NIEPODLEGŁA SZKOCJA - NAJTRUDNIEJSZA MISJA AGENTA 007

Artykuł opublikowany 7 sierpnia 2014
Artykuł opublikowany 7 sierpnia 2014

Jeśli szkoccy secesjoniści chcą przekonać 20% niezdecydowanego elektoratu do pomysłu symbolicznego odbudowania w XXI-wiecznej Wielkiej Brytanii starożytnego Wału Hadriana, do referendum 18 września muszą dać z siebie wszystko, bowiem dotychczasowe wyniki sondaży nie zapowiadają optymistycznego scenariusza.

„To zbyt dobra okazja, by z niej nie skorzystać" - apelował w marcu popularny aktor Sean Con­nery na łamach tygodnika New Sta­tes­man. Dawny tajny agent Jej Królewskiej Mości zachęcał do głosowania we wrześniu za niepodległością „jednego z najbardziej znanych państw na świecie", aby dać impuls do „ponownego zainteresowania naszą kulturą i polityką". „Nie ma nic bardziej kreatywnego od tworzenia narodu" - stwierdził w swoim apelu. Jednak pomimo zachęt sir Connery'ego od sierpnia ubiegłego roku żaden z sondaży nie wskazuje na zwycięstwo zwolenników hasła „Yes Scotland". Badanie zlecone wówczas przez rządzącą Szkocką Partię Narodową (SNP) i władze w Lon­dynie wskazywało na ledwie jednoprocentową przewagę secesjonistów. Dziś sondaże zgodnie przewidują dziesięcioprocentową wygraną przeciwników niepodległości, wspieranych przez platformę „Bet­ter To­get­her". Liczba niezdecydowanych waha się jednak między 21 i 27 %. Zarówno separatyści jak i unioniści mają  na uwadze ten wynik.

Wrześniowe referendum to dla szkockiego społeczeństwa trzecia w ciągu ostatnich trzydziestu pięciu lat okazja do wypowiedzenia się na temat stosunków ze Zjednoczonym Królestwem. w 1979 roku pyrrusowe „tak" nie zdobyło kworum niezbędnego do przyjęcia decyzji o wznowieniu działalności szkockiego Parlamentu, zlikwidowanego po zawarciu unii z Anglią w 1707 roku. Udało się to w wyniku drugiego referendum, dzięki wsparciu laburzystowskiego rządu Tony'ego Blaira w 1997 roku.

W CZYM TKWI SZKOPUŁ?

Dziś decyzja, którą muszą podjąć głosujący ma o wiele dalej idące konsekwencje: niepodległość, poza stworzeniem granicy, zobliguje nowopowstałe państwo do rozpoczęcia z West­mins­ter negocjacji dotyczących m.in. własności platform wiertniczych na  Morzu Północnym, utrzymaniu funta czy przyszłości brytyjskiego strategicznego arsenału nuklearnego - w całości ulokowanego na szkockich wodach - dzięki któremu Wielka Brytania prowadzi dyplomację globalną ze swojego fotela stałego członka Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Rozgrywająca batalia nie jest też pozbawiona wymiaru emocjonalnego i nie omija portali społecznościowych. W swoim najnowszym spocie wyborczym zwolennicy „tak" usiłują zaszczepić ludziom nadzieję na niepodległą Szkocję, która będzie zdolna do ochrony postępu przyszłych pokoleń. Tymczasem unioniści apelują o braterstwo brytyjskich narodów: „jesteśmy drużyną GB" - głosi jeden ze sloganów.

PIERWSZA SPISANA KONSTYTUCJA

Cokolwiek jednak się stanie szkockie władze kontynuują realizację swojego planu działań. Jak dotąd zaprezentowały społeczeństwu projekt spisanej konstytucji - co jest na Wyspach całkowitą nowością - tym samym dążąc do zwiększenia uczestnictwa w procesie niepodległościowym. Otwarty dla poprawek obywatelskich tekst deklaruje suwerenność narodu szkockiego. Głową państwa pozostaje jednak Elżbieta II. Tekst zakłada również nadrzędność prawa unijnego i w sposób wyraźny zapowiada podjęcie inicjatyw na rzecz ochrony środowiska. Szkocka Partia Zielonych jest bowiem jedynym reprezentowanym w Parlamencie w Edynburgu sojusznikiem SNP w obronie separatyzmu.

Niemniej jednak póki co wizja niepodległej Szkocji zamyka się w kategorii fikcji politycznej. 16 lipca zapowiedziano, że już niedługo możliwa będzie rejestracja stron pod domeną .scot. We wrześniu Szkoci ostatecznie zadecydują, czy po raz kolejny wirtualny świat wyprzedził rzeczywistość, czy wręcz przeciwnie - Internet dał jedynie wyraz romantycznemu marzeniu o niepodległości.