Nicolas Véron: "Kryzys mógł mieć poważniejsze konsekwencje"

Artykuł opublikowany 23 sierpnia 2007
Artykuł opublikowany 23 sierpnia 2007

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Niezależny ekonomista zabiera głos w sprawie globalnego kryzysu, którego przyczyna leży w pożyczkach udzielonych przez Stany Zjednoczone, postawie Europejskiego Banku Centralnego oraz w mediach.

Dla laików ekonomia często wydaje się zbyt skomplikowana. Rzadkie są wypowiedzi ekspertów, które prezentują ogólną wizję sytuacji. Nicolas Véron, specjalista w sprawach ekonomii, odkrywa przed nami tajniki wstrząsu, który wzburzył właśnie gospodarką światową.

Jak Pan tłumaczy obecny kryzys ekonomiczny? W jaki sposób łączy się on z pożyczkami w Stanach Zjednoczonych?

Punktem wyjścia są wiadomości podawane opinii publicznej. Niektóre pożyczki na nieruchomości zostały przyznane w Stanach Zjednoczonych na zbyt korzystnych warunkach. Okazało się, że prawdopodobieństwo oddania tych pieniędzy było mniejsze niż początkowo sądzono. Otóż coraz częściej współczesne rynki pozwalają na przepływ ryzyka między różnymi aktorami. W ten sposób instytucje, które "zarządzają ryzykiem" na amerykańskim rynku nieruchomości mogą być całkiem inne od tych, które są w bezpośrednim kontakcie z pożyczkobiorcą. Przykładowo, z powodu wspomnianych pożyczek niemiecki bank IKB doznał poważnych strat, pomimo iż w minimalnym stopniu obecny jest w Stanach Zjednoczonych.

Co sądzi Pan na temat interwencji Europejskiego Banku Centralnego, który w ostatnich dniach dostarczył na rynki bankowe 150 milionów euro?

Póki co, jest jeszcze zbyt wcześnie, aby osądzić. EBC uznał w oparciu o posiadane informacje, że potrzebna jest zdecydowana interwencja. Jeśli bank zaniechałby jej, możliwe, że obecny kryzys miałby poważniejsze konsekwencje. Nigdy nie można tego dokładnie przewidzieć. Jednak ta interwencja niesie również następujące ryzyko: może zwiększyć to, co finansiści nazywają "przypadkiem moralnym" - fakt, iż aktorzy rynku będą traktować publiczną interwencję jako prawie pewną może ich skłonić do ulegania raczej ryzyku aniżeli rozsądkowi. Z pewnością następne miesiące pozwolą trafniej ocenić interwencję EBC z 9 sierpnia.

Jakie będą, Pana zdaniem, symptomy zarażenia się Europy kryzysem amerykańskim?

Znów jest zbyt wcześnie, by odpowiedzieć. Prawdopodobnie wielkie operacje wykupu mocno zadłużonych przedsiębiorstw przez fundusze inwestycyjne, w skutek obecnych turbulencji, staną się mniej popularne. Jednak nie jest jeszcze do końca jasne czy te problemy przełożą się na trudniejszy dostęp do kredytów dla ogółu przedsiębiorstw, jak niektórzy się obawiają.

Jakie kroki można podjąć, aby rozwiązać kryzys po obu stronach Atlantyku?

Główni bankierzy posiadają więcej informacji niż Pani lub ja sam, aby odpowiedzieć na to pytanie, choć i tak nie jest pewne czy nawet oni znają odpowiedź! Takie sytuacje są bardzo skomplikowane. Trzeba unikać błędu stosowania upraszczających sloganów typu: "należy obniżyć stopy procentowe" bądź "należy sterować agencjami notowań finansowych". W rzeczywistości chodzi o zjawiska bardzo delikatne, o modyfikację warunków zaufania zbiorowego. Wiarygodność jest najważniejszym wyzwaniem. Tak jak na wojnie: kto dziś maszeruje być może nie będzie maszerować jutro, i na odwrót.

Myśli Pan, że media nazywając "kryzysem" to zdarzenie, wpłynęły na przebieg wydarzeń?

Media odgrywają swoją rolę przekazywania informacji. Im więcej i szybciej dostarczają kompleksowych wytłumaczeń, tym bardziej ryzyko kryzysu jest ograniczone. Wolność prasy jest jednym z podstawowych warunków dobrego funkcjonowania rynku finansowego - zarówno w czasach kryzysu jak i w czasach normalnych. Jeśli w tym czasie media twierdziłyby, iż wszystko jest w porządku, nikt by im nie wierzył i problemy na rynku mogłyby stać się jeszcze poważniejsze.