O dwóch Hiszpankach, co ukradły niemiecki księżyc

Artykuł opublikowany 17 lutego 2015
Artykuł opublikowany 17 lutego 2015

Kilka miesięcy temu INE, hiszpański odpowiednik GUS-u, ujawnił, że w pierwszej połowie 2014 roku niemal 4 000 Hiszpanów opuściło ojczyznę i emigrowało do Niemiec. Zaledwie dwa lata wcześniej Sara Cruz i Ainara Lázaro spakowały walizki i udały się do Düsseldorfu.

Październik 2012 roku. Dwie dziewczyny z Bilbao z biletem w jedną stronę wsiadły na pokład statku płynącego do Düsseldorfu. Kiedy rodzina Sary przeniosła się do Niemiec, ta przekonała Ainarę, wówczas bezrobotną, do rozpoczęcia nowego życia z dala od domu. „To prawda, ogromnym bodźcem była nasza sytuacja rodzinna, ale wyjechałyśmy głównie z powodu braku możliwości znalezienia pracy w Hiszpanii” – wspomina Sara.

Obie kobiety dobrze pamiętają uczucie niepewności towarzyszące im po dotarciu do Północnej Nadrenii oraz zdenerwowanie wywołane obawą przed nieznanym. Największym problemem był jednak język, kompletnie różniący się od hiszpańskiego czy baskijskiego, które znały z dzieciństwa i młodości. Żadna z młodych Hiszpanek nie wyobrażała sobie, że już po miesiącu przekroczą tę barierę z pomocą tamtejszych znajomych, których zresztą miały wielu, a którzy w tym samym czasie i z tych samych powodów znaleźli się w Niemczech. „Poprosiłyśmy państwo o pomoc i zaczęłyśmy pracować oraz uczestniczyć w szkoleniach” – opowiada Ainara, w pełni świadoma tego, że najgorszą opcją w ich sytuacji byłoby stać bezczynnie z założonymi rękami.

Ta ściana między nami

Coraz więcej Hiszpanów czuje konieczność opuszczenia ojczyzny i emigracji do innego kraju w poszukiwaniu lepszej przyszłości. Ostatnio ten hiszpański sen o przetrwaniu wyraźnie się uwspółcześnił i skierował zasięg poza własne terytorium. Jak wynika z ostatnich badań przeprowadzonych przez INE, hiszpańskiego odpowiednika GUS-u, w pierwszej połowie 2014 roku Hiszpanię opuściło 48 000 mieszkańców, z czego 4 000 wyjechało do Niemiec.

I w ten właśnie sposób Hiszpanie dołączyli do grupy imigrantów, na których w swoim kraju tak złorzeczyli. Według badań na temat postaw względem imigrantów przeprowadzonych w 2012 roku 38% ankietowanych utrzymywało, że liczba imigrantów w Hiszpanii „była zbyt wysoka”. „Jest tyle spraw, o których się myśli, ale dopiero, gdy znajdziesz się w takiej sytuacji to uświadamiasz sobie, że się myliłeś” – usprawiedliwia się Sara przyznając, że czuje się łaczona z licznymi stereotypami, z którymi kojarzeni są imigranci. „To był jakiś absurd” – przyznaje Sara i dodaje, że nie zdawała sobie sprawy z tego, w jaki sposób w rzeczywistości traktowani są cudzoziemcy, póki sama nie znalazła się w takiej sytuacji. Ponadto obie dziewczyny podkreślają, że uprzedzenia na temat kogoś, kto przyjeżdża kraść pracę Niemcom, można spokojnie odnieść także do Hiszpanów. Obie zgodnie twierdzą, że w regionie, w którym obecnie mieszkają, trudno o choć niewielką dozę empatii wobec imigrantów. Jednak pomimo świadomości bycia imigrantkami jeszcze się z tym nie identyfikują.

Trudny start, bo „nie jesteś stąd"

Pierwsze momenty w Niemczech Sara i Ainara wspominają jak sceny z koszmaru: „odmawiają ci wszystkiego, bo jesteś obcokrajowcem, trudno nawet otrzymać świadczenia społeczne zagwarantowane prawnie” – wyjaśnia Sara. „Chociaż jesteś Europejczykiem, potrzebujesz pozwolenia na to, aby tam mieszkać” – dodaje Ainara. Pozwolenie na mocy prawa zostało już uchylone przez Parlament Europejski. Do cna wyczerpane dziewczyny zostały zmuszone skierować sprawę do sądu.

Początki kariery zawodowej młodych Hiszpanek również były dalekie od ideału. „Zaczęliśmy od prac, których nikt nie chciał wykonywać” – wspomina Ainara, która do dziś nie zdołała rozsmakować się w niemieckim stylu. Kontynuuje: „Według Niemców zarobienie 2 500 euro miesięcznie może być niewystarczające dla jednej osoby”. „I dlatego nie rozumieją naszych zmartwień” – dodaje Sara. „Ich wizyty w Hiszpanii ograniczają się jedynie do wakacyjnych wyjazdów do hoteli usytuowanych w kurortach, gdzie kryzys nie jest jeszcze tak widoczny”.

Pomimo tych nie zawsze łatwych doświadczeń, dziewczyny znalazły pozytywne strony emigracji. Udało im się skupić wokół siebie grupę przyjaciół, wśród których są Turcy, Rosjanie, Kolumbijczycy, Grecy i Arabowie, ale nie ma żadnego Hiszpana. „Jesteśmy bardzo odmienni kulturowo i to nam się podoba. Nie przyjechałam do Niemiec, żeby poznać innych Hiszpanów” – podkreśla Ainara. A dyskryminacja ze względu na kolor skóry? Owszem, istnieje, zapewniają dziewczyny. Niczym nie różni się jednak od tej, którą spotyka się w innych krajach.

Nie wszyscy imigranci są traktowani w Niemczech jednakowo. „Na przykład, zapomogi dla bezrobotnych, które otrzymujemy od państwa, są najbardziej dostępne dla Turków” – narzeka Ainara. „Oni mogą wpisać całą rodzinę do kwestionariusza, czego nie pozwala się na przykład Francuzom czy Hiszpanom” – dodaje Sara.

Happy end, ale w Hiszpanii

Sara i Ainara rzuciły się ślepo w wir przygody, jednak święta chcą spędzić w swoim kraju. Ich decyzje można porównać do zachowania Indiany Jonesa i Willy’ego Foga, do którego odniosła się hiszpańska minister Fátima Bañez w 2012 roku mówiąc o pokoleniu „poszukiwaczy przygód” opuszczającym Hiszpanię. „Nie widzę już rozwiązań z żadnej strony” – wyjaśnia Ainara. Jedynym warunkiem powrotu do domu jest wymiana klasy politycznej, a co za tym idzie – poprawa sytuacji w kraju. „Wierzę, że Podemos musi wygrać, żeby odebrać władzę partii ludowej Partido Popular i wyzwolić kraj z kryzysu” – żartuje Sara.

Za rządów Podemos czy nie, obie młode Hiszpanki są pewne tego, że chcą kiedyś wrócić. Jest to dla nich równie jasne, co konieczność wyjazdu, gdy 25 października 2012 roku kupowały bilety w jedną stronę do obcego kraju. Po dwóch latach w Niemczech dobrze zdają sobie sprawę z tego, że ich pobyt jest nadwyrężający. I tak pewnego dnia, z bagażem doświadczeń, którym nie wszyscy mogą się pochwalić, Sara i Ainara znów postawią swe walizki na hiszpańskiej almie mater.

Podobne historie mogłoby opowiedzieć ponad 4 000 hiszpańskich emigrantów przybyłych do Niemiec w pierwszej połowie 2014 roku. Najważniejsze, że każda z nich kończy się happy endem – powrotem do ojczyzny.