(Nie)ludzkie błędy stojące za katastrofą kolejową w Apulii

Artykuł opublikowany 19 lipca 2016
Artykuł opublikowany 19 lipca 2016

[Opinia] Katastrofa kolejowa w Apulii jest symptomatyczna dla Włoch dwóch prędkości: z północy do Rzymu podróżuje się z prędkością 300 km/h, zaś na południu ruch pociągów jest koordynowany przez telefoniczne zapowiadanie. Do katastrofy doszło przez błąd ludzki, lecz system, który do tego dopuścił jest całkowicie nieludzki.

Wtorek, 12 lipca, godzina 11:38. Na stacji kolejowej w mieście Andria na południu Włoch zawiadowca stacji daje maszyniście znak do odjazdu. Pociąg odjeżdża. Ma dojechać do Corato, miasta na północ od Bari. W Corato z kolei stoi pociąg, który czeka na zielone światło do odjazdu w kierunku Andrii, miasta położonego w połowie drogi na południe z Corato do Bari. Zielone światło się zapala, droga wolna. Jednak jak się okazuje - wcale nie wolna.

Pociągi jadą ku sobie po tym samym torze ‑ jedynym, jaki jest na tym odcinku. Od lat planuje się rozbudowę torów na trasie między Corato a Andrią. W 2013 roku właściciele tamtejszych gruntów zostali nawet wywłaszczeni - powiedziano im, ze zostaną tam połóżone nowe szyny. A później nastała cisza, w której rozbrzmiewała tylko biurokratyczna czkawka. Przetarg na rozbudowę linii został przełożony na 19 lipca 2016 roku. Oczywiście - za późno.

W parę minut po tym, jak pociąg opuszcza stację, dochodzi do tego, co nieuniknione. Bezpośrednio za zakrętem z pełną prędkością nacierają na siebie dwa pociągi. Maszyniści -  Luciano i Pasquale - nie mają czasu zaciągnąć hamulców, by uniknąć zderzenia lub zmniejszyć jego siłę. Obaj również rozumieją, że to nie ma sensu. Może się widzieli, może przez ułamek sekundy przed zderzeniem ich spojrzenia się spotkały. A to, co działo się później to już najgorszy z koszmarów.

W wypadku wzięły udział dwa pociągi regionalne. Były wypełnione ludźmi, którzy jechali do szkoły, na uczelnię i do pracy. Byli w nim turyści, których celem podróży był port lotniczy Bari. Zginęły 23 osoby. Zdjęcia z miejsca katastrofy nie pozostawiają miejsca na spekulacje. Przodów pociągu już nie ma – jakby wyparował, pozostawiając po sobie jedynie poszarpane na kawałki stalowe części, rozrzucone w promieniu setek metrów od miejsca zdarzenia. Tylne wagony nie eksplodowały, ale w pewien surrealistyczny sposób złożyły się jak harmonijka z mieszaniną stali, krwi i ludzkich ciał w swym wnętrzu.

(Nie)ludzkie błędy

To ludzkie poszukiwać winnego, kogoś, kto ponosi odpowiedzialność za wydarzenia, tego, na którego ocalali z katastrofy ci, którzy lub stracili w niej bliskich, mogą skierować całą swoją wściekłość i rozpacz. A zawinił człowiek, a dokładnie funkcjonariusz, który działał w ramach syemu, w którym bazuje się na tak zwanym „blocco telefonico” („blokada telefoniczna”, red.). Jest to system polegający na telefonicznym porozumiewaniu się dyżurnych ruchu, którzy ustalają, jaki pociąg przejeżdża, a jaki musi pozostać na stacji. Ustne ustalanie rozkładu jazdy – metoda powstała w połowie ubiegłego stulecia. Jej wykorzystanie w systemie kolejowym, w którym są automatyczne blokady, wykorzystywane od dawna na innych trasach i nieuzależnione od woli i uwagi człowieka, jest absurdem. Jest to system zdradliwy z definicji. Zatem ów ludzki błąd odpowiedzialny za tragedię we Włoszech, należy do błędów organicznych i systemowych - błędów w istocie nieludzkich.

Zgodnie z decreto Sblocca Italia (dekret finansowy) i ustawą o stabilności, na modernizację włoskiego systemu kolejowego przeznaczono 4859 mln euro, z czego 4799 mln na obszar na północ od Florencji, a „dobre” 60 mln na resztę półwyspu. Oznacza to, że 1,2% tej kwoty miało być wykorzystane w celu modernizacji obszaru południowego, tzw. „Mezzogiorno“, reszta zaś miała trafić do obszaru północnego. Pozostałe 50% budżetu przeznaczono na rozbudowę wystarczająco już wydajnych linii kolejowych, po których mogą kursować składy dużych prędkości, a resztę rozdzielono na cały obszar północy, między pociągami regionalnymi a Intercity.

Należy więc zadać sobie pytanie, czy nie należałoby zlikwidować systemu „blocco telefonico” we włoskich kolejach. Wówczas pasażerowie superszybkich pociągów może dojeżdżaliby do swych punktów docelowych 5 minut później, ale z to pozostali z pewnością docieraliby bezpiecznie na miejsce. W Corato zginęli zwykli ludzie, a nie menedżerowie jeżdżący pierwszą klasą.

Warto przy tej okazji przytoczyć przypadek miasta Matera, które ma być stolicą kultury 2019 roku. Pociągi tam niestety nie dojeżdżają - nie dokończono odcinka, który na papierze miał być oddany do użytku już w 1986 roku. 

Rak, który sam się karmi

Oto dwa przykłady, które znakomicie ilustrują chorą sytuację wewnątrz kraju. Nieodpowiednie kierowanie administracją państwową na południu jest wytworem nepotyzmu, skutkiem zatrudniania zbędnych urzędników państwowych i funkconowania bezcelowych ministerstw. Administracja ta powoduje zacofanie i brak wydajności na południu, gdzie jakakolwiek zmiana graniczy z cudem. W takich warunkach nie ma też mowy o wykorzystaniu dofinansowań od nieustannie przeklinanej Unii Europejskiej. Sytuacja ta odzwierciedla obraz państwa, które zdaje się składać z dwóch narodów, posuwających się do przodu w różnym tempie. Jak rak, który sam się karmi.

Włochy zdążyły już otrzymać z Brukseli fundusze przewidziane na budowę drugiej linii torów kolejowych między Corato i Andrią. Zostały one przydzielone po zapadnięciu decyzji C (2012) 2740 Komisji Europejskiej z 27 kwietnia 2012 roku. 30 czerwca 2015 wszystko miało być już gotowe. Nikt się nie spodziewał, że opóźnienia w rozbudowie przyniosą tak dramatyczne konsekwencje.

Winna tragedii jest nieprzejrzysta i absurdalna biurokracja. Problemem jest nie tyle konieczność dostosowania reguł, co raczej fakt, że nikt ich jeszcze nie zniósł. Reguły te – wymyślone po to, by zapewnić systematyczność rozbudowy i zapobiegać nadużyciom – stają się biurokratycznym monstrum składającym się z papierów i podpisów, zdolnym do połknięcia każdego projektu i inicjatywy i odbierającym chęć do życia każdemu dobrze zorganizowanemu administratorowi.

Polowanie na osoby odpowiedzialne za tragedię już się rozpoczęło. To niesamowite, że w dzisiejszych czasach stosujemy technologię, która pozwala nam ustalić, czy piłka przekroczyła linię bramki o milimetr, ale gdy po torach pędzą ku sobie dwa pociągi, jesteśmy to w stanie zauważyć dopiero po zderzeniu.