Nauki Le Pena

Artykuł opublikowany 29 stycznia 2006
opublikowano w społeczności
Artykuł opublikowany 29 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Politycy europejscy powinni wyciągnąć wnioski z kampanii wyborczych wroga publicznego numer 1, Jean-Marie Le Pena, zwłaszcza w przeddzień wyborów do Parlamentu Europejskiego, które odbędą się 10-13 czerwca tego roku.

Le Pen nie jest skromną szarą myszką. Wydaje się raczej, że lubi szokować obserwatorów politycznych. W ostatnim tygodniu przedstawiciele café babel byli w Pradze na konferencji zorganizowanej przy współpracy czeskiej organizacji AMO. Na lotnisku Ruzyne byli zaskoczeni protestami, jakie zwykle towarzyszą każdemu posunięciu lidera Francuskiego Frontu Narodowego. Identyczna sytuacja miała miejsce parę dni wcześniej w Wielkiej Brytanii, gdzie Le Pen przyjechał by poprzeć kandydatów do parlamentu z ramienia Brytyjskiej Partii Narodowej kierowanej przez Nicka Goffina.

Jeśli Jean-Marie chce działać europejsko...

Nie potrzeba psychiatry, by określić działania Le Pena jako schizofreniczne. Le Pen jest największym „europejskim” przywódcą nacjonalistycznym. Podróżuje po Europie od jednego miasta do drugiego, reprezentując całkowity brak szacunku i zahamowań wobec zagadnień dotyczących imigracji. Jest gorącym tematem dla wszystkich mediów we wszystkich zakątkach kontynentu. Jeśli kichnie w Paryżu to pojawia się wstępniak we włoskim dzienniku La Reppublica i specjalna wzmianka w niemieckim tygodniku Die Zeit. W Europie Le Pen daje upust ideologii, która jest odrzucana w jego kraju ojczystym, tj. Francji, bardziej niż kiedykolwiek wcześniej. Jednocześnie w nowej Europie eurosceptycy i ruchy populistyczne wydają się coraz bardziej popularne.

Poprawność polityczna zabija Europę

Podczas gdy europejskie elity polityczne dyskretnie omijają problem licząc, że nikt go nie dostrzeże, to Le Pen staje się europejskim skandalem z założenia. Nie będzie winą obywateli europejskich, jeśli niedawna inicjatywa federacyjna przewodniczącego Komisji Romana Prodi oraz Francois Bayrou i Grahama Watsona będzie postrzegana jako jedna z wielu potajemnych transakcji między partiami narodowymi, które nie są w stanie osiągnąć żadnego porozumienia odnośnie integracji europejskiej.

Europa i federalizm nie są „trudnymi” zagadnieniami i brak porozumienia co do tych kwestii nie wymaga powoływania nowej grupy parlamentarnej. Politycy powinni raczej wziąć wzór z Le Pena i używać patetycznej retoryki dla przepchnięcia swoich przeciwnych opinii. Muszą przekraczać granice trzy razy dziennie, sprawiać by ludzie ich podziwiali, przełamywać bariery komunikacyjne „poprawności politycznej” i działać tak jakby europejska scena publiczna już istniała. Należy tworzyć zainteresowanie a nie obojętność. Trzeba postawić na obietnice demokracji ponadnarodowej przeciwstawionej obawom wywoływanym przez demagogię populistyczną. Reasumując, Prodi, Giscard i reszta elit europejskich muszą zdać sobie sprawę, że Europa, którą forsują już istnieje – Europa składająca się z inteligentnych jednostek, a nie tylko starych zmęczonych partii, które tworzą konstytucję europejską.

Europejska demokracja nie może być budowana na uspokajaniu gazet i pomniejszych polityków, ale przez stymulowanie, także skandalami, świadomości i inteligencji społeczeństwa. Dla dobra Europy dobrze by było, gdyby ludzie mogli się nauczyć czegoś od Jean-Marie Le Pena. Najlepiej przed 13 czerwca.

Opublikowane 13 maja 2004 w sekcji Caffeine.