Nieznośna ciężkość bytu

Artykuł opublikowany 4 listopada 2013
Artykuł opublikowany 4 listopada 2013
Czy to ziomkowie w czapkach z daszkiem i spodniach z krokiem w kolanach, czy ważni panowie w garniturach i pod krawatem, czy to w Paryżu, czy w Warszawie, uliczni podrywacze pozwalają sobie na wiele, często wspinając się na to, co w ich mniemaniu jest wyżynami pomysłowości. Nasz protest, drogie Panie, jest w tym przypadku całkowicie uzasadniony, gdyż to do nas adresowane są ich słabe teksty

Francja: „Hej niunia, może miętowego loda?”

„Cześć, chcesz zobaczyć moją kotkę?" (tak Francuzki nazywają damskie szparki, red.) - na tumblrze hé mademoiseau wręcz roi się od lubieżnych odpowiedzi na zaczepki ulicznych podrywaczy autorstwa pomysłowych dziewczyn. Dziewczyny z hé mademoiseau są pomysłowe, ale przede wszystkim zmęczone żałosnymi komplementami, które słyszą tylko dlatego, że ośmieliły się urodzić z parą chromosomów x. Ile można znosić padające w środkach komunikacji publicznej teksty typu: „ssiesz, kotku?” okraszone soczystym klepnięciem w pośladek? Myśleliście, że Paryż jest miastem miłości? Czas się obudzić – Paryż jest stolicą ulicznych podrywaczy, gotowych w każdej chwili zniszczyć komuś dzień. Nie wierzycie? Zajrzyjcie na strony paye ta shnek i vie de meuf, na których znajdziecie najgorsze z tak zwanych tekstów na podryw w środowisku miejskim. Jeśli po tym poczujecie chęć wykazania się jakąś inicjatywą mającą na celu zwalczanie ulicznego chamstwa, grupa rage de nuit („gniew nocy", red.) co pół roku organizuje nocne marsze dla przywrócenia porządku na ulicach.

M. F.B

WŁOCHY: CIAO BELLISSIMA

„Nie zdziw się, jeżeli we Włoszech nawet faceci trzymający za ręce swoje dziewczyny, zmierzą cię lubieżnym wzrokiem na ulicy. Dziwne, że jeszcze przy tym nie gwiżdżą” - powiedziała mi moja hiszpańska koleżanka po powrocie z Rzymu. Ta młoda Baskijka była równie zdumiona śmiałością tych przystojnych (kwestia bardzo dyskusyjna) włoskich chłopców, co zafascynowana zapałem i łatwością, z jaką komplementuje się kobiety na ulicach Bel Paese. Można by rzec, że dla włoskich chłopców to niemal sprawa honoru, żeby poinformować nieszczęśniczkę (która wkrótce pożałuje, że wybrała akurat tę, a nie inną drogę do domu) o tym, jaka jest czarująca oraz by roztoczyć przed nią wizje tego, co mogliby robić razem (i nie chodzi tu o spacery w parku). Niezmordowani potomkowie Casanovy dalecy są od gracji, z jaką swe podboje miłosne czyniła ta słynna postać historyczna. Nie można im jednak odmówić pomysłowości w dziedzinie niezbyt katolickich komentarzy i zaproszeń do spółkowania, przeradzających się często w seksualne obelgi.

V.N

POLSKA: „MADE IN HEAVEN”

Całe szczęście próby podrywu na warszawskich ulicach są w większości przypadków bardziej urocze, rozczulające i raczej nieporadne, niż niegrzeczne i seksistowskie. Mężczyźni starający się o względy Polek, rywalizują na polu kreatywności i jak najlepszej prezentacji pozytywnych cech swego charakteru. Czasami jednak zdarza się, że do ładnej dziewczyny na ulicach Warszawy adresowane są perełki typu: „Czy masz na imię Google? Bo masz wszystko czego szukałem", czy też „Nie masz może słownika? Bo jesteś taka piękna, że brak mi słów". Ale uwaga, to wcale nie znaczy, że w Warszawie nigdy nie trafisz na niedzielnych poetów rzucających tekstami typu: „Wystaje ci metka. (Czyta) O, tak jak myślałem - «made in heaven»!". Za dobrą wiadomość można natomiast uznać fakt, że raz odrzuceni, polscy podrywacze nie nalegają i zostawiają dziewczynę w spokoju.

K. P.

HISZPANIA: SZOWINIZM-POEZJA: 1:0

W Hiszpanii zaobserwować mozna stopniowe zacieranie się tradycji „Piropo". „Piropo” to postawa przyjmowana w celu zwócenia na siebie uwagi obiektu pożądania. Piropo to po hiszpańsku płomień ( w tym przypadku może „płomień pożądania”) i pochodzi od greckiego „pyros". Jednym słowem postawę tę można porównać do sytuacji, w której ktoś wyjątkowy, przechodząc obok was, wysyła w niebo sztuczne ognie. Prawdziwa klasa. Jednak „piropo” trzeba umieć właściwie nosić. Problem pojawia się w momencie, gdy niektórzy osobnicy rozniecają w sobie płomień na widok wszystkiego, co się rusza. Jednak ostatnio „piropo” coraz bardziej traci swoje znaczenie i ludzie zapominają po co zostało w ogóle wymyślone. Kraje, w których panuje tradycja śródziemnomorska i arabska są jednak przwyczajone do „piropo”, niejednoznaczności i hiperboli, więc tekst „dlaczego tak wielka gwiazda fruwa tak nisko?" pod adresem ładnej dziewczyny nie stanowi sam w sobie wielkiego skandalu. „Piropo” przypomina nam, że poszukiwania równości płci i szacunku dla kobiet powinno być zdecydowanie bardziej poetyckie, a mniej prymitywne.

M. T. 

NIEMCY: Nie zna piekło straszliwszej furii nad wściekłość kobiety w sieci

Szef firmy, który chwali się koleżance z pracy długością swojego przyrodzenia? Rowerzysta dotykający na ulicy piersi przypadkowej kobiety? W Niemczech wszystkie ruchy są dozwolone. Jednak Niemki nie dają sobie w kaszę dmuchać i na seksizm dnia powszedniego odpowiadają szyderczo komentowanymi anegdotami na alltagssexismus.de. Strona ta została założona w 2013 roku w odpowiedzi na polemikę #aufschrei (#outcry) wokół afery napaleńca z partii liberalnej (Brüderle) oraz młodej dziennikarki, która ośmieliła się potępić jego zachowanie (no ale na co ona liczyła, siedząć sama w barze?). Dzięki lawinie tweetów oraz prestiżowej nagrodzie przyznanej w dziedzinie dziennikarstwa online, niemieckie społeczeństwo w 2013 roku na nowo otworzyło się na debatę poruszająca problem seksizmu w życiu codziennym.

K. K

WIELKA BRYTANIA: z WIRTUALA DO REALA

W Wielkiej Brytanii można obecnie odnotować poważne nasilenie zjawiska mizoginii, w związku z czym kobiety muszą stawić czoła napastowaniu zarówno na ulicach, jak i w wirtualnym świecie.

Szczególnie widoczne jest to w angielskich mediach, które zwracają się ku przykremu „slut-shamingowi" (piętnowaniu kobiet z powodu ich ubioru lub aktywności seksualnej). Jakiś czas temu, telewizyjna gwiazda, Simon Cowell, spłodził dziecko zamężnej kobiecie. Gdy skandal rogorzał to nie on, lecz ona pojawiła się na pierwszych stronach wszystkich gazet. Jednak istnieje też druga strona medalu: wiele mediów współpracujących dziś w ramach powstałego w 2012 roku projektu „everyday sexism", który umożliwia kobietom będącym ofiarami napastowania na tle seksualnym dzielenie się swymi doświaczeniami w sieci. Sprawa incydentów związanych z napastowaniem seksualnym w środkach transportu publicznego została na przykład znacznie naświetlona dzięki projektowi „Guardian'a". Również straż miejska w wielu miastach na Wyspach uczestniczy w projekcie "everyday sexism". Czasem zdarza się, że codzienny seksizm przenosi się się z ulicy na ekran komputera, jak to było w przypadku niektórych znanych kobiet. Dziennikarce Indii Knight i Laurie Penny, deputowanej Stelli Creasy, historyk Mary Beard i pisarce Caroline Criado-Perez grożono śmiercią na Twitterze. Tymczasem na nowojorskim Brooklynie, artyści poprzez sztukę uliczną walczą przeciwko napastowaniu kobiet.

N. S.