Naucz się śmiecić mniej w tydzień

Artykuł opublikowany 8 grudnia 2010
Artykuł opublikowany 8 grudnia 2010
Dematerializacja świątecznych prezentów, kawa z automatu w domowym kubku, dokładna lista zakupów - zainspirowana wskazówkami organizatorów European Week for Waste reduction, projektu UE na lata 2009-2011, postanowiłam przez jeden tydzień ograniczyć do minimum ilość produkowanych przeze mnie śmieci.

Góra śmieci

Według statystyk Eurostat z 2007 roku, przeciętny Europejczyk produkuje 552 kilogramy śmieci rocznie, a liczba ta zwiększa się o 1-2% rocznie. W Brukseli, gdzie mieszkam, w określone dni mieszkańcy wystawiają swoje worki ze śmieciami na ulicę, skąd zabiera je śmieciarka. Brak kontenerów sprawia, że ogromna ilość śmieci jest łatwo zauważalna. Segregacja nie jest obowiązkowa, ale szkło musi być wyrzucane do specjalnych pojemników na ulicy, a za nieprzestrzeganie tej reguły można dostać mandat. W Niemczech specjalni kontrolerzy mogą zapukać do twych drzwi, z pytaniem, czy to ty wyrzuciłeś tę oto papierowa torbę do tego oto kontenera. O ile w Neapolu, jak wiemy, śmieci można wyrzucać wszędzie, o tyle w Milanie segregacja jest obowiązkowa. Mimo że organizacja segregacji i utylizacji odpadów różni się w poszczególnych państwach i miastach, organizatorzy zamieścili na swojej stronie stos uniwersalnych rad, dzięki którym każdy Europejczyk może się przyczynić do zmniejszenia ilości produkowanych śmieci. Przez tydzień próbowałam się do nich zastosować.

Belgijska stolica nie ma kontenerów na śmieci

Dać przedmiotom drugie życie

Organizatorzy akcji zachęcają do wielokrotnego użytkowania jak największej ilości przedmiotów. O ile nie mam pojęcia, czy toner w drukarce laserowej da się na nowo wypełnić, w szufladzie trzymam stos częściowo zapisanych lub zadrukowanych kartek, które jeszcze mogą się przydać do robienia notatek. Dostaję również plusa za drukowanie dwustronne. Co więcej, o ile to możliwe, staram się zmniejszać czcionki, żeby zadrukować jak najmniej kartek. 

W ciągu ostatniego tygodnia nic mi się nie zepsuło, ale podejrzewam że trudno byłoby mi przestrzegać rad dotyczących naprawy każdego zepsutego sprzętu, szczególnie że ta w dzisiejszych czasach bywa droższa niż nowy egzemplarz. We wszystkich urządzeniach elektronicznych używam baterii do ponownego naładowania, a żarówki we wszystkich moich lampach są energooszczędne. Problem w tym, że takie żarówki zawierają trującą rtęć i zużyte, powinno się wyrzucać do specjalnego pojemnika... o czym notorycznie zapominam, więc mimo najlepszych chęci przynoszę więcej szkody niż pożytku...

Całkiem optymistycznie przedstawia się sprawa ubrań i mebli. Kilka metrów od mojego domu znajduje się pojemnik Les Petits Riens – sklepu zajmującego się naprawą i ponowną sprzedażą używanych rzeczy, za grosze. Osoby chcące oddać niepotrzebne meble i większe przedmioty mogą zamówić bezpłatny transport. W całej Europie podobne inicjatywy są organizowane między innymi przez Emmaus i Czerwony Krzyż, warto więc poszukać przed wyrzuceniem niepotrzebnego przedmiotu w dobrym stanie.

Zakupy z głową i listą

W kwestii zakupów mogę być z siebie zadowolona: niektóre rady organizatorów już wcześniej udało mi opanować niemal do perfekcji. Zgodnie ze wskazówkami zastanawiam się, co muszę kupić, robię listę, staram się nie marnować żywności. Do kupowania dużych paczek ryżu, makaronu, herbaty, kawy jestem przyzwyczajona ze względów finansowych, ale jeśli przy okazji zmniejszam ilość produkowanych śmieci – tym lepiej. Wszystkie zakupy pakuję w bawełniane torby wielokrotnego użytku. Jedna z zasad przewiduje zaprzestania kupowania wody w butelkach. Woda z kranu w Brukseli jest pitna, ale po tygodniu picia mętnej zawiesiny o dziwnym posmaku niczego ani sobie ani ludzkości nie obiecuję. Jednym z proponowanych działań jest kupowanie „niematerialnych” prezentów jak bilet do kina czy karnet na siłownię w miejsce przedmiotów. Niestety, świąteczna gorączka nie pomaga, w moim mieszkaniu lądują dwa „materialne” prezenty…

Ekologia kontra wygodnictwo

Muszę przyznać, że życie towarzyskie ma ujemny wpływ na „ekodyscyplinę”, szczególnie że świadomość że wszyscy wokół śmiecą bez zastanowienia, nie działa motywująco. Na Katolickim Uniwersytecie w Leuven, gdzie studiuję, jest klub, którego członkowie mogą dostać za darmo kawę i herbatę, jeśli przyniosą ze sobą klubowy kubek. Pomysł świetny, gorzej z realizacją... tym bardziej, że pod ręką znajduje się automat w plastikowym kubeczku. Wszystko przeciwko mnie...

Kilka punktów z listy uważam natomiast za prawie niewykonalne. Mimo naklejki na skrzynce, codziennie dostaję reklamy, foldery ze sklepów i ulotki. Zupełnie nierealne wydaje mi się produkowanie kompostu... Co prawda nie mam dzieci (co swoją drogą niektórzy uważają za przyjazne środowisku), ale podejrzewam że przy aktualnym stylu i tempie życia, niewielu młodych rodziców zdecydowałoby się zrezygnować z pampersów na rzecz prania i gotowania tetrowych pieluch...

European Week for Waste Reduction nie zrewolucjonizował mojego stylu życia, ale był dobrą okazją do zastanowienia się, co mogę poprawić bez większego wysiłku.

Fot. główne (cc)  ro_buk [I'm not there]/Flickr; Briksela (cc) bobbyuggles/Flickr; wideo EWWR