My i oni. Ciemna strona duńskiego hygge

Artykuł opublikowany 2 czerwca 2017
Artykuł opublikowany 2 czerwca 2017

Wikingowie znów podbijają Europę. Tym razem z zupełnie innego powodu – chcą nauczyć nas, jak wieść szczęśliwe życie. Historie o duńskim hygge w 2016 obiegły cały świat. Jest też jednak druga strona medalu – filozofia hygge w Danii wydaje się dotyczyć tylko wybranych. 

Hygge to wieczór spędzony wspólnie z rodziną i przyjaciółmi przy starym, dębowym stole, z grzanym winem i domowym ciastem, przy rozgrzanym kominku i blasku świec. Trudno wyobrazić sobie bardziej sielankową scenerię. Wydano już setki poradników, w których najszczęśliwszy naród na świecie poucza innych, jak osiągnąć szczęście. A jednak w samej Danii nie każdy uważa się za szczęściarza.

Susan Ahmed to początkująca piosenkarka z Kopenhagi. Ciężko jest jej wybić się na lokalnej scenie, głównie z powodu obcego pochodzenia. – Są dwa różne rodzaje hygge – wyjaśnia urodzona w Danii córka imigrantów z Iraku. – Jeden jest dla Duńczyków, a drugi dla imigrantów.

Zjawisko hygge przez wiele lat nie posiadało żadnej oficjalnej definicji. Każdy Duńczyk rozumiał je trochę inaczej. Sam termin pojawił się po raz pierwszy w XIX wieku, kiedy Duńczycy stracili większość swych ziem na rzecz Niemiec, Szwecji i Norwegii. Mentalność niewielkiego społeczeństwa żyjącego w niewielkim państwie jest doskonale odzwierciedlona w hygge.

Nie naród, lecz wspólnota

Profesor językoznawstwa Carsten Levisen podkreśla, jak ważne jest dla Duńczyków poczucie wspólnoty. – Nie jesteśmy narodem, jesteśmy wspólnotą. Wszyscy Duńczycy to jedna rodzina i wszyscy bezgranicznie sobie ufamy – mówi. Chociaż Susan urodziła się w Danii, sama twierdzi, że nigdy nie została uznana za „swoją” i nigdy nie dopuszczono jej do duńskiej filozofii szczęścia. Jedynym hygge, jakie zna, jest to, które przeżywa wspólnie ze swoją rodziną i innymi członkami arabskiej społeczności.

Pozytywna otoczka towarzysząca hygge może sprawiać wrażenie, że Duńczycy łatwo akceptują obcych. To nieprawda. Hygge zakłada zachowywanie bezpiecznego dystansu wobec imigrantów i innych mniejszości oraz tłumi wszelkie przejawy buntu przeciw temu założeniu. Jest rdzennie duńskie i dostępne tylko na Duńczyków. Dla obcokrajowców i imigrantów, zwłaszcza tych spoza zachodniego kręgu kulturowego, nie ma tutaj miejsca.

Hugette, imigrantce z Burundi od 24 lat mieszkającej w Danii, również nie udało się zintegrować. – Hygge to coś typowo duńskiego. Nie chodzi wyłącznie o wspólne spożywanie posiłków. Tylko Duńczycy wiedzą dokładnie, o co w tym chodzi. Ja tego nie czuję i dlatego zawsze będę czuła się obca. Staram się tym nie przejmować, w końcu każde miejsce ma swój własny styl i kulturę.

 

Przytulność jest najważniejsza

Naukowcy od lat badają wykorzystanie hygge jako narzędzia wyłączenia społecznego. Duński antropolog Jeppe Trolle Linnet twierdzi, że hygge „tworzy swoistą hierarchię postaw i buduje negatywny obraz grup społecznych uważanych za niezdolne do doświadczania go”. Według profesora Daniela Grimleya z Uniwersytetu w Oksfordzie, problemem nie jest samo hygge, lecz sposób, w jaki dana grupa zawłaszcza je tylko dla siebie. Dzieje się tak zwłaszcza w kulturze zachodniej. – W takiej sytuacji społeczeństwo zamyka się na innych, co może mieć bardzo złe konsekwencje.

Profesor zauważa, że Dania przez długi czas była uważana za kraj przyjazny imigrantom. Dopiero w ostatnim czasie postawa wobec przybyszów z zewnątrz zmieniła się. – Duńczycy stali się ostrożniejsi, a nawet zamknięci. Podobne zjawisko występuje obecnie w całej Europie. Jest to oczywiście związane z kryzysem uchodźczym, który skłania wiele krajów do zamykania granic i prowadzenia ostrzejszej polityki wobec imigrantów. Redaktor duńskiej gazety Information Lotte Folke Kaarsholm powiedział dla the Guardian w listopadzie zeszłego roku: – Oczywiście, że hygge jest niedostępne dla obcych. Kraje Skandynawskie nie będą poprawnie funkcjonować, dopóki nie zamkniemy granic.

Fakt, że hygge sprzyja wykluczeniu społecznemu nie powinien nikogo dziwić. Jest ono tylko jednym z przejawów fali ksenofobicznych nastrojów ogarniającej nie tylko Skandynawię. Niektóre zasady hygge wprost promują zamknięcie na obcych – na przykład zasada, że przy stole nie może zasiadać zbyt wiele nieznanych sobie osób. – Idea zamkniętej i pilnie chronionej domowej przestrzeni może prowadzić do tworzenia wyraźnych granic i politycznych barier, zwłaszcza w sytuacji, gdy pojawia się zagrożenie z zewnątrz – wyjaśnia Grimley.

W programie radykalnie prawicowej Duńskiej Partii Ludowej (Dansk Folkeparti) znajdziemy zapis o obowiązku zaciekłej obrony duńskiej kultury i dziedzictwa przed „atakiem imigrantów i obcokrajowców”. Ideologie i wartości inne niż rodzime są więc postrzegane przez partię i jej zwolenników jako zagrożenie dla tego, co duńskie. Według Thomasa Denckera i Kevina Ramsera z organizacji pozarządowej Humanity in Action, „Duńska Partia Ludowa od dłuższego czasu wzbudza kontrowersje swoją retoryką i propagandą, co przyczynia się do stworzenia obrazu imigrantów i muzułmanów jako śmiertelnego zagrożenia dla naszego społeczeństwa i kultury”.

Już nie tylko skrajnie prawicowi politycy przyjmują postawę wrogości wobec imigrantów. W zeszłym roku weszło w życie prawo, które pozwala na odebranie mienia wartego powyżej 1450 dolarów osobom ubiegającym się o azyl – ma to być forma zapłaty za ich utrzymywanie przez państwo. W sierpniu rząd o 45% obciął zasiłki uchodźcom i imigrantom. Aby wieść się rozeszła i trafiła do kogo trzeba, ogłoszenia o tym pojawiły się nawet w libańskich gazetach

Cenzura i tabu

Niechęć do obcych wynika ze strachu, że uchodźcy i imigranci mogliby zniszczyć duński dorobek kulturowy. Jednak Nielsen, współtwórca społecznego projektu Doc Lounge, w którym kultywowane są zasady hygge, nie zgadza się z tym stwierdzeniem. – Zjawisko to opiera się na tworzeniu miłej i przyjaznej atmosfery. Dlatego tak ważne są świeczki, ciasto, wino czy kwiaty. Kwestie rasowe nie odgrywają tu poważnej roli – wyjaśnia. Nie uważa, aby hygge prowadziło do społecznego wykluczenia. Wręcz przeciwnie – dzięki niemu wielu odwiedzających Danię może się poczuć jak w domu.

Można jednak odnieść wrażenie, że miła atmosfera wymaga swoistej zmowy milczenia. Głębokie intelektualne dyskusje na kontrowersyjne czy też osobiste tematy są skrzętnie pomijane. Poruszanie takich zagadnień może zepsuć idylliczny nastrój panujący w zamkniętym kręgu hygge. Dorthe Nors w swojej książce Mirror, Shoulder, Signal wymienia zarówno pozytywne, jak i negatywne strony takiego zamknięcia. Na przykład przymus wzajemnej uprzejmości i unikanie jakichkolwiek konfliktów mogą być niebezpieczne. Są to bowiem warunki sztuczne, które rzadko występują w realnym świecie. Osobom z zewnątrz ciężko jest poczuć się swobodnie w środowisku, w którym poruszanie związanych z nimi tematów nie jest mile widziane.

Bułgarka Siana Ivanova od siedmiu lat mieszka w Aarhus – drugim największym mieście Danii. Uważa, że Duńczycy nie czują potrzeby dopuszczania osób z zewnątrz – dobrze im się żyje w swoich strefach komfortu. Siana przyjechała do Aarhus na studia, potem zdecydowała się zostać. Nie licząc ludzi pracujących razem z nią w barze w centrum, ma w Danii tylko dwoje przyjaciół. – Chodzą ze mną na zajęcia z capoeiry, więc nie są to stereotypowi Duńczycy – śmieje się. – Trenując brazylijski taniec wyszli ze swojej strefy komfortu. Dzięki temu łatwiej było mi do nich dotrzeć. Dla Siany niechęć Duńczyków do obcych nie jest poważnym problemem. – Nie przeszkadza mi to. Nie powinni jednak reklamować siebie samych jako otwartego społeczeństwa, bo to nieprawda.

Powrót do korzeni

W całej Danii toczy się dyskusja na temat tego, co oznacza określenie „prawdziwy Duńczyk”. Kiedyś, aby poczuć się częścią duńskiej społeczności, wystarczyło wnosić do niej jakąś wartość dodaną. Teraz liczy się też pochodzenie – takie wrażenie można odnieść słuchając antyimigranckiej retoryki prawicowych polityków. – Od tego typu retoryki już bardzo blisko do wykluczenia społecznego. Musimy odejść od idei państwa narodowego i od różnicowania ludzi ze względu na pochodzenie, zwłaszcza w obecnych czasach. Brexit i Trump to sygnały ostrzegawcze – mówi Grimley.

Grimley promuje nowy, bardziej tolerancyjny rodzaj hygge. Prawdziwą wartość mają według niego nie blask świec i materialne wygody, lecz życzliwość i współczucie. – Troska o innych powinna dotyczyć nie tylko najbliższych. Myślę, że takie było pierwotne przesłanie hygge. Chciałbym znów mieszkać w tolerancyjnej i otwartej Danii z czasów po drugiej wojnie światowej. To dzięki tamtym wartościom Dania stała się wyjątkowym krajem – podsumowuje Grimley. – Tylko wtedy prawdziwe hygge powróci do naszego kraju.