Myśliwi w rząd, prawo w las: o nadużyciach w polskim ustawodawstwie łowieckim 

Artykuł opublikowany 16 lutego 2016
Artykuł opublikowany 16 lutego 2016

Choć zgodnie z obowiązującym wyrokiem Trybunału Konstytucyjnego myśliwi nie mogą prowadzić odstrzału, zwłaszcza na terenach prywatnych, to jednak Ministerstwo Środowiska podaje, że wyrok TK można ignorować i to bez obaw o konsekwencje karne. Wygląda na to, że w Polsce spada nie tylko wrażliwość na krzywdę zwierząt, ale i stopień poszanowania prawa. 

Korzystając z ocieplenia klimatu, postanowiłem wyjechać za miasto i pobiegać na otwartej przestrzeni. Na jednej z moich ulubionych tras zauważyłem tablicę, a na niej ogłoszenie o naborze do nagonki. Polowanie na bażanty: 35 zł od naganiacza, dopuszczalny wiek – co najmniej 18 lat. Data polowania: początek lutego 2016 r. Zdziwiłem się, ponieważ od 22 stycznia br. formalnie łowiectwo w Polsce nie podlega regulacji prawnej, co w opinii wielu ekspertów jest równoznaczne z delegalizacją polowań. Jak widać po ogłoszeniu, nie wszyscy się z tym zgadzają.

Przyczyny zamieszania wokół prawa łowieckiego

Warto przypomnieć zarzewie sporu. W lipcu 2014 r. Trybunał Konstytucyjny uznał, że obowiązujące od 1995 r. zasady tworzenia obwodów łowieckich są niezgodne z Konstytucją RP, głównie ze względu na prawo łowieckie, które nie nakłada obowiązku pytania właścicieli o zgodę na włączenie ich posiadłości w obręb danego obwodu. Trybunał orzekł, że narusza to prawo własności; właściciel pola czy lasu nie może być pozbawiony głosu, gdy jego teren zostaje włączony w obszar, na którym myśliwi mogą bez uprzedzenia organizować polowania. Posłowie mieli 18 miesięcy na dostosowanie przepisów do Konstytucji. Pod koniec ubiegłej kadencji sejmu podjęto więc stosowne prace, ale odpowiedzialna za nie podkomisja niczego nie uchwaliła, ponieważ napotkała silny opór strony społecznej jak i niektórych posłów. Obok organizacji ekologicznych, swoje zastrzeżenia wyraziły NIK, Fundacja Helsińska (pełny tekst) oraz krajowe autorytety w dziedzinie ochrony praw zwierząt, min. prof. Andrzej Elżanowski. Ponadto rząd chciał kontroli nad PZŁ, na co nie chcieli się zgodzić członkowie podkomisji, w większości zadeklarowani myśliwi. Prace utknęły w martwym punkcie, głównie ze względu na wybory, a sejm obecnej kadencji nie zdołał uchwalić nowego prawa w terminie wyznaczonym przez TK.

Skutki niewykonania wyroku TK

Jeszcze za poprzedniej kadencji, Stanisław Wziątek, poseł SLD przynależący do PZŁ, ostrzegał, że w przypadku nie przyjęcia nowego prawa, „nie będzie można realizować zadań państwa związanych z wykonywaniem polowań”, z czym zgadzała się większość prawników. Nawet ówczesny rzecznik PZŁ, Marek Matysek, alarmował, że „jeśli nic się nie zmieni, w styczniu myśliwi mogą stracić w Polsce prawo do polowania”. Tymczasem 29 stycznia br., tydzień po przedawnieniu wyroku TK, Ministerstwo Środowiska wydało komunikat, w którym głosi, że utrata mocy prawnej ustawy o obwodach łowieckich nie spowoduje zniesienia istniejących obwodów, a tym samym nie doprowadzi do zakazu polowań. W opublikowanym na rządowych stronach stanowisku Ministra Środowiska można przeczytać, że „obwody łowieckie są bytem niezależnym od kreujących je uchwał”, a niewykonanie przez sejm wyroku TK skutkuje jedynie tym, że w przyszłości nie będzie można zmieniać ani tworzyć nowych obwodów łowieckich. 

Co więcej, w komunikacie nie ma nawet słowa o tym, że właścicielom nieruchomości nadal przysługuje prawo do zaskarżenia ustawy regulującej tworzenie obwodów. Ministerstwo pomija też milczeniem fakt, że wystosowany komunikat jest tylko niewiążącą opinią, na podstawie której nie można zabronić właścicielom wypraszania myśliwych ze swych gruntów.

Postawa rządu i myśliwych

Myśliwi się tym jednak nie przejmują, bo mają po swojej stronie Ministra Środowiska Jana Szyszkę, zapalonego myśliwego, znanego z tego, że podczas poprzedniej kadencji silnie lobbował za zniesieniem kontroli państwa nad PZŁ. Dziś już nie ma potrzeby znoszenia obowiązku takiej kontroli, ponieważ raczej nie zapowiada się, aby ktokolwiek z rządzących chciał ją rzetelnie prowadzić. Teoretycznie może zatem dojść do złamania prawa, ale nie będzie komu go egzekwować, bo rząd ogranicza służące do tego narzędzia. Tymczasem czy nie powinno być na odwrót? Wydaje się, że w sytuacji niejasności co do interpretacji obowiązujących przepisów, rząd powinien zabronić działań niepewnych z prawnego punktu widzenia, celem ewentualnego zapobieżenia łamaniu prawa, dokładając jednocześnie wszelakich starań, aby jak najszybciej wprowadzić w życie ustawy regulujące sporne zagadnienia. Tak przynajmniej podpowiada zdrowy rozsądek. 

Niestety, obecnie rządzący nie tyle zaniżają standardy praworządności, przymykając oko na działania myśliwskiego lobby, ile przyczyniają się do niemal jawnego prawołomstwa. Najlepiej widać to po kalendarzu PZŁ, w którym regularnie zamieszane są daty kolejnych polowań. W świetle wygaśnięcia ustawy o prawie łowieckim, wydaje się, że odstrzał powinien być przynajmniej czasowo wstrzymany, zarówno po to, aby przeciwdziałać ewentualnemu naruszaniu prawa, jak i celem wprowadzenia odpowiednich — najlepiej mających moc ustawy — dyrektyw. Brak takich działań świadczy o tym, że obecnym władzom raczej nie zależy na utrzymaniu praworządności, a przynajmniej na zapobieganiu sytuacji, w których istnieje niebezpieczeństwo nadużywania prawa. 

Widząc ogłoszenie o naborze do nagonki pomyślałem, że może ono zostać wykorzystane jako dowód w ewentualnym dochodzeniu w sprawie popełnienia przestępstwa, np. zorganizowanego kłusownictwa, lecz po zapoznaniu się z komunikatem MŚ już wiem, że żadnego dochodzenia nie będzie, nawet jeśli by dokonano przestępstwa.