Muzyczne Top 10 roku 2011 warszawskimi uszami

Artykuł opublikowany 19 grudnia 2011
Artykuł opublikowany 19 grudnia 2011
2011 to zdecydowanie rok młodych artystów. Młodych stażem i wiekiem. To rok bez przełomów i bez wielkich niespodzianek, ale za to z porcją bardzo dobrej muzyki. Oto obowiązkowy Top 10 of 2011.

1. James Blake - James Blake

Już pod koniec ubiegłego roku wiadomo było, że debiut londyńczyka trafi do czołówek tegorocznych zestawień. Liryczne soulowe wokale, wynurzające się z postdubstepowej osłony, okazały się strzałem w dziesiątkę w okresie muzyki nadmiernych basów. To pomysłowa twórczość Blake'a zwróciła uwagę fanów nowych brzmień na innego młodego producenta i wykonawce własnych tekstów - Jamiego Woona, który zadebiutował dwa miesiące po albumie Blake’a. James Blake jest teraz prawdopodobnie jednym z najbaczniej obserwowanych młodych artystów. Wsłuchują się w niego zarówno melomani, jak i twórcy ciekawi nowych inspiracji. Organizatorzy imprez natomiast biją się o jego nazwisko w swoim rozkładzie jazdy.

2. PJ Harvey - Let England Shake

Ta płyta to w dorobku artystki największe zaskoczenie od czasu „Is this Desire?". Po trudnym i momentami nudnawym krążku „Whithe Chalk” dostajemy wydanie z utworu na utwór coraz bardziej wciągające. Na przekór z kolei płycie „Stories from the City, Stories from the Sea”, będącej afektem do Nowego Jorku, tu mamy swego rodzaju hołd dla ojczyzny – „pięknej Anglii”. Album nagrany w kościele w Dorset, rodzinnym mieście artystki, szybko został obsypany nagrodami. Fanom zaś przywrócił zdaje się wiarę w to, że PJ wciąż potrafi zaskakiwać i ma zapewne jeszcze wiele ukrytych sposobów na sprawienie kolejnej niespodzianki.

3. The Weeknd - House of Baloons

Pasjonujący debiut młodziutkiego muzyka z Toronto rozmiłowanego w twórczości Prince’a i R. Kelly’ego. „House of Baloons” to wyprodukowane w nowoczesnej otoczce R&B przyprawione tekstami tak pikantnymi, że momentami aż nie chce się ich słuchać. Jednak mixtape’y tego 21-latka cieszą się popularnością na tyle dużą, że serwery padają od ilości chętnych na ich pobranie. Doskonała propozycja dla tych, którzy piosenki Jamesa Woona uznali za zbyt miałkie.

4. Lykke Li - Wounded Rhymes

Lykke Li szybko wyrosła. Po bardzo dobrym, ale stonowanym krążku sprzed trzech lat, Szwedka postanowiła pokazać trochę pazury. Na „Wounded Rhymes” spokojne piosenki co rusz ustępują miejsca żywym i energetycznym kawałkom. Lykke Li jest wciąż delikatna, ale całkowicie pewna siebie. Wszystkie utwory z drugiej płyty artystki łatwo wpadają w ucho, a z oporem z tego ucha wychodzą. Lykke Li to przyjemny awangardowy pop z wyższej półki.

5. Fleet Foxes - Helplessness Blues

Dziś w Texasie gra się grunge jak Tru Widow, a w Seattle gitary brzmią momentami w stylu country jak u Fleet Foxes. I taki jest drugi krążek szóstki z Seattle właśnie - trochę folku, trochę rocka i country, nieco Simona i Garfunkela, odrobina Grizzly Bear i duża fascynacja czymś, co krytycy nazwali kiedyś barokowym popem. Dobrze wyprodukowane bogate intstrumentarium i kojący, pogodny wokal. Tak oto Fleet Foxes znajdują swój własny, prywatny zaułek w ogromnym i zabałaganionym worku z napisem indie rock.

6. EMA - Past Life Martyred Saints

Po rozpadzie zespołu Gowns, w którym Erika M. Anderson śpiewała, artystka zadebiutowała ciekawym materiałem solowym. EMA czerpie inspiracje z brudnej muzyki gitarowej lat 90., gdzieniegdzie uzupełnia całość elektronicznym tłem i nieśmiało, ale przyjemnie śpiewa. Album może się okazać miłą niespodzianką dla sympatyków PJ Harvey, Yeah Yeah Yeahs, a nawet Nirvany, której utwór „Endless, Nameless” wykonała w wydaniu SPIN Tribute to Nirvana's 'Nevermind'.

7. Neon Indian - Era Extrana

Po sukcesie „Psychic Chasms” z 2009 r. grupa wydaje jeszcze bardziej dopracowany i solidny materiał zatytułowany „Era Extrana”. Jak przystało na Noeon Indian, mamy tu beztroski wokal i bezkompromisową porcję elektroniki ociekającej kiczem. Ten krążek to lekarstwo na bolesne rozczarowanie wydanym również tego roku drugim albumem Toro Y Moi „Underneath The Pine”.

8. Cut Copy - Zonoscope

Trzeci album Australijczyków, którzy mają doskonały przepis na to, jak w nowoczesnej formie wskrzesić disco minionych dekad. Jak to w przypadku Cut Copy bywa, niemal każdy utwór jest hitem skazanym na sukces. Choć w porównaniu z „In Ghost Colours”, „Zonoscope” jest spokojniejszy i bardziej gitarowy, wciąż jest wesoło, gorąco i tanecznie.

9.  Bon Iver - Bon Iver

Druga płyta autora tekstów, wokalisty i gitarzysty Justina Vernona. Muzyk zdecydował się tu swój charakterystyczny falset postawić na równi z „normalnym” wokalem i nowymi instrumentami. Do grających głównie na gitarach i perkusji muzyków dołączył artysta obsługujący gitarę hawajską oraz ceniony saksofonista Colin Stetson. W rezultacie jak na introwertyczną twórczość Bon Iver dzieje się tu dużo. Jednak nie na tyle dużo, by przesłonić będący ostoją zespołu wokal Vernona. Album „Bon Iver” był czterokrotnie nominowany do Nagród Grammy.

10. Silk - Love Against the Machine

Imponujący długogrający debiut polskiego rapera Silka, który zasłynął na YouTube superszybkim wykonaniem kawałka „Pale kid”. Jak wyjaśnił po wydaniu płyty, filmik w internecie miał być tylko swoistym przyczynkiem do zwrócenia uwagi na całą twórczość muzyczną artysty. „Love Against the Machine” to przemyślany rap w mieszance funky, nowego soulu i starego hip-hopu, za których produkcją stoi młody zdolny twórca Michał Kush. Całość dobarwia wokalista Brendy Walsh, Ra Re. Wydanie zawiera dwie

płyty z muzyką i jedną z klipami produkcji samego Silka. Aż dziw bierze, że tak niewiele się mówi o tym wydaniu.

Fot.: główna: © The Weeknd/ dzięki uprzejmości The Weeknd/Facebook