Olivia Ruiz : „Noszę w sobie przymus pamięci”

Artykuł opublikowany 25 stycznia 2017
Artykuł opublikowany 25 stycznia 2017

Od La femme chocolat aż po ostatnią płytę, À Nos Corps Aimants, Olivia Ruiz dała się poznać jako artystka o wielu twarzach, na zmianę przyjmująca i porzucająca różne style i gatunki. Jednak jedna cecha pozostaje niezmiennie istotna: jej hiszpańskie korzenie. Trudna historia rodziny stała się też inspiracją dla jej najnowszego spektaklu: Volver

cafébabel : W swojej artystycznej karierze często odnosisz się do swojego dzieciństwa, jako córki hiszpańskich imigrantów. W jakim stopniu to doświadczenie wpłynęło na Twoją osobę? 

Olivia Ruiz : Kiedy człowiek dorasta w otoczeniu osób, które doświadczyły oderwania od swoich korzeni, odczuwa się coś dosyć niewytłumaczalnego. Często przypisuję to odczucie jakiemuś dążeniu do akceptacji, które w gruncie rzeczy nie do końca jest moje. Odnoszę wrażenie, że kiedy pochodzi się z rodziny migrantów, wszędzie ma się poczucie bycia nie na swoim miejscu. Do tego dochodzi jeszcze przekonanie, że trzeba się wykazać bardziej niż inni. Pewnie właśnie to sprawiło, że jestem bardziej zdeterminowana i pracowita niż inni. 

cafébabel : Czułaś, że różnisz się od swoich rówieśników?

Olivia Ruiz : Miałam większą świadomość, że trzeba dużo pracować. Ale to było moje osobiste podejście, sama je sobie narzuciłam. Nigdy nie buntowałam się przeciwko społeczeństwu. Kiedy jesteś biała i nosisz francuskie nazwisko [prawdziwe nazwisko Oliwii Ruiz to Blanc, co oznacza „biały" po francusku - red.], nie doświadczasz odrzucenia. 

cafébabel : Twoi dziadkowie uciekli z frankistowskiej Hiszpanii. Powiedziałaś kiedyś coś o „noszeniu ciężaru tułaczki rodziny na plecach”...

Olivia Ruiz : Tak, ale mam tu na myśli moich bliskich, nie mówię tego w odniesieniu do tego, jak to się odbija na moim życiu. Myślę o dziadkach, którzy mnie częściowo wychowali i myślę sobie, że ich życie potoczyłoby się zupełnie inaczej, gdyby Francja należycie ich swego czasu przyjęła. To w tym sensie jestem nosicielką pamięci.  

cafébabel : W jaki sposób przekazali Ci swoją historię?

Olivia Ruiz : Strzępkami. Jeden z moich kuzynów bardzo zainteresował się naszą historią rodzinną i później opowiedział nam, co się naprawdę wydarzyło. Ale nawet dziś, kiedy pytam swoją 87-letnią babcię o jej dzieciństwo i okres, w którym opuściła Hiszpanię, babcia wybucha płaczem. To dla niej wciąż żywa rana, jak gdyby wszystko działo się wczoraj. Jej wyjazd z kraju, przyjazd do Francji, żeby dołączyć do chorej siostry... Z tego wszystkiego pozostaje dla mnie poczucie rozdarcia. Z reguły dzieci wyruszały same. Jedno po drugim opuszczały rodzinny kokon. 

Olivia Ruiz - « À nos corps aimants »

cafébabel : Wszystko to zainspirowało Cię do napisania sztuki Volver, w której sama zagrałaś i która przedstawia drogę młodej kobiety na emigracji. W jaki sposób podeszłaś do pisania scenariusza?

Oliva Ruiz: Trzeba było stworzyć opowieść na podstawie piosenek, które Jean-Claude Galotta [choreograf spektaklu – red.] wybrał z moich pierwszych czterech płyt. W tym była na przykład piosenka Les Vieux Amoureux, utwór, w którym opowiadam historię dwojga starych ludzi, którzy tak bardzo boją się umierać osobno, że postanawiają wspólnie popełnić samobójstwo. Musiałam wymyślić, jak wprowadzić ten temat. Wprowadziłam więc wątek, w którym Franco wyznaczył cenę za ich głowy i nie chcąc ryzykować, że będą umierać osobno, postanowili sami odebrać sobie życie. Zainspirowała mnie do tego historia jednej z moich ciotek, której faktycznie groziła śmierć, gdyż za rządów frankistowskich była dyrektorką biura młodzieży republikańskiej. Potem w spektaklu pewna młoda kobieta zachodzi w ciążę. Myślę, że gdybym sama nie była w ciąży w momencie pisania, nigdy bym tego wymyśliła. Ale Volver to przede wszystkim opowieść zainspirowana losem moich dziadków w tym sensie, że jest to opowieść o postaciach, które zupełnie wypierają się swoich korzeni. Jeden z moich dziadków zawsze mi powtarzał: – Ja nie jestem Hiszpanem. Tak bardzo ucierpiał z powodu swojego pochodzenia po przyjeździe do Francji, że całe życie wypierał się swoich korzeni. Czerpał satysfakcję z idei bycia prawdziwym Francuzem. Moja mama, chociaż jest córką dwojga rodziców Hiszpanów nie mówi po hiszpańsku, bo jej ojciec się wyparł języka. To bardzo inspirujące.

cafébabel: Ale też trudne. Miałaś trudności z pisaniem tego scenariusza? 

Olivia Ruiz: Nie, wręcz przeciwnie. To była pewna konieczność. 

cafébabel: Jak dziś postrzegasz kryzys imigracyjny w Europie? 

Olivia Ruiz: Jestem chwilami strasznie dumna. Mój brat pracuje jako psycholog z młodymi imigrantami i kiedy patrzę na to, jak pracuje, to myślę sobie: ładna ta moja Francja. Imigranci ci otrzymują liczne dofinansowania do mieszkania, ale też żeby umożliwić im ukończenie studiów... Teraz wiem, że we Francji nie zostawia się nieletnich w trudnej sytuacji samych sobie, niezależnie od powodów, z jakich się w niej znaleźli. Z jednej strony nieprzyjmowanie uchodźców napawa mnie pesymizmem. Starają się nam wmówić, że jesteśmy państwem w kryzysie, ale to nie usprawiedliwia nieprzyjmowania 50 000 osób. Zrobili nam pranie mózgu trąbiąc o „hordach imigrantów dobijających się do Francji”. Po pierwsze, to nieprawda, a po drugie, dobrobyt Francji nie zależy od przyjęcia czy nieprzyjęcia kilkudziesięciu tysięcy osób. 

cafébabel: Czy wspierasz jakąś inicjatywę obywatelską lub polityczną, która mogłaby rozwiązać problem nieprzyjmowania uchodźców?

Olivia Ruiz: Jest środek, który może wydawać się spuścizną starych dyktatur, ale można by zarekwirować puste kwatery. W Paryżu na przykład jest ich mnóstwo. Mieszkam w 18 dzielnicy, którą można by nazwać elegancką i na mojej ulicy są całe kamienice, które są zamieszkane przez tydzień w roku.  

cafébabel: I jaką to budzi Twoją reakcję? 

Olivia Ruiz: Zasmuca mnie to i mam wyrzuty sumienia, że nic z tym nie mogę zrobić. 

cafébabel: Jako artystka, jak te uczucia przekładają się na Twoją twórczość ?

Olivia Ruiz: Na napisanie Volver. Spektakl kończy się rozwinięciem banera, na którym widnieje napis „500 000 osób straciło życie w Hiszpańskiej wojnie domoweja następnie pojawiają się liczby z naszych czasów. Ludzie wychodzą z przedstawienia z mocnym obrazem przed oczami. „Historia się powtarza i wciąż powtarzamy te same błędy"... Być może nawet wychodzący z sali widzowie bardziej zapamiętują to zdanie od samego występu. To było bardzo intuicyjne, nie zastanawiałam się nad tym. To zdanie musiało tam być.

__

Posłuchaj : 'À nos corps aimants' Olivii Ruiz (Polydor/TF1 Musique/2016)