Niełatwo być młodym greckim Żydem

Artykuł opublikowany 29 czerwca 2016
Artykuł opublikowany 29 czerwca 2016

W stolicy Grecji niewielka, ale za to zdeterminowana grupa Żydów stara się podtrzymywać ponad 2000-letnie tradycje. Polityka drastycznych oszczędności budżetowyche i inne zmiany stawiają młodych greckich Żydów przed falą wyzwań. Ale pomimo rosnącej emigracji żydowska młodzież pozostaje aktywna – włączając w to zaledwie 26-letniego rabina Ateńskiej Gminy Żydowskiej.

W czwartkowy poranek Plac Syntagma, który był ostatnio scenerią wielu konfliktów, jest zaskakująco spokojny. Tutaj spotykam Dimiego, który pokaże mi żydowskie miejsca w Atenach. Dimi urodził się w Izraelu – jego matka ma korzenie francusko–greckie, a ojciec jest Grekiem. Dimi przeniósł się do Aten w wieku 7 lat. Teraz ma 24 lata, od 2011 roku mieszka we Włoszech. Choć jest luty, śródziemnomorskie słońce praży ruiny Partenonu. Wzniesiono go w IV w. p.n.e., a niecałe 100 lat później do Grecji przybyli pierwsi Żydzi Romanioci. Dziś jednak większość ateńskich Żydów stanowią Sefardyjczycy, którzy uciekli do Grecji przed hiszpańską inkwizycją.

Życie przed i po

W miarę, jak oddalamy się od Akropolu, ubywa tawern i sklepów z pamiątkami. Dochodzimy do miejsca, gdzie Ateny wzniosły swój memoriał Holokaustu – skonstruowany na planie Gwiazdy Dawida, odsłonięty został dopiero w 2011. „Nareszcie” – komentuje Dimi. Ateny były ostatnią ze stolic UE, która upamiętniła Holokaust. Zagłada pochłonęła ok. 87% greckich Żydów. Greckie Muzem Żydowskie, instytucja, która znajduje się nieopodal Placu Syntagma, szacuje, że na początku II Wojny Światowej w Grecji żyło 78 tys. Żydów. Spośród najliczniejszej społeczności – w Salonikach – zginęło 97%. Tym, którym udało się wrócić, nie było dane odnaleźć swoich dawnych społeczności. Babcia Dimiego była jedną spośród 5 Żydów, którzy powrócili na wyspę Kos. Przeżył jedynie jeden kuzyn – opuścił wyspę i płynąc wpław dotarł ostatecznie na Cypr.

Projekt muzeum osadza się na heksagonalnej klatce schodowej, w centrum której umieszczono część upamiętniającą Holokaust. Recepcjonista wyjaśnia, że jest to celowe i ma służyć podkreśleniu głębi i różnorodności kultury żydowskiej przed i po okupacji nazistowskiej. Po wojnie Ateny stały się głównym ośrodkiem greckich Żydów, którzy przeprowadzali się tutaj chcąc zbudować swoje życie na nowo. Jednak, jak twierdzi Dimi, mało kto o tym wie. „ Dla niektórych greccy Żydzi nie istnieją, chyba że ewentualnie w Salonikach. Niektórzy młodzi Grecy, z którymi rozmawiałem, byli zaskoczeni, że Ateny mają synagogę – nie znajdują jej nawet Mapy Google”.

Gmina stosuje ścisłe środki bezpieczeństwa – jest to konieczność podyktowana ryzykiem antysemickich ataków. Nie tak dawno na memoriale wypisano slogany promujące Złoty Świt – skrajnie prawicową partię, znaną ze swoich rasistowskich i ksenofobicznych poglądów.

„Chcemy przenieść tę tradycję do współczesności"

W Grecji – społeczeństwie wg niektórych szacunków w 98% prawosławnym – gmina żydowska z trudem przypomina obywatelom, że ta grupa ludności w ogóle istnieje. „Mamy duży problem tożsamości” – wyjaśnia Dimi. „W synagodze panuje wielki kryzys”. Aby złagodzić ten problem gmina zaprosiła do współpracy ruch Chabad – międzynarodową organizację, która łączy synagogi na całym świecie i pomaga w integracji społeczności.

Spacer z Dimim kończy się w pierwszej koszernej restauracji w Atenach, która od 2011 roku stanowi siedzibę Chabadu – bardziej reprezentacyjną, niż mieszkanie, które ruch zajmował na początku. Lokal, mieszczący w sobie także koszerne delikatesy, robi wrażenie na Dimim. Od czasu, kiedy mieszkał w Atenach, nastąpiła znaczna poprawa.

Przemierzając rozmieszczone na planie siatki ateńskie ulice zatłoczone żółtymi taksówkami, można odnieść wrażenie, że jest się w Nowym Jorku. To stamtąd 15 lat temu przybył do Aten rabin Mendel Hendel. Musiał sprostać trudnemu zadaniu. W odróżnieniu od żydowskich enklaw na Brooklynie, czy Queensie, ateńska gmina żyje w rozproszeniu - jej członków jest 2,5 tys. w pięciomilionowym mieście. Rabin nie ugiął się jednak przed wyzwaniem. „Kiedy tylko kogoś zainspirujesz” – wyjaśnia – „ta inspiracja przechodzi dalej. To bardzo ważne w małej społeczności. Musimy pamiętać o wartości każdej osoby”.

Coraz trudniej zaangażować ludzi w religię, zwłaszcza młodzież. „Ostatnie cztery lata były trudnym wyzwaniem” – przyznaje Hendel. Młodzi Grecy, nie widząc perspektyw w kraju, zaczęli szukać ich za granicą. I choć eksodus młodych nie dotyczy wyłącznie Żydów, stanowi przeszkodę w zaangażowaniu młodszego pokolenia w życie społeczności.

„Chcemy, aby tradycja przeniknęła do nowoczesności i miała sens dla młodych ludzi” – wyjaśnia rabin. Innowacyjność aż bije z jego metod. Hendel prowadzi cotygodniowe warsztaty na Skypie, w których uczestniczą młodzi ludzie z całego miasta i spoza jego obrębu. W zajęcia regularnie włącza się jedna osoba z Izraela. Przybycie nowego rabina w 2015 roku wzmocniło integrację młodzieży. Grek Gabriel Negrin, bo to o nim mowa, ma 26 lat. Zaproszono mnie, abym się z nim spotkał podczas szabatowej wieczerzy w piątkowy wieczór. Hendel przypomina, że w dzień odpoczynku praktykujący Żydzi powstrzymują się od jakiejkolwiek pracy twórczej – w tym notowania i nagrywania. Trudna rzecz dla reportera.

Pierwszy szabat Josepha

Kolejnego wieczora przychodzę do restauracji. Jest wcześnie, ale grupa mężczyzn śpiewa już entuzjastycznie po hebrajsku. Kilka kobiet i grupa dzieci gawędzi na sofach. Pomimo że stoły uginają się od jedzenia, restauracja jest nadal do połowy pusta. Jestem jedynym mężczyzną bez nakrycia głowy. Czekam na przybycie Hendla.

Wkrótce z synagogi przychodzi rabin wraz z grupą wiernych. Ubrany jest stosownie do okazji - ma na sobie szeroki kapelusz i elegancki czarny garnitur. Przed nim biegnie chłopiec – nie może już się doczekać uroczystości. Hendel pozdrawia mnie serdecznie i wręcza kipę, po czym daje znać, żebym usiadł. W miarę, jak pomieszczenie się zapełnia, zauważam, jak mało jest młodzieży.

Przy kolacji, jak i w życiu, tożsamość grecka i żydowska swobodnie się mieszają. Koszerne gulasze i chałki podawane są z greckimi sałatkami i dipami z bakłażana, a ouzo służy jako aperitif. Oprócz Greków Chabad regularnie gości w szabat przybyszów z całego świata. Jest jednak spokojniej, niż gdzie indziej. „W Bangkoku bywałem na szabatach napo 500 osób” – mówi mi sąsiad z naprzeciwka. „W Izraelu w takich zgromadzeniach może uczestniczyc nawet i dwa tysiące”.

Naprzeciw mnie siada elegancki mężczyzna w szarym garniturze i, pod czerwonym krawatem. Kiedy Mendel nas sobie przedstawia, dowiaduję się, że to młody rabin Gabriel Negrin, o którym tyle słyszałem. Rozmawiamy o jego studiach w Izraelu, spadającej popularności religii wśród młodych ludzi i o problemach z zachowaniem szabatu przez turystów w Grecji. W czasie rozmowy młody rabin bez wysiłku przeskakuje między językami: angielskim, greckim i hebrajskim.

Z każdym serwowanym daniem śpiewy stają się coraz głośniejsze. „Zwykle tak nie jest” – śmieje się Hendel. Tym razem w gościnę zajechała izraelska grupa z młodym gwiazdorem estrady.

„On nie jest religijny” – wyjaśnia Negrin. „Grupa nie była nawet w syangodze. Ale oto siedzi tu z nami, w kipie na głowie, i zna słowa wszystkich hebrajskich pieśni. Gdyby na jego miejscu był grecki piosenkarz, poszedłby z torbami w jeden wieczór. „Również rabin udziela się w śpiewach. Zanim zaczął przygotowanie rabiniczne, studiował muzykę na Krecie”.

Greckość rabina ujawnia się w repertuarze piosenek, bardziej europejskim, niż w przypadku gości z Izraela. „Mam spotkanie z Morfeuszem” – rzuca pod koniec spotkania, nawiązując do greckiego boga snu, a jednocześnie życząc mi Szabat Szalom.

„Nikt nie przychodzi, żeby tylko zapalić lampki"

O poranku Negrin przewodniczy nabożeństwu w synagodze. Zostałem tu zaproszony przez Monisa, byłego szefa żydowskiego klubu młodzieżowego, do którego uczęszczał sam rabin przed piętnastoma laty. Z powodu braku zainteresowania klub zamknięto w 2002 roku. Teraz Monis pracuje w domu opieki. Ochrona sprawdza mój dokument tożsamości, a następnie Monis prowadzi mnie do drzwi frontowych. Kobiety wchodzą bocznymi drzwiami i siedzą na oddzielnym balkonie. Monis pozdrawia wszystkich przechodzących. Oprócz rabina i chazana, którzy przewodzą ceremonii, jestem najmłodszy wśród obecnych.

„Młodzi ludzie martwią się o własny byt” – mówi Monis po nabożeństwie. „Nie wszyscy wierzą w to, że solidarność gminy opiera się na synagodze”.

Osobiście Monis uważa synagogę za element nieodzowny. „Historia Żydów jest ich religią, a religia ich historią – wyjaśnia. „Na ramieniu mojego ojca wytatuowano numer. Moim obowiązkiem jest kontynuowanie historii. Można to zrobić tylko zbierając się w grupę".

I choć nie widać tego w synagodze, zbieranie się w grupę idzie młodym greckim Żydom jednak całkiem nieźle. Żydowski klub w Ateńskim Stowarzyszeniu Młodzieży ma kalendarz wypełniony wydarzeniami i warsztatami rozpisanymi na cały rok. Dwudziestoczteroletnia Sarina Mizan jest członkinią jego rady.

„Skupiamy się na interpretacji tradycji w nieco lżejszy sposób” – tłumaczy Sarina. W czasie Chanuki członkowie klubu młodzieżowego idą do synagogi, ale później organizują grilla. Ten aspekt społeczny angażuje ludzi. Jak mówi Sarina: „Nikt nie przychdzi, żeby tylko zapalić lampki”.

Jednak trudno uniknąć poruszania kwestii tożsamości, zwłaszcza w sytuacji, gdy na kontynencie w siłę rośnie skrajna prawica. Sarina uważa, że bez wiedzy na temat historii i polityki trudno uczestniczyć w rozmowie i lepiej tego nie robić „dla własnego bezpieczeństwa”, jak mówi.

Wielu jej znajomych wyjechało za granicę – do Izraela, ale także do takich miast jak Londyn, Dublin, czy Paryż. Pomimo tego nadal się angażują w życie żydowskiej społeczności. Na ostatni Taglit (wyprawy do Izraela dla młodzieży pochodzenia żydowskiego, promowanej przez izraelski rząd) stowarzyszenie otrzymało prawo zabrania emigrantów. „Nie mogliśmy ich zostawić samych sobie” – wyjaśnia Sarina.

Uważa ona, że pomimo rozproszenia ważne jest utrzymywanie kontaktów ze społecznościami żydowskimi rozsianymi po Europie. – „Oni w przeszłości stykali się z takimi samymi problemami. Mogą wskazać nam drogę”. I nawet jeśli dla Sariny naprzód prowadzi więcej niż jedna droga, „ważne jest, abyśmy żyli w przyjaźni”.

---

Ten reportaż jest częścią projektu EUtoo, który przedstawia style życia młodych Europejczyków rozczarowanych współczesną rzeczywistością. Projekt jest finansowany przez Komisję Europejską.