Niemcy blokują facebookowe „Lubię to”, Hiszpanie woleliby „Nie lubię”

Artykuł opublikowany 30 sierpnia 2011
Artykuł opublikowany 30 sierpnia 2011
Szlezwik-Holsztyn  (land w północnych Niemczech) ogłosił banowanie słynnego facebookowego „Lubię to” na witrynach, które nie usunął go przed końcem września w obliczu grzywny wysokości do 50 000 euro (ok. 208 000 zł). Podczas, gdy Niemcy i Wielka Brytania zgłosiły więcej ogólnych zastrzeżeń, Hiszpanie byli w tym temacie pierwsi.

W Niemczech facebookowy przycisk nazywa się „Gefällt mir”, ale Niemcy często optują za zangielszczoną wersją [„denglish”]: „I like”. W każdym razie niedługo przycisk może w ogóle zniknąć. Prawnik z Kiel i ekspert od ochrony danych Thilo Weichert twierdzi, że za każdym niewinnym kliknięciem pozwalamy, aby Facebook budował bank danych – bez względu na to, czy mamy własne konto, czy nie.

Hiszpanie być może mają rację, tworząc grupy organizujące kampanię „no me gusta” („nie lubię”). Relacje Europejczyków z siecią internetową wydają się być coraz bardziej brzemienne. Nie tylko Facebook ma problemy z europejskimi władzami; na początku 2011 Google, po zaskarżeniu go do sądu w Madrycie przez Hiszpańską Agencję Ochrony Danych (Agencia Española de Protección de Datos), nakazał usunąć linki do artykułów prasowych, zawierających dane osobowe obywateli Hiszpanii.

Obecnie Niemcy i Wielka Brytania wydają się podzielać obawy obywateli (bardziej niż rządów), protestujących przeciwko Google Streetview. Niemiecki komik Martin Sonneborn mówił o fałszywej inicjatywie Google' a, który posunąłby się o krok dalej, zakładając Google Homeview. Brytyjskie reakcje były bardziej bojowe. W kwietniu 2009 r. mieszkańcy zamożnej angielski miejscowości Broughtonwypędzili zespół Google'a z kamerami w obawie, że obrazy mogą zachęcić złodziei. Nie wzięli jednak pod uwagę, że relacje w mediach przyniosą większe zainteresowanie niż zdjęcia w StreetView.

Wkrótce Polacy przestaną klikać „Lubię to”. Ochrona danych zawiodła na początku sierpnia, kiedy prokurator polskiego biura po prostu udostępnił władzom białoruskim dane z konta bankowego działacza praw człowieka Alesia Bialackiego. Szybko przeprosił za to polski minister spraw zagranicznych Radek Sikorski – na swoim koncie na Twitterze.

Więc... czy widzisz przycisk na dole strony? Nie chcesz polubić tego artykułu? Nie?

Fot. (cc) misspixels/ Flickr /misspixels.com