Odnoszenie korzyści z reform?

Artykuł opublikowany 12 stycznia 2006
Artykuł opublikowany 12 stycznia 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

Europejscy rolnicy boją się o swoją przyszłość, na horyzoncie pojawia się perspektywa liberalizacji rynku rolnego.

Na szczycie Światowej Organizacji Handlu, który ma miejsce w tym tygodniu w Hong Kongu, ważą się przyszłe losy światowego rynku rolnego. Rozmowy zbiegają się z informacjami, że Unia Europejska proponuje obniżyć opłaty i dopłaty bezpośrednie na produkty rolne; informacje, które spowodowały olbrzymie poruszenie wśród europejskich rolników. Te propozycje dotknęłyby 10.4 miliona europejskich rolników, którzy pracują w swoich gospodarstwach, zajmujących 40% terytorium UE i jeśli wyrażą na to zgodę, to przyczynią się do głównej reformy Wspólnej Polityki Rolnej wypracowanej w 2003r. Reforma ta skupia się na trzech obszarach: opłatach dla rolników, ilości produkowanych dóbr, opłatach związanymi z zaostrzonymi wymogami ochrony środowiska i standardów produkcji żywności oraz na nowej polityce rozwoju rolnictwa.

Rozłam wspólnoty rolnej

Mimo, że UE jest największym producentem płatków śniadaniowych, owoców i warzyw, to tym samym jest największym na świecie importerem produktów rolnych z krajów Trzeciego Świata. Stawia również czoła wielkim producentom takim jak Brazylia i Maroko, którzy mogą przyczynić się do dalszych trudności w rolnictwie. Jak stwierdza Juan Manuel Peiró, koordynator techniczny w Walenckiej Organizacji Rolników, problem z liberalizacją rynku jest w tym, że rywalizuje się tylko na poziomie cen; jakość i dodatkowe wartości produktu nie są w ogóle brane pod uwagę i nie można nic zrobić, kiedy pojawiają się o wiele tańsi producenci”.

Obniżenie dopłat martwi również rolników, którzy przewidują „załamanie się wspólnoty rolniczej” – jak stwierdził José Luis de Miguel – koordynator polityki rolnej w COAG (najważniejsza organizacja zrzeszająca rolników w Hiszpanii). Co więcej, jak uważa Claude Soudé, kierownik do spraw polityki rolnej we Francuskiej Organizacji Związków Rolniczych (FNSEA), radykalna liberalizacja rynku rolnego „zagraża tysiącom miejsc pracy”. Według FNSEA, życie 15% francuskiej populacji zależy bezpośrednio lub pośrednio od działalności rolnej w związku z czym otrzymują 22% funduszy z budżetu Wspólnej Polityki Rolnej. W opinii Soudé’a, zniesienie dopłat “będzie miało katastrofalne skutki dla światowego rolnictwa”.

Wyrównane szanse

Światowa Organizacja Handlu broni liberalizacji rynku rolnego twierdząc, że redystrybuuje ona zyski i dopuszcza do konkurencji produkty z biedniejszych krajów. Opinia ta jednak nie przekonuje znacznej większości europejskich rolników. José Luis de Migiel z COAG twierdzi, że „takie kroki nie polepszają sytuacji w biedniejszych krajach, ponieważ zmuszą je do produkcji bez wymaganych standardów higieny i ochrony środowiska”. Według de Miguel’a „małe i średnie przedsiębiorstwa w bogatych krajach oraz rolnicy w tych biednych nie zyskają na reformie. Największe korzyści odniosą międzynarodowe przedsiębiorstwa i dystrybutorzy”. Juan Manuel Peiró uważa, że w przyszłości w Europie powstanie “oligarchia czterech lub pięciu olbrzymich sieci, które będą kontrolowały całą produkcję”.

Rolnicy czują się mocno zdyskredytowani, ponieważ, jak uważają, innym rynkom UE nie stawia się takich wymagań jak rynkowi rolnemu. Płacą podatki i ubezpieczenia socjalne, idące w parze z regulacjami ochrony środowiska, które nie istnieją w innych państwach. Z tych właśnie powodów domagają się równych szans w konkurowaniu z innymi.

Wołanie o regulacje

Europejscy rolnicy i hodowcy bydła jednak nadal mają asa w rękawie w przypadku, gdyby przyszło im konkurować na otwartym rynku – gwarantowana jakość ich produktów, które przechodzą bezwzględne kontrole. Jak ostrzega Claude Soudé z FNSEA “zawsze będą producenci, którzy zaoferują produkty po niższych cenach, ale tylko dlatego, że nie stosują się do tak ostrych regulacji. Wystarczy spojrzeć na Stany Zjednoczone i dostępne w nich mięso nafaszerowane hormonami”. Ze względu na takie właśnie praktyki istnieje potrzeba stworzenia regulacji, aby można było odróżnić na rynku tanie produkty, które nie przeszły kontroli.

Choć ogólnie może się wydawać, że wszystko jest stracone, to wpływowa włoska organizacja, la Coldiretti, zdecydowała się spojrzeć na to z innej strony ogłaszając w gazecie Giornale di Brescia, że „Wspólna Polityka Rolna dostarcza idealnych możliwości, aby przywrócić siłę włoskiej marce”. Albert Castelló zgadza się z tym pozytywnym nastawieniem i uważa, że na tę sytuację powinno się patrzeć ze strony przedsiębiorczości: „musimy zaryzykować i walczyć na międzynarodowym rynku. Castelló twierdzi, że patrząc na przyszłość i wzrost populacji, europejskiemu rynkowi rolnemu "nie zagraża liberalizacja”.