Na zdrowie, czyli jak leczyć się za granicą

Artykuł opublikowany 23 października 2009
Artykuł opublikowany 23 października 2009
Jak odnaleźć się w gęstwinie europejskich systemów opieki zdrowotnej? Trójka bohaterów – trzy opowieści o tym jak leczyć się w Hiszpanii, Anglii i Czechach. Z ubezpieczeniem lub bez niego. Pouczające, zwłaszcza w obliczu zagrożenia grypą A!

Francuz w Anglii – o mały włos

Mieszkam w Anglii od zeszłego roku, a od kiedy pracuję, dysponuję kartą państwowego ubezpieczenia społecznego. Ma to swoje wady i zalety, ale szczerze mówiąc, nie znam ich zbyt dobrze... (konsultacje u lekarzy National Health Service oraz pobyty w szpitalach NHS są darmowe). Po moim przyjeździe odkryłem, że muszę zarejestrować się u lekarza. Po wypełnieniu odpowiednich formularzy, w których trzeba było opisać alergie i przebyte choroby, musiałem czekać dwa tygodnie na decyzję o przyjęciu mnie. Zacząłem trochę panikować – przypomniał mi się film „Sicko” Michaela Moore'a i oczami wyobraźni widziałem siebie umierającego na ulicy, po tym jak odrzucono mnie z powodu kamieni nerkowych. Tego samego dnia dowiedziałem się, że spotkanie z lekarzem jest możliwe dopiero po umówionej wizycie, której data bardzo często wyznaczana jest na dwa tygodnie po rejestracji. Bardzo praktyczne rozwiązanie, zwłaszcza w przypadkach grypy! Lepiej zatem cierpieć w samotności. W końcu jednak znajomy Anglik wyjaśnił mi, że przed ustaleniem daty wizyty wystarczy przedstawić problem lekarzowi, który następnie stwierdzi czy to coś poważnego. W razie czego lekarz dyżurny jest zawsze na miejscu.

Weźmy przykład grypy A (H1N1). Mieszkam w Walsall, w regionie najbardziej dotkniętym wirusem i sam ledwo uniknąłem zarażenia w pracy. Tymczasem w autobusach i w gazetach aż roi się od wskazówek: gdy zaobserwujesz objawy – nie wychodź z domu, nie idź do lekarza, sam siebie zdiagnozuj przez Internet, odpowiadając na konkretne pytania. Jeśli diagnoza wskazuje na chorobę, otrzymasz kod, z którego może skorzystać twój przyjaciel, by pójść do apteki i wykupić lekarstwa. Po kilku dniach, gdy jesteś już zdrowy, możesz wrócić do biura. Potrzeba tylko zaświadczenia lekarskiego, że jesteś „zdolny do pracy” i „nie zarażasz”.

Autodiagnoza to moim zdaniem bardzo ważny element opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii.

Autodiagnoza to moim zdaniem bardzo ważny element opieki zdrowotnej w Wielkiej Brytanii. Lekarstwa są dostępne w marketach i w „apteko-perfumeriach”, jednakże sprzedawcy zawsze pytają pacjenta (chciałem powiedzieć – klienta) czy już wcześniej stosował dany środek. Oszczędzamy na czasie, nie musimy szukać recepty, leczymy się na własną rękę. A jakie są szpitale? Nie miałem jeszcze okazji, by samemu się o tym przekonać. Odpukać...

Bertrand Maily

Słowaczka w Czechach – pacjencie, lecz się sam

Należałam do tych, którzy nigdy nie opuszczają lekcji. Tymczasem gdy dwa lata temu przeprowadziłam się do Czech by studiować, nie umiałam sobie poradzić z problemami zdrowotnymi. Pewnego ranka obudziłam się z temperaturą, a ponieważ miałam europejską kartę ubezpieczenia zdrowotnego (EKUZ), postanowiłam udać się do najbliższego lekarza, który powinien zapewnić mi podstawowe świadczenia medyczne. Tak się jednak nie stało. Jeździłam po całej Pradze, mając 39 stopni gorączki, a za każdym razem gdy pukałam do drzwi gabinetu lekarskiego, słyszałam grzeczne „EKUZ nie wystarczy. Nie należy pani do żadnego czeskiego towarzystwa ubezpieczeniowego.”

W końcu musiałam zapłacić za wszystko gotówką. Kosztowałoby mnie to tyle samo, gdybym wróciła na Słowację, żeby się wyleczyć.

Fakt, nie miałam czeskiego ubezpieczenia, ale czy EKUZ nie służy do tego, by można było leczyć się podczas pobytu w innym państwie? W końcu musiałam zapłacić za wszystko gotówką. Kosztowałoby mnie to tyle samo, gdybym wróciła na Słowację, żeby się wyleczyć. Co prawda w informatorze dla studentów był wymieniony lekarz uniwersytecki, ale gdy do niego poszłam, zostałam odesłana z jakiegoś nadzwyczajnego i niezrozumiałego dla mnie powodu. W końcu kupiłam sobie lekarstwa w najbliższej aptece.

Okazało się, że moja słowacka karta EKUZ musiała być potwierdzona przez czeski Powszechny Zakład Ubezpieczeń (VZP). Dopiero wtedy dostałam dokument A4, który mogłam przedstawić lekarzowi razem z kartą. Nie miałam jeszcze okazji, żeby sprawdzić czy ten system działa, ale mam co do tego poważne wątpliwości. Przed wyjazdem ani razu nie słyszałam o konieczności potwierdzenia karty EKUZ. Wszystko, co na ten temat przeczytałam, było napisane po słowacku.

Katia Loskova

Francuz w Hiszpanii – byle nie do szpitala

W Hiszpanii służba zdrowia nie potrafi wypracować strategii, która pozwoliłaby zwiększyć dostępność i polepszyć jakość usług medycznych.

Jeśli chodzi o poziom służby zdrowia, Hiszpania znajduje się na szarym końcu. W rankingu Euro Health Consumer 2009, który porównywał europejskie systemy opieki zdrowotnej, kraj ten otrzymał najniższą ocenę jeśli chodzi o informowanie i prawa pacjentów, oraz jedną z najgorszych not za okres oczekiwania na zabiegi. To wyjaśnia dlaczego coraz więcej Hiszpanów wybiera prywatne zakłady zdrowotne. Inaczej niż w większości krajów europejskich, w Hiszpanii zakłady publiczne nigdy nie cieszyły się szczególną popularnością i to raczej prywatne kliniki uznawane są za wiodące ośrodki opieki zdrowotnej.

„W Hiszpanii służba zdrowia nie potrafi wypracować strategii, która pozwoliłaby zwiększyć dostępność i polepszyć jakość usług medycznych. Może to być przyczyną zaobserwowanego od kilku lat boomu na prywatną opiekę zdrowotną” – czytamy w raporcie opublikowanym przez Health Consumer Powerhouse. To, co stało się chlebem powszednim dla Hiszpanów, cudzoziemcy odkrywają po przyjeździe do kraju. Dorothée, młoda Francuzka, która od dwóch lat pracuje w Barcelonie, wyjaśnia tę specyfikę następująco: „Gdy po raz pierwszy poszłam się leczyć, zdziwiło mnie to, że na samym wstępie zapytano mnie do jakiej ‘mutua’ (towarzystwo pomocy wzajemnej – przyp. tłum.) należę. Po kilku wizytach u lekarzy zrozumiałam, że w nagłych przypadkach lepiej od razu udać się do prywatnej kliniki.”

System publicznej opieki zdrowotnej jest osłabiony między innymi dlatego, że w Hiszpanii brak centralizacji. Służba zdrowia leży w gestii władz poszczególnych autonomii, a nierówności w poszczególnych regionach widoczne są zwłaszcza w dziedzinie inwestycji czy przejrzystości systemów. I choć nie brak autentycznej chęci ulepszenia, to przecież zawsze ‘można lepiej’.

Aurélien Le Genissel