Największa światowa demokracja? Oddała głos!

Artykuł opublikowany 18 maja 2009
Artykuł opublikowany 18 maja 2009
W Indiach zakończyły się właśnie wybory powszechne do Lok Sabha, niższej izby parlamentu. Od 16 kwietnia do 6 maja 714 milionów wyborców wybierało 543 posłów.

Trzy wielkie koalicje składają się na indyjską szachownicę polityczną: United Progressive Alliance (UPA), której główną silą jest Indyjski Kongres Narodowy na czele z dotychczasowym premierem Manmohanem Singhem; następnie National Democratic Alliance (NDA), której przewodniczy BJP (Bharatiya Janata Party), czyli hinduska prawica, na czele z byłym premierem Lal Krishna Advanim; oraz Third Front (TF), którego liderką jest Mayawati Kumari, bardzo popularna wśród niedotykalnych i pozakastowców.

Manmohan Singh pozostanie premierem do 2014 roku. UPA nie uzyskała większości bezwzględnej, ale dysponuje solidną przewagą. Będzie miała 261 posłów, podczas gdy NDA i TF zdobyli odpowiednio 158 i 68 foteli poselskich. Skład nowego rządu zostanie ogłoszony 2 czerwca. Negocjacje z pozostałymi partiami pozwolą raczej rządowi zachować duże pole manewru.

"Jeśli odmawia się prawa głosowania osobom mieszkającym za granicą, pozbawia się przyszłą elitę polityczną możliwości zaangażowania."

Obywatele Indii mieszkający za granicą nie mieli prawa głosować. To oczywiście budzi ich niezadowolenie. Santosh, doktorant robotyki na Uniwersytecie Wageningen w Holandii, stwierdza: „Większość naszych przywódców kończy studia za granicą. Jeśli odmawia się prawa głosowania osobom mieszkającym za granicą, pozbawia się przyszłą elitę polityczną możliwości zaangażowania”. Przy 375 milionach wyborców, wybory europejskie będą zapewne łatwiejsze do zorganizowania. Tym bardziej, że niewiele osób spodziewa się frekwencji przewyższającej 50%. W Indiach, frekwencja dochodziła momentami do 60%.