Na Litwie nie ma interesu publicznego?

Artykuł opublikowany 31 października 2007
Artykuł opublikowany 31 października 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Litewski wymiar sprawiedliwości ma jeszcze wiele do naprawienia przed pełnym dostosowaniem się do norm UE. Pomiędzy najważniejszymi sprawami do przerobienia znajduje się prawo o interesie publicznym.

W litewskim prawie pojęcie interesu publicznego nie istnieje. Jednakże, w 1997 roku Traktat Amsterdamski wprowadził to pojęcie, dając mu tym samym istnienie na płaszczyźnie europejskiej. Będący od 2004 roku członkiem Unii Europejskiej mały bałtycki kraj był skutkiem tego zmuszony do jego przejęcia, a następnie zaadaptowania do swojego prawa. A tu właśnie nic z tego!

Ten prawny absurd jest tym bardziej rażący dla powiązanych z nim sfer, że "obrona interesu publicznego" stanowi część kompetencji przyznanych stowarzyszeniom od czasu rozporządzenia z 2004 roku, mówiącego o prawie do zrzeszania się. A że innym na tym nie zależy, aktorzy społeczeństwa obywatelskiego zdecydowali się stworzyć ich własne prawo.

Prawo niczym klocki Lego

W 2005 roku komisja utworzona z prezydentów stowarzyszeń, parlamentarzystów, reprezentantów prawa i delegatów ministerstw zebrała się aby zredagować tekst projektu. Na początku prac każdy ograniczał się do wymieniania wad istniejących praw, ale wraz ze wzrostem napięć spowodowanych rozbieżnymi wizjami proponowanymi przez różnych uczestników debaty, komitet musiał w końcu zagłosować za stworzeniem nowego rozporządzenia.

W grudniu 2006 projekt nowego prawa został złożony. W kwietniu 2007 komisja parlamentarna zajmująca się oceną ustaw wydała rozporządzenie na temat tekstu, a konstytucja litewska została zmodyfikowana aby pozwolić na wprowadzenie nowych zapisów. Od tego czasu panuje status quo: tekst wciąż nie został przegłosowany. Nikt nie wie kiedy i czy w ogóle zostanie uchwalony, a stowarzyszenia martwią się widząc, że nikomu w rzeczywistości na tym nie zależy.

Problemem jest to, że litewska władza ustawodawcza, tak jak władza sądownicza, działa w kraju bardzo wolno, obciążona głównie przez nadmierną hierarchizację. Daiva Alechnavičienė , litewski prokurator generalny, podkreśla na przykład, że "wiele sporów sądowych, w sprawie których wszczęto postępowania w 2003 roku, nie zostało do dziś rozwiązanych". Dołóżcie do tego brak automatycznych pouczeń w przypadku stwierdzenia wykroczenia, obowiązek opłacania ekspertów nakładany na osoby składające skargę... Mieszanka, nie tylko archaiczna, ale i wybrakowana, będąca dziedzictwem systemu sowieckiego.

Zerowe zaangażowanie

43-letni Liudvikas Ragauskis jest prezesem stowarzyszenia działającego w imię zakazania budowy "nielegalnych budynków" i uczestniczył w komitecie redagującym ustawę. Na co dzień prowadzi walkę, często z góry skazaną na porażkę, przeciw nowym budynkom, które mnożą się na Litwie dzięki otrzymanym w mętnych okolicznościach pozwoleniom na budowę albo naruszających zasady tego pozwolenia, na przykład przez dobudowę dodatkowych pięter.

Liudvikas dodaje, że zaproponowano mu nawet 50 000 litów w zamian za przychylną ciszę w sprawie konstrukcji jednego z takich "nielegalnych" budynków. "To jest powszechna praktyka" - mówi. Jednak według niego problemem nie jest korupcja, ale "brak zaangażowanie Litwinów w życie stowarzyszeń".

Spadek po komunizmie czy miejscowa mentalność ? "Litwini nie mają w zwyczaju zajmować się sprawami, które ich dotyczą", znowu dodaje Ragauski, "albo dlatego, że nie widzą w jakim stopniu to miałoby ich dotyczyć albo ponieważ kompletnie ich to nie obchodzi". Na 100 członków, jakich liczy jego stowarzyszenie, "jedno z najważniejszych w kraju", tylko 5 lub 6 jest aktywnych. Jego zdaniem, projekt ustawy o interesie publicznym jest "zbyt nowatorski jak na to społeczeństwo".

Piekielny krąg

Podczas gdy stowarzyszenia stoją w miejscu, do poprawienia pozostają jeszcze inne punkty. Według Raguaskisa, projekt ustawy o interesie publicznym jest na dziś dzień "niekompletny". Rozporządzenie nie daje żadnej definicji interesu publicznego, możliwe jest anulowanie całej prawnej skargi w przypadku gdyby sędziowie uznali powołanie się na interes publiczny przez wnoszącego skargę za niewłaściwe. Ich osąd jest najważniejszy i nie opiera się na żadnych wcześniej określonych kryteriach.

Jaki więc jest interes sądownictwa we wprowadzeniu procedury jeśli w każdej chwili może zostać anulowana? Autocenzura, brak prawowitości… Litwini nie są wyraźnie jeszcze gotowi na przejęcia kontroli nad własnymi prawami.