Niemiecki zespół Silbermond z krótką wizytą w Paryżu

Artykuł opublikowany 9 lipca 2012
Artykuł opublikowany 9 lipca 2012
Wywodzący się z kultury emo Tokio Hotel, czy też dziwaczni rockmeni z zespołu Rammstein - niemieckojęzyczna muzyka osiąga tym większe sukcesy na arenie międzynarodowej, im bardziej jest kuriozalna. Nic dziwnego, że niemiecki zespół Silbermond nie jest znany za granicą: Jest on po prostu zbyt sympatyczny i za mało skandaliczny.
Mimo to muzycy wystąpili już w Brukseli, Amsterdamie, Londynie i Paryżu.

Paryż, wtorkowy wieczór, 20. dzielnica. Rzadko w tym mieście można usłyszeć tyle głosów mówiących po niemiecku w jednym miejscu. Na dziedzińcu alternatywno-hipsterskiej klubo-restauracjo-kawiarni La Maroquinerie krzątanina. Bilety sprzedawane są w kasach, niemiecki menadżer głośno rozmawia przez telefon, goście, siedząc w wieczornym słońcu wpadającym przez szklaną fasadę restauracji, sączą drinki. Przy drewnianym stoliku zabrali się członkowie zespołu Silbermond. Zero alkoholu. Za chwilę występ. Uprzejmie odpowiadają za to na pytania reporterki niemieckiego nadawcy ARD. Już dzień później te odpowiedzi usłyszeć będzie można w wiadomościach radiowych - w ojczyźnie muzyków.

Zespół pochodzi z Budziszyna. To miasto we wschodniej części Niemiec. W tej części, gdzie zgodnie z wynikami licznych badań młodzież nie ma szans na przyszłość. Stefanie, Andreasowi, Johannesowi i Thomasowi jednak się udało. Tego wieczoru stoją na scenie w Paryżu - nie dlatego, że osiągnęli we Francji ogromny sukces (żaden z ich utwórów nie trafił jeszcze na francuską listę przebojów), ale dlatego, że po prostu mają na to ochotę. „W ostatnich latach zgłaszało się do nas wielu fanów, którzy przebywają za granicą - pracując jako opiekunowie do dzieci czy też studiując. Wtedy powiedzieliśmy sobie: Czwarta płyta jest gotowa, musimy ich odwiedzić“ - powiedziała wokalistka Stefanie Kloß, której znakami rozpoznawczymi są: czarny eyeliner i obcisła kurtka skórzana oraz rozmowność.

Na scenie wypowiada ona zdanie, którego - jak sama mówi - nie rozumie. Napisali je dla niej inni członkowie zespołu. Kiedy Stefanie czyta: „Je suis un perroquet“ („Jestem papugą“) publiczność wybucha śmiechem. Wszyscy znają tu przecież francuski. Mimo to tego wieczoru mówi i śpiewa się po niemiecku.

W pierwszym rzędzie małego, wypełnionego tylko do połowy klubu, stoi grupka wiernych fanów, którzy cicho podśpiewują każdą piosenkę. Między innymi utwór „Symphonie”, który w 2004 roku trafił na szczyty list przebojów w Niemczech. W kolejnych latach Silbermond był wysoko notowany na niemieckich, szwajcarskich i austriackich listach przebojów. Rockowo-popowymi balladami „Das Beste”, „Irgendwas bleibt” czy też ich najnowszą piosenką - „Himmel auf” - zespól zjednał sobie rzesze fanów. Silbermond nie wykonuje utworów po angielsku. Zalicza się on do tzw. „Nowej niemieckiej fali”, czyli do następców niemieckojęzycznych muzyków lat 80. W przeciwieństwie do innych zespołów tego nowego nurtu, jak na przykład „Wir sind helden, czy też „Juli”, Silbermond jest cały czas w trasie. Skąd bierze się ten fenomen?

„Kiedy zdarzy nam się przesadzić z alkoholem, zawsze po sobie sprzątamy”

W mediach Silbermond ma etykietkę miłych i sympatycznych. Wokalistka Stefanie nie może oswoić się z tą opinią i chciałaby wiedzieć, „co czyni człowieka sympatycznym”. Tak na prawdę życzyłaby sobie, żeby ludzie byli dobrzy z natury - mimo że nie zdobędą za to laurów. Basista Johannes ma za to żartobliwe wyjaśnienie opinii, która przylgnęła do zespołu - „Kiedy zdarzy nam się przesadzić z alkoholem, zawsze po sobie sprzątamy” - mówi.

Maj 2012

Tacy właśnie są członkowie zespołu: sympatyczna czwórka przyjaciół, którzy poznali się jako nastolatkowie biorąc udział w projekcie musicalowym i którzy mimo zrobienia kariery pozostali ludzcy i mili. Dostrzec to można także w ich tekstach, które mają pozytywną wymowę - nawet jeśli tematy bywają smutne. „Nic nie daje mówienie, że wszystko jest głupie. Życie zawsze toczy się dalej. My chcemy to przekazać” - mówi Stefanie. To nastawienie słychać w ich ostatnim singlu „Himmel auf”. Piosenka ta mówi o losie człowieka, jego wyobcowaniu i ogromie zadań, którym musi sprostać.

Piosenki, które zapewniły zespołowi sukces, są raczej lekkie. Jednak w trakcie koncertu Silbermond zmienia się w prawdziwych rockmenów. Światła migają w rytm nadawany przez perkusistę, Stefanie śpiewa jak natchniona, a gitarzysta Thomas zachwyca solówkami. Zespół potrafi dać czadu. Publiczność zebrana w Maroquinerie poci się w tej gorącej atmosferze. Na koniec Stefanie rzuca się w tłum. I to już wszystko. Zespół pakuje instrumenty, dopija francuskie wino z plastikowych kubków, a perkusista Andreas ma jeszcze jedną pałkę, która powędruje do domu jego babci. Bo to właśnie tam trafiają wszystkie, które Anreas złamał grając. I z pewnością nie jest to ostatnia pałka, którą złamał on występując z Silbermond.

Fot.: główna © Sony Music; w tekście: (cc) Silbermond w Paryżu - dzięki uprzejmości: © Silbermond/ wideo (cc) ErdbeerPfirsischx; (cc) silbermondband/ youtube.