Nie zawsze "cicha noc"

Artykuł opublikowany 18 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 18 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W czasach komunizmu chrześcijanie obchodzili święta Bożego Narodzenia w zamkniętym gronie rodzinnym. W wyniku prześladowań kościoły były puste.

Jeśli chodzi o represje religijne, komunistom nie brakowało pomysłów, przykładem jest Stalin, który w latach 20-tych postanowił wygnać Mikołaja z państwa radzieckiego. Dlatego też pojawił się Dziadek Mróz, postać wymyślona w XIX wieku dla grzecznych dzieci, a zamiast Bożego Narodzenia obchodzono Nowy Rok. 13 grudnia Dziadek Mróz i towarzysząca mu Śnieżynka przyjeżdżali do byłego ZSRR, aby obdarować najmłodszych mieszkańców kraju podarkami.

Na mocy konstytucji systemu socjalistycznego, każdy obywatel byłego bloku wschodniego mógł swobodnie wyznawać swoją wiarę. Jednak rzeczywistość wyglądała inaczej. Od roku 1950 komuniści zarządzili wycofania religii ze szkolnego programu nauczania. W pojęciu marksistowsko-leninowskim, religię traktowano jako "opium dla ludu". We wszystkich krajach objętych realizmem sowieckim reżim totalitarny wywierał ogromny nacisk na Kościół. Mimo, że nie zakazano uczestnictwa w nabożeństwach kościelnych, rodzice bojąc się o przyszłość swoich dzieci, nie afiszowali się publicznie ze swoją wiarą.

Metody represyjne pozostawiły po sobie ślad w dziejach narodów. Historyk Diana Schieck, kierująca dziś dwoma stronami internetowymi, interesuje się historią NRD czyli byłych Niemiec Wschodnich. Według niej, Boże Narodzenie w wersji NRD to "kiermasz bożonarodzeniowy, bez Jezusa, aniołów, przypominający codzienny targ." Jeśli chodzi o produkty też nie było za wielkiego wyboru: brak świeczek, zabawek czy słodkości. Szczęśliwcami byli Ci, którym rodzina z RFN przysyłała kawę czy mleczną czekoladę. Diana tak wspomina dzień wigilijny: "Po południu 24-go grudnia nie pracowaliśmy, najczęściej jadło się kiełbaski i sałatkę ziemniaczaną. Ludzie woleli śpiewać kolędy takie jak Cicha noc, gdyż kompozycje Waltera Ulbrichta, narzucone przez rząd komunistyczny nie cieszyły się popularnością wśród narodu." Dianie Schieck, okres Bożego Narodzenia z tych czasów kojarzy się z cytrynami zalegającymi na sklepowych półkach, bananami- po jednym kilo na rodzinę i pomarańczami z Kuby, które zawierały więcej celulozy niż miąższu. W prezencie dzieci otrzymywały zazwyczaj lalki, zabawki wykonywane ręcznie, czy strój Indianina. Święta były skromne ale radosne.

Święta Bożego Narodzenia z czasów komunistycznych utkwiły na zawsze w pamięci obywateli Bułgarii. 72 letni ojciec Stojan, ksiądz w kościele ortodoksyjnym Świętego Jerzego w mieście Dobritch tak wspomina ten okres: "Bułgarzy pracowali w dzień Bożego Narodzenia, przy świątecznym stole spotykali się dopiero wieczorem. Tak jak Gruzini, Rosjanie, Serbowie czy Chorwaci tak również Bułgarzy, według kalendarza juliańskiego obchodzili Boże Narodzenie 13 dni później niż katolicy. W spokoju, w rodzinnym gronie śpiewali kolędy przy stole zastawionym siedmioma jarskimi potrawami."

Rozruchy w "cichą noc"

W 1981 roku Polska również odczuła wpływy komunizmu. Święta tego roku przebiegały w atmosferze bardzo napiętej. Trwający kryzys ekonomiczny i pustki w sklepach nasilały niezadowolenie narodu. Moskwa szybko wykorzystała panującą wówczas sytuację w Polsce i wywarła presję na prezydenta Polski Wojciech Jaruzelskiego, który ogłosił 13-tego grudnia 1981 roku stan wojenny. Związki zawodowe zostały zakazane, a tacy działacze jak Lech Wałęsa aresztowani. Inne państwa strefy komunistycznej przysłały "paczki świąteczne" małym Polakom i zorganizowały dostawę jedzenia do Warszawy.

W państwach byłego bloku wschodniego, służby bezpieczeństwa regularnie próbowały nie dopuścić do obchodów bożonarodzeniowych w kościołach. "Jedynie starsze kobiety uczestniczyły w nabożeństwach świątecznych" wspomina ksiądz Stojan. "Natomiast na mszy Wielkiej Nocy kiedy kościół wypełniony był wiernymi pojawiała się milicja. "Potwierdza to Nikola Vassilev, który w tamtych czasach pracował w policji bułgarskiej w mieście Veliko Tarnovo. "Przed Bożym Narodzeniem otrzymywaliśmy rozkaz zatrzymania tak zwanych koledari, ludzi, którzy obchodzili tradycje świąteczne i chodzili od drzwi do drzwi śpiewając kolędy. Kary nie były zbyt surowe-dodaje Vassilev, koledari spędzali na komisariacie godzinę, aby zastanowić się nad swoimi czynami, a następnie wracali do domów."

W Rumuni w okresie świątecznym 1989 roku, na ulicach miast miały miejsce zamieszki. Protesty nie tylko robotników, ale również inteligencji, prowokowały manifestacje przeciwko reżimowi Ceausescu, najpierw w mieście Timisoara, a następnie w Bukareszcie. Dyktator Nicola Ceausescu wysłał swoje siły zbrojne, które strzelały do wzburzonego tłumu, nie oszczędzając ani kobiet ani dzieci. Jednak armia była po stronie manifestujących. Tłum, wspierany wojskiem siłą wtargnął do budynku telewizji rumuńskiej i przez kilka dni transmitowano na żywo na antenie rumuńskiej i bułgarskiej bunt narodu. Dyktator i jego żona Elena zostali osądzeni przez sąd najwyższy i skazani na egzekucję. Wyrok wykonano 25-go grudnia 1989 roku.