Od bandyty do Matki Teresy - historia założyciela bułgarskiej jadłodajni dla ubogich

Artykuł opublikowany 9 listopada 2015
Artykuł opublikowany 9 listopada 2015

Nasza opowieść zaczyna się w latach 90. od hakerskiego skoku na jeden z bułgarskich banków, dzięki któremu jego inicjator – Stefana Cholahov – wzbogacił się o ponad 90 000 euro. Po dokonaniu zwrotu przywłaszczonych pieniędzy i odbyciu kary, mężczyzna realizuje się teraz w zupełnie innej dziedzinie, a mianowicie próbuje wykarmić bezdomnych z Sofii.

„Nie jesteśmy biedni. To oni czynią nas biednymi” – mówi Stefan, kiedy ostrożnie obraca warzywa na rozgrzanym grillu. Jest wieczór, a w jego sofijskiej restauracji kłębi się tłum głodnych ludzi.

Zaledwie parę miesięcy temu, 40-letni Stefan zwrócił uwagę mediów, kiedy zaczął serwować w swojej restauracji darmowe posiłki dla bezdomnych. Zasada działania jego jadłodajni bazuje na wykorzystaniu pozostałości dań i serwowaniu ich ludziom znajdującym się w potrzebie. Z czasem, mężczyzna rozszerzył również swoja ofertę o gorące zupy krem przeznaczone do dystrybucji.

W latach 90. Stefan, za pomocą skomplikowanego systemu, ukradł kolosalną sumę – ok. 90 000 euro – z bułgarskiego banku. „Chciałem podbudować swoje ego i pokazać, że jestem sprytniejszy od banku” – komentuje 20 lat później. Mężczyzna zwrócił jednak pieniądze i zgłosił się na policję. W konsekwencji został skazany na karę 4 lat i 10 miesięcy pozbawienia wolności.

Bohater opowieści

Stefan Cholakov jest niczym bohater powieści, w czym można się jedynie utwierdzić zagłębiając się w jego złożoną biografię. W roku 1997, w wieku 22 lat, dokonał innego wielkiego skoku, jednak nie w stylu stereotypowego bandyty z pistoletem i pończochą na głowie, ale polegającego na serii złożonych i powiązanych ze sobą akcji przeprowadzonych przez całą sieć wspólników. Ten niesławny wyczyn zapewnił mu w tamtych czasach status najmłodszego rabusia banku na świecie.

Teraz, kiedy wraca myślami do tamtych czasów, jego twarz pochmurnieje z powodu wspomnień stresu, jakiego wówczas doświadczył zarówno on jak i cala jego rodzina. To, co ciąży najbardziej to jednak czas zmarnowany w więzieniu. Wydarzenie to przyniosło jednak Stefanowi pewną popularność. Przez lata chętnie zapraszano go do licznych programów telewizyjnych a ich prezenterzy traktowali Stefana niczym barwnego ptaka nie kryjąc uśmiechu zdumienia. Teraz, kiedy jego inicjatywa dotycząca dożywiania bezdomnych stała się popularna, Stefan Cholakov znów stał się gwiazdą szklanego ekranu.

Pewne mało optymistyczne bułgarskie przysłowie mówi, że dobre uczynki są często niedoceniane. Niemniej jednak, Stefan nie wydaje się tym zbytnio przejmować. W ostatnim czasie planuje wystawić przed wejściem do swojej restauracji lodówkę, która jest dostępna 24h na dobę, umożliwiając wszystkim w potrzebie skorzystanie z jej zawartości. W momencie, w którym piszę ten artykuł, w całym kraju jest 27 lodówek z darmową żywnością reprezentujących wspomniana inicjatywę. W ostatnich miesiącach, kiedy pomysł ten ewaluował, przyłączyć się do niego postanowił zaledwie 15-letni Mino Karadjov. Zamiast bezcelowego włóczenia się po ulicach Sofii, co jest częste w przypadku nastolatków jak Mino, chłopiec jest pochłonięty nauką informatyki. Wspólnie ze Stefanem stworzył platformę on-line umożliwiającą pomoc w dzieleniu się jedzeniem. Działa ona pod nazwą: „If you have given”.

Podczas gdy Stefan obiera ziemniaki, wprawnie operując nożem, mówi coś co mną wstrząsa. „Większość ludzi przychodzi po jedzenie z lodówki pod osłoną nocy, ponieważ się wstydzą”. Dodaje również, że niektórzy z tych, którym pomógł znaleźli już pracę. Jedną z takich osób jest mężczyzna pracujący w pobliskim barze, który teraz sam ofiarowuje jedzenie potrzebującym.

Stefan porusza również kwestię samobójstw z powodu ubóstwa w kraju. Ich skala nie jest w pełni znana, ale według niego występują i są faktem powszechnie znanym.

Nowy rodzaj anarchizmu

 „Działamy wbrew państwu i dlatego pomagamy sobie wzajemnie” – kontynuuje Stefan. Czy to już nowy rodzaj anarchizmu w bułgarskim wydaniu? Kiedy rozmawiamy o polityce Stefan wydaje się mieć wiele wspólnego z dawnymi anarchistami, ale nie sprzeciwia się państwu aż do tego stopnia. Stoi on jednak w kontrze do wszystkich dysfunkcyjnych i skorumpowanych aspektów państwa.

Stefan przyznaje, że zainicjowane przez niego lodówki oferujące darmowe jedzenie, są mówiąc krótko nielegalne z racji faktu, że nie mogą być poddane kontroli przez bułgarski odpowiednik sanepidu. Jakkolwiek, mój rozmówca  całym sercem oddany tej inicjatywie, w której potrzebę szczerze wierzy. Zaskakującym jest, że restauracja formalnie nie należy do Stefana, co sam podkreśla (pomimo, że inwestuje w nią własne pieniądze). Stefan nie ma potrzeby posiadania. „Posiadanie rzeczy czyni mnie słabym” – stwierdza prosto, przyjmując kolejne zamówienie na frytki.

 „Ostatnie 25 lat pokazało, że nie ma znaczenia, kto rządzi państwem” – rzuca Stefan krojąc ziemniaki. Przebywanie w niewielkiej kuchni z byłym rabusiem banku dzierżącym w dłoni wielki kuchenny nóż wydaje mi się przez chwilę nieco niekomfortowe. Jednak jest to również rozmowa z filantropem. Stefan nie głosował w wyborach od roku 1996. Twierdzi on bowiem, że sam był świadkiem tego, jak ci sami ludzie kończyli oddając pieniądze różnym partiom politycznym. Poza działalnością gastronomiczną mężczyzna pracował również jako księgowy w dziale finansów pewnej partii politycznej. Momentalnie podejmuję temat i proszę Stefana o zgłębienie aluzji, jednak bez skutku.

Kiedy żegnam się ze Stefanem, ponad wspomnianą lodówką dostrzegam napis głoszący następujące motto: „Od ludzi dla ludzi”. Moim zdaniem mówi ono więcej o jego inicjatywie niż wszystko to, o czym do tej pory powiedział. Opuszczam go przygotowującego jedzenie dla tych, którzy są w stanie zapłacić i tych, których los pozbawił wszelkich środków.