniowanie inwestycji publicznych pieniędzy w sławetny System Magazynowania Dwutlenku Węgla jako inwestycji pilnej. Innymi słowy, kolosalna rozrzutność Europy - gdyż technologia może być gotowa w najlepszym wypadku w 2050 roku – tyczyłaby się jedynie złoża kamiennego, a środki konieczne na badania naukowe, rozwój energii odnawialnej czy kampanie na temat energetycznej wydajności zostałyby sprzeniewierzone.

Co do zwycięstwa lobbingu przemysłu samochodowego, przykład jest jeszcze bardziej oczywisty: jeśli mielibyśmy przewagę w Parlamencie, Rada Europejska nie zatwierdziłaby z taką łatwością wsparcia w zamian za nic, które przyznała przemysłowi samochodowemu.

Nie uważa pani,że przemysł samochodowy zasługuje na wsparcie?

Wizja Sarkozy'ego jest taka sama jak wizja Browna w Wielkiej Brytanii: „British works for british workers” („brytyjska praca dla brytyjskich pracowników”). Bardzo krótkowzroczna. Ja, zamiast wydawać pieniądze na przemysł samochodowy już całkiem stracony, pomyślałabym raczej o przekwalifikowaniu jego pracowników.

Myśli pani, że należałoby „uwspólnotowić” energię?

Myślę, że należy rozszerzyć zakres uprawnień Europy, aby mogła wyznaczać główne linie polityki energetycznej oraz aby polityka ta była zarządzana na poziomie europejskim. Nie tak jak jest obecnie. Należy stworzyć wspólne rezerwy gazowe i naftowe na wypadek sytuacji takich jak ta z ubiegłej zimy, kiedy to zatęskniliśmy za mocniejszą solidarnością między krajami dotkniętymi cięciami rosyjskiego gazu. Natomiast, jeśli jakieś państwo nie chce postawić na energię nuklearną, nie należy go zmuszać. W każdym bądź razie, jestem przeciwna finansowaniu przez Unię rozwoju energii nuklearnej.

Czy odczuwa się, że wraz z kryzysem klimatycznym ludzie podchodzą poważniej do Zielonych?

Ależ skąd! W dalszym ciągu są kraje, jak Niemcy, gdzie 50% populacji uważa, że konieczne jest słuchać Zielonych, aby stawić czoła zmianom klimatycznym; kraje jak Hiszpania czy Włochy, gdzie nie ma żadnej wrażliwości lub jest jej coraz mniej; oraz kraje jak Francja, gdzie ekologiczne idee przyjęły się w liczących się partiach.

Według sondaży, w wielu krajach odnosi się wrażenie, że dwa ugrupowania europejskie, które mogą wygrać wybory to Zieloni i Unia na rzecz Europy Narodów (UEN). Przeraża panią taka panorama?

Nie postrzegam tego w taki sposób. Partie przeciwne systemowi i eurosceptyczne jak UEN zwiększają liczbę reprezentantów, jeśli udział w wyborach jest niski. W każdym wypadku, pomysł ponownej nacjonalizacji wszystkiego niepokoi mnie. Nie podoba mi się hasło Sarkozy'ego „Achetez français” (kupujcie francuskie produkty).

Uważa pani, że Durão Barroso zasługuje na kolejny mandat na czele Komisji Europejskiej?

Nic podobnego. Trzeba jak najszybciej rozpocząć kampanię „Stop Barroso”. Należałoby się zastanowić nad alternatywną kandydatką, a mówię kandydatką, gdyż nadszedł czas abyśmy mieli przewodniczącą Komisji. Natomiast, pewne jest, że martwi mnie fakt, iż lewica, a w szczególności socjaliści, nie przeczuwają bitwy – Zapatero okazał swoje wsparcie dla Borroso. To bardzo niebezpieczne.