Nuit Debout Berlin: Czuwać nocą, mieć śmiałość!

Artykuł opublikowany 18 maja 2016
Artykuł opublikowany 18 maja 2016

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Nowy ruch Nuit Debout (Czuwając nocą) dotarł także do Berlina. Zainspirowani francuskim przykładem Francuzi i nie-Francuzi, spotkali się w minioną sobotę na berlińskim Mariannenplatz, się żeby wspólnie manifestować.  O co chodziło? O nową śmiałość i Europę.

Sądziliśmy, że wiosna już nadeszła, a jednak w ten sobotni wieczór na Mariannenplatz jest całkiem rześko. Organizatorzy stawiają sprawę jasno: „Nie spędzimy tu całej nocy, jest na to za zimno”. Inicjatywa Nuit Debout Berlin wezwała do manifestacji, odpowiadając w ten sposób na apel paryskich przyjaciół, którzy od 31 marca okupują Plac Republiki. Na facebooku zainteresowanie wydarzeniem okazało 600 osób, 220 potwierdziło swój udział. To bardzo dużo, zważywszy że organizatorzy początkowo myśleli raczej o niedużym zgromadzeniu w barze. Jest godzina 19 i około setka ludzi dotarła do popularnego wśród lewicowych ruchów placu – w panuje nastrój, który zespół Ton Scherben opisał w  utworze „Rauch-Haus”.

Nie bać się popełnienia błędu

Zgromadzeni chętnie sięgają po mikrofon – młodsi, starsi, kobiety, mężczyźni, mówiąc z silnym akcentem albo prawie bez. „Nie zgadzamy się na to, co dzieje się teraz na świecie, ale nie wiemy, jak mamy dać termu wyraz” – mówi starsza pani z Francji i ryzykuje nawet porównanie z Republiką Weimarską. Następnie do głosu dochodzi młody mężczyzna: „Jeśli chcielibyście zaangażować się w Niemczech, mamy rozbudowane struktury”, i dodaje: „na przykład zajmujące się prawami osób pobierających zasiłek Hartz-IV”. Chodzi o niemieckie problemy.

To właśnie jest celem tej niewielkiej, samoorganizującej się grupy: wyjście poza niemiecko-francuską problematykę reformy prawa pracy i dyskusja na płaszczyźnie ogólnoeuropejskiej. Prekariat nie jest tylko francuskim problemem, twierdzi Julie (imiona bohaterów zostały na ich prośbę zmienione), która należy do ośmiogłowego centrum ugrupowania. Berliński ruch zdecydowanie nie skupia się na zachodnich sąsiadach, lecz chce dotrzeć do Berlińczyków i Europejczyków w ogóle. Drugie postanowienie: przywrócenie na pierwszy plan demokracji bazowej (podstawowej). „Wyróżnia nas całkowita otwartość”, tłumaczy Julie, „nie boimy się popełniać błędów, nie boimy się mówić, co myślimy. Chcemy po prostu stworzyć miejsce, w którym będzie można nieskrępowanie wyrażać swoje zdanie.”

Kto ma ochotę…? Poproszono o mikrofon, który szybko jest przekazywany z ręki do ręki. Tworzą się pierwsze komitety: do spraw zrównoważonego rozwoju, języka, ideologii, digital tools, praw pracowniczych. Tutaj jest się nie tylko zaangażowanym, ale też zorganizowanym. Podczas gdy nad placem zapada zmrok, poszczególne zespoły zdążyły już się odnaleźć, wybierać sobie jakieś miejsce, moderatora, protokolanta – i już mogą zaczynać.

Na tym samym wózku

Maturzyści, studenci, szukający pracy, zatrudnieni, wolni strzelcy, związkowcy z Niemiec, Francji i z innych miejsc w Europie: komitet jest tak barwny, jak sam Berlin, który znamy i  lubimy. Wszyscy mają swoje poglądy, którą muszą najpierw zostać wypowiedziane. Dyskutujemy więc: o sensie pracy, o jej miejscu z społeczeństwie, o różnicach w zarobkach, o prawach pracowniczych, o bezwarunkowym dochodzie podstawowym, o kobietach i migrantach, a także o Europie. Po jakimś kwadransie decydujemy się na rundkę zapoznawczą. To kolejna z centralnych idei: chodzi przy tym nie tyle ludzi, ile o tematy, których zakres jest nadal są dość otwarty.

Jedna z uczestniczek wyraża oburzenie, gdy pada pojęcie „produktywność“: „To, co mówisz, jest na wskroś kapitalistyczne!“ Jasne staje się, że Niemcy i Francuzi inaczej argumentują, inaczej dyskutują – podczas gdy jednym skłonność do kompromisu wpajano już od przedszkola, drudzy są nastawieni konfrontacyjnie – ale tutaj walczą wspólnie. „Społeczeństwa europejskie wcale nie jadą na jednym wózku, jeśli chodzi o pracę i jej warunki”, krzycy jeden z uczestników,  „a nam tutaj chodzi o to, jak tych innych wciągnąć na pokład.”

Mieć śmiałość!

Różny jest stopień zaangażowania, jak i osobiste pobudki stojących na Marianennplatz osób, których średnia wieku waha się między 20 a 25 lat. Na przykład Krishna z aglomeracji paryskiej jest w Berlinie od pół roku i pracuje obecnie jako asystent językowy w Neuruppin. We Francji nie angażował się jakoś szczególnie, jednak po przeprowadzce do Niemiec zaczął widzieć problemy społeczne w globalnej perspektywie. Dziś sam chce być lepiej poinformowany.

Organizatorzy Nuit Debout Berlin zostali w tę inicjatywę wciągnięci mniej lub bardziej przypadkowo – ta ósemka frankofońskich Europejczyków skrzyknęła się na facebooku dopiero na cztery dni przed zgromadzeniem, piątego kwietnia. „Jesteśmy tak nowi, tak świeży, że nie da się dokonać żadnego uogólnienia”, twierdzi Julie. Dramaturżka z wykształcenia, jest w Berlinie od trzech miesięcy i próbuje swego szczęścia w środowisku artystycznym. Nie zna zbyt dobrze niemieckiego i też wcześniej niespecjalnie się angażowała. Lecz nadszedł czas, by wziąć sprawy w swoje ręce – i to najwyraźniej wielu przekonało. Na początku była tylko chęć nawiązania do paryskiego ruchu i stworzenia platformy do wymiany, nic ponadto. „Nie mieliśmy wielkich oczekiwań”, mówi Julie.

Ale sprawy idą naprzód: obecnie priorytet numer jeden stanowi dotarcie do jak największej liczby ludzi, stworzenie wielobarwnej mieszaniny i zwrócenie się do okręgów berlińskich. Mowa jest także o sojuszu z innymi z inicjatywami pod kątem 1-ego maja. „Jesteśmy jeszcze w takcie procesu kształtowania, poszukiwania tego, ma nastąpić”, tak Julie opisuje stan obecny. Konkretne oczekiwania na przyszłość? Najpierw Julie chce przekuć ten ruch w sukces, a to oznacza też: upolitycznić ludzi. „To się może powieść, jeśli będziemy miećw sobie śmiałość”, mówi Francuzka.

Jak czuwać później?

Wiele pomysłów zrodziło się podczas tego spotkania, ale nie wyklarowała się jeszcze jednoznaczna linia działania. Dlatego w środę, 13. kwietnia o 19 na Mariannenplatz będą kontynuowane dyskusje i debaty – jak również w sobotę, 16 kwietnia o 17 (miejsce spotkania do ustalenia). „Nazwa brzmi wprawdzie Nuit debout, ale nie mamy ambicji, by czuwać całe noce”, tłumaczy Julie. „W końcu chcemy być otwarci na wszystkich, również na tych, którzy mogą przyjść w ciągu dnia” .

__

Ich bin ein Berliner. Ten artykuł powstał w naszej redakcji lokalnej cafébabel Berlin