Nasza tłumaczka miesiąca: Agata Bal

Artykuł opublikowany 2 grudnia 2014
Artykuł opublikowany 2 grudnia 2014

Agata Bal to postać pełna zaskakujących paradoksów. Jest Polką, a nie tyka wódki - zamiast tego tańczy flamenco i czyta T.S Eliota. Zdarza się, że miewa fatalistyczne sny o Pannie Migotce na złowieszczej zjeżdżalni. Poznajcie naszą tłumaczkę miesiąca.

Powiedz nam coś o sobie.

Jestem u progu zakończenia wieloletniej przygody ze studiami filologiczno-kulturoznawczymi na Uniwersytecie Warszawskim. W międzyczasie zdobyłam tytuł Master of Arts na Londyńskim City University, w ramach programu poświęconego tłumaczeniu kultury popularnej.

Skąd znasz Cafebabel?

O Cafebabel usłyszałam na moich londyńskich studiach. Nasza pani profesor przekazała nam wiadomość od Kait Bolongaro o możliwości włączenia się w tworzenie magazynu.

Twoje ulubione powiedzonko?

Chociaż nie mam, żadnego ulubionego powiedzonka, to z przyjemnością wyłapuje ich ciekawe tłumaczenia w filmach. Na szczycie mojej listy jest Notting Hill, w którym „oopsie daisy” Hugh Granta to w polskiej wersji „o psia kostka”.

Gdybyś mogła otrzymać podwójne obywatelstwo, kim oprócz Polki byś została?

Hiszpanką albo Brytyjką.

Co Cię ostatnimi czasy fascynuje?

Myślę, że fascynacja to w tym wypadku za dużo powiedziane, ale ostatnio staram się odnaleźć przyjemność w rzeczach które od zawsze, a przynajmniej od kilku lat, budziły moją zdecydowaną niechęć - gotowaniu i poezji T.S Eliota.

Gdzie można Cię spotkać w piątek wieczorem?

Wieczorami zwykle przebywam w szkole tańca flamenco. 

Jakiej rady udzieliłabyś Januszowi Korwin-Mikkemu?

Przywołam tu słowa, które hiszpański król Juan Carlos skierował kiedyś do Hugo Chaveza: ¿Por qué no te callas? (Może byś się zamknął?)

Najgorszy stereotyp o Polakach?

Stereotyp, który w pewien sposób dotknął mnie osobiście, to przekonanie o powszechnym w naszym narodzie zamiłowaniu do wódki. Wielokrotnie musiałam powtarzać, ku powszechnemu zdziwieniu, że chociaż jestem Polką, to tego akurat trunku nie tykam.

Najdziwniejszy sen, jaki kiedykolwiek miałaś?

W dzieciństwie miałam powracający koszmar o potwornym wesołym miasteczku. Była tam złowieszcza zjeżdżalnia, której ofiarą za każdym razem padała Panna Migotka.

Wyobraź sobie, że przyznano Ci Oskara. Komu podziękowałabyś w swojej przemowie?

Moja wyobraźnia nie sięga tak daleko. Ale oczami duszy widzę siebie na czerwonym dywanie odpowiadającą na najważniejsze tego dnia pytanie: „Who are you wearing?”