Niech to krowa!

Artykuł opublikowany 27 marca 2013
Artykuł opublikowany 27 marca 2013
"Życie cię zaskoczy, zaskoczy cię życie" śpiewa Rubén Blades. Jakie określenia cisną się nam na usta, kiedy dowiadujemy się, że największy leń z naszej klasy jest teraz bogaty, ponieważ dostał intratną posadkę dzięki protekcji, podczas gdy my tkwimy na stażu za parę złotych.

W Hiszpanii, usłyszymy pospolite "Dios mío" (mój Boże), czy po prostu "Dios" (Boże), "La Virgen" (Matko Boska), bądź dźwięczne "mi madre" (matko). Albo zwyczajne "ostras" (cholercia, z akcentem na "a" lub bez), które jest zawsze na miejscu. Jak wyraża się zaskoczenie w innych krajach?

Anglicy jak zwykle, nawet w sytuacjach najbardziej zaskakujących, mają na względzie poszanowanie dobrych manier, a Bóg jest wśród nich zawsze obecny. Aby nie mówić "God", preferują "gosh", "golly!" czy tak popularny "goodness" - eufemizmy sięgające XVII wieku. A w sprawach bardziej przyziemnych używają "sugar" (cukier), zamiast "shit" (cholera).

Włosi mają tyle wyrażeń określających zaskoczenie, co Berlusconi spraw sądowych w toku. Najbardziej znanym z nich to "Mamma Mia!", a pozostałe są tak różnorodne jak regiony tego kraju. W Sardynii na przykład usłyszymy "Cess!" (skrót od Jezu), “oh Gesù mio!” (o mój Jezu) czy “oh mio Dio!” (o mój Boże), nie pomijając Matki Boskiej - “oh Santa Maria Vergine!“ (o Najświętsza Mario Panno). Co bardziej wyedukowani używają "oh perbacco", wzywając imię greckiego boga Bachusa. Chociaż mieszkańcy Mediolanu wolą wyrażać swoje zaskoczenie odwołując się do pewnego organu żeńskiego (zainteresowanych odsyłam do słownika).

Z kolei Polacy nie komplikują sprawy. Wystarczą proste zwroty. Zwyczajne "jej" czy "Chryste". Albo coś bardziej podobnego do hiszpańskiego "madre mía", czyli zwrot "Matko droga". Niemcy nie mają problemów z wymyślaniem zwrotów wyrażających zdumienie, zarówno tych wulgarnych jak i bardziej subtelnych. Odwołują się często do swych legend, co jest ostatnio bardzo modne. Okrzykiem "Holla die Waldfee!" przywołują leśną wróżkę, a zawołaniem "Alter Schwede!", starego Szweda...

Francuzi, używają klasycznego, poprawnego politycznie "oh, la, la", lub "bigre" (zdrobnienie od "bougre" - koleś) albo "diantre", łagodząc wyrażenie diable" (do diabła). Popularne we Francji jest także słowo "Saperlipopette", którego używają także Niemcy - do niczego innego, jak do przeklinania. Ulubiona przez Francuzów i tak pozostanie jednak “la vache” (krowa).

I jeszcze jedno, ostatnie, najprostsze (do zapamiętania i wyartykułowania), międzynarodowe: "wow".

Ilustracja: (cc) Henning Studte