Opozycjoniści z placu bołotnego a strach putina przed moskiewskim majdanem

Artykuł opublikowany 3 marca 2014
Artykuł opublikowany 3 marca 2014

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

W poniedziałek 24 lutego obalono prezydenta Wiktora Janukowycza. Tymczasowy rząd Ukrainy złączył swoje siły i Ukraina zaczęła na nowo rodzić się z gruzów Majdanu. Podczas gdy zwycięscy Ukraińcy świętowali swój sukces w triumfalnych tańcach, odradzając w samodzielnie wykonanej zbroi się z gorejących jeszcze barykad niczym mityczny feniks, demonstrantów w Moskwie ładowano do policyjnych radiowozów.

Po tchórz­li­wej uciecz­ce Ja­nu­ko­wy­cza, Putin sta­now­czo przy­stą­pił do dzia­ła­nia.  24 lu­te­go ośmio­ro de­mon­stran­tów zo­sta­ło ska­za­nych na łącz­ną karę 20 lat wię­zie­nia za udział w an­ty­rzą­do­wym pro­te­ście 6 maja 2012 roku na Placu Bo­łot­nym, na dzień przed trze­cim z rzędu za­przy­się­że­niem Pu­ti­na.  Za­rzu­ty uży­cia prze­mo­cy przez ska­za­nych budzą wąt­pli­wo­ści, po­nie­waż nigdy, poza nie­spój­ny­mi ze­zna­nia­mi garst­ki po­li­cjan­tów zwal­cza­ją­cych za­miesz­ki, nie zgro­ma­dzo­no na nie prze­ko­nu­ją­cych do­wo­dów. Jeden z de­mon­stran­tów - Ja­ro­sław Be­lu­sov (lat 22) - otrzy­mał karę 2,5 lat wię­zie­nia za rzu­ce­nie w po­li­cjan­ta cy­try­ną. Po­li­cja uzna­ła ją za "nie­zi­den­ty­fi­ko­wa­ny, cięż­ki żółty przed­miot", który spo­wo­do­wał u ofia­ry "roz­dzie­ra­ją­cy ból".

Dla­cze­go spra­wa Placu Bo­łot­ne­go jest tak istot­na, jeśli za­rzu­ty sta­wia­ne wielu innym pro­te­stu­ją­cym Ro­sja­nom były już nie­jed­no­krot­nie fa­bry­ko­wa­ne? Na­le­ży tutaj się­gnąć pa­mię­cią do wy­da­rze­ń z grud­nia 2011 roku. Na­ce­cho­wa­ne są one silną sym­bo­li­ką i w nich tkwi jej isto­ta - to wła­śnie na Placu Bo­łot­nym za­ini­cjo­wa­ny zo­stał ruch opo­zy­cyj­ny.

5 grud­nia 2011 roku, kiedy bez skru­pu­łów sfał­szo­wa­no wy­bo­ry do Dumy Pań­stwo­wej, sie­dzia­łem wraz ze swoją ro­syj­ską przy­ja­ciół­ką w jed­nej z mo­skiew­skich ka­wiar­ni. Roz­ma­wia­li­śmy o tym, że nie­któ­re ob­wo­dy ogło­si­ły nie­re­al­ny wynik 99,5 % po­par­cia dla do­wo­dzo­nej przez Pu­ti­na par­tii Jedna Rosja. Żar­to­wa­li­śmy sobie rów­nież z tego, jak po­pie­ra­ją­cy rząd wy­bor­cy prze­miesz­cza­li się po­mię­dzy ko­mi­sja­mi wy­bor­czy­mi, gło­su­jąc przez cały dzień na pu­ti­now­skie ugru­po­wa­nie. Po­ciesz­na ka­ru­ze­la oszustw.  Z pew­no­ścią nie było to za­baw­ne, po­zo­stał nam jed­nak wy­łącz­nie śmiech, po­nie­waż by­li­śmy świa­do­mi, że nic się nie zmie­ni.

Tym razem było ina­czej

Nagle moja to­wa­rzysz­ka prze­sta­ła się mną in­te­re­so­wać i za­czę­ła gwał­to­wa­nie pisać sms'y, z nie­do­wie­rza­niem wpa­tru­jąc się w swój te­le­fon. Po­wta­rza­ła tę czyn­ność, a wraz z tym jej zdu­mie­nie i stu­ka­nie w kla­wi­sze te­le­fo­nu sta­wa­ły się coraz bar­dziej in­ten­syw­ne. W końcu spoj­rza­ła na mnie, a jej twarz wy­krzy­wi­ła mie­szan­ka osłu­pie­nia, stra­chu i pod­eks­cy­to­wa­nia. "Pro­te­stu­ją!" - wy­krzy­cza­ła - "Ty­sią­ce ludzi pro­te­stu­je przy Czy­stych Sta­wach!", "Wła­śnie aresz­to­wa­li przy­ja­cie­la mojej sio­stry!”

Na ze­wnątrz padał śnieg. Par­tia Pu­ti­na od­nio­sła ko­lej­ne zdu­mie­wa­ją­ce "zwy­cię­stwo". Fał­szo­wa­nie wy­ni­ków wy­bo­rów na­le­ży do ro­syj­skiej co­dzien­no­ści, jed­nak tym razem spo­łe­czeń­stwo nie miało za­mia­ru za­paść w sen zi­mo­wy.  Tym razem było ina­czej.

Pięć dni potem w so­bo­tę 10 grud­nia wy­bu­chły na Placu Bołot­nym ko­lej­ne ulicz­ne pro­te­sty. 50,000 ludzi zgro­ma­dzi­ło się na za­śnie­żo­nych uli­cach. Rosja bu­dzi­ła się do życia. Czu­łem, że je­stem świad­kiem wiel­kie­go prze­ło­mu. Plac Bołot­ny stał się ma­gicz­nym sy­no­ni­mem wol­no­ści i zmian. 

Od wy­stą­pie­nia ośmior­ga pro­te­stu­ją­cych z Placu Bo­łot­ne­go mi­nę­ły pra­wie dwa lata, a sy­tu­acja ule­gła dia­me­tral­nej zmia­nie. Sym­bol wy­trwa­ło­ści i łą­czą­cej ludzi so­li­dar­no­ści za­mie­nił się w de­fi­ni­cję okrut­nych i zma­ni­pu­lo­wa­nych pro­ce­sów są­do­wych. Po­ka­zo­wa kara wy­mie­rzo­na mło­dym stu­den­tom, po­ko­jo­wo pro­te­stu­ją­cym w imię ma­rzeń i na­dziei na przy­szłość, po­zwo­li­ła rzą­do­wi za­własz­czyć sobie sym­bo­li­kę tego słowa i za­truć jego magię.

Rząd nie tylko zba­na­li­zo­wał przy­pi­sa­ną Placowi Bo­łot­ne­mu sym­bo­li­kę. W swo­ich dzia­ła­niach po­su­nął się zde­cy­do­wa­nie dalej. Trze­cia ka­den­cja Pu­ti­na mi­nę­ła pod zna­kiem su­ro­wych ustaw, któ­ry­mi pre­zy­dent zni­we­czył wy­sił­ki racz­ku­ją­ce­go w Rosji spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go. Kary za udział w nie­le­gal­nych pro­te­stach wzro­sły 150 razy i osią­gnę­ły sumę 6000 fun­tów. Roz­sze­rzo­no po­nad­to praw­ną de­fi­ni­cję za­ma­chu stanu. W myśl no­we­go usta­wo­daw­stwa po­peł­niać miał go każdy, kto miał ja­ką­kol­wiek stycz­ność z ob­co­kra­jow­ca­mi. Co wię­cej, w li­sto­pa­dzie 2012 roku Putin ude­rzył w or­ga­ni­za­cje po­za­rzą­do­we "usta­wą o za­gra­nicz­nych agen­tach".

Kiedy za­pa­dał wyrok na ośmio­ro de­mon­stran­tów z Placu Bo­łot­ne­go, ma­ni­fe­stan­ci skan­do­wa­li przed salą roz­praw na cześć Maj­da­nu. "Maj­dan!" - roz­brzmie­wał okrzyk, od­bi­ja­ją­cy echo zdu­mie­wa­ją­ce­go osią­gnię­cia ukra­iń­skich de­mon­stran­tów, któ­rzy zdo­ła­li oba­lić swo­je­go pre­zy­den­ta w prze­cią­gu kilku dni. Spo­łe­czeń­stwo ogar­nę­ło prze­czu­cie, że re­wo­lu­cja na Ukra­inie zwia­stu­je prze­łom - prze­łom tym bar­dziej nie­osią­gal­ny dla ro­syj­skich re­be­lian­tów. Za­gro­żo­ny au­to­kra­ta to tyran. Drży ze stra­chu przed ja­kim­kol­wiek opo­rem i usi­łu­je go zwal­czyć, ła­du­jąc pro­te­stu­ją­cych do ra­dio­wo­zów. 

Strach - motor dzia­łań Pu­ti­na

Roz­ma­wia­łem z Ale­xi­sem Pro­ko­pie­vem, prze­wod­ni­czą­cym Rus­sie Li­bertés. Ulo­ko­wa­na w Pa­ry­żu or­ga­ni­za­cja na rzecz obro­ny praw oby­wa­tel­skich sku­pia się na roz­wo­ju de­mo­kra­cji w Rosji. Pro­ko­piev wy­znał mi, że na­czel­nym mo­ty­wem dzia­łań Pu­ti­na w trak­cie jego trze­ciej ka­den­cji był strach. Dzień przed swoim trze­cim za­przy­się­że­niem "Putin nie spo­dzie­wał się, że 200 000 ludzi wyj­dzie na ulice" - stwier­dził Pro­ko­piev. "Bał się i to dla­te­go uchwa­lił sze­reg ustaw prze­ciw­ko wol­no­ści".

Pro­ko­piev wy­wnio­sko­wał, że do na­głe­go wzro­stu obaw Pu­ti­na przy­czy­ni­ły się wy­da­rze­nia na Ukra­inie. "Putin wie, że jego reżim jest rów­nie sko­rum­po­wa­ny i au­to­ry­tar­ny jak wła­dze ukra­iń­skie. Nie­po­koi go, że pew­ne­go dnia może skoń­czyć tak jak Ja­nu­ko­wycz. Do­tkli­we kary dla pro­te­stu­ją­cych z Placu Bołot­ne­go mają być w mnie­ma­niu Pu­ti­na ostrze­że­niem dla tych, któ­rzy myślą o przy­łą­cze­niu się do de­mon­stra­cji."

"Czy nie wy­ła­nia się z tego tła po­nu­ry obraz przy­szło­ści ro­syj­skich opo­zy­cjo­ni­stów?" Pro­ko­piev w to wątpi. "Ro­sja­nie do tego stop­nia przy­zwy­cza­ili się do szy­kan i re­pre­sji, że żadne kroki  nie znie­chę­cą ich do pod­ję­cia dzia­łań na rzecz spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go." - twier­dzi. "Putin nie zdoła za­trzy­mać roz­wo­ju spo­łe­czeń­stwa oby­wa­tel­skie­go, które za­czy­na się bu­dzić do życia." Ob­ra­zem zda­rzeń z 24 lu­te­go, który prze­trwa, nie bę­dzie ośmio­ro ska­za­nych z Placu Bo­łot­ne­go, od­pro­wa­dzonych w kaj­da­nach i strą­conych do ko­lo­nii kar­nych na Sy­be­rii. Areszt 200 ludzi spoza sali są­do­wej, a po­śród nich Alek­sieja Na­val­ny'ego oraz człon­kiń Pussy Riot - Nad­ież­dy To­ło­kon­ni­ko­wej i Marii Alo­chi­ny, rów­nież nie bę­dzie głów­nym wspo­mnie­niem tam­te­go czasu.

24 lu­te­go utkwi nam w pa­mię­ci dzię­ki dru­giej w ciągu dnia de­mon­stra­cji. Prze­wo­dzi­li jej wcze­śniej aresz­to­wa­ni lu­dzie, któ­rzy uwol­nie­ni tego sa­me­go wie­czo­ra bez za­sta­no­wie­nia wy­szli na ulicę. Ro­syj­skie spo­łe­czeń­stwo oby­wa­tel­skie przy­po­mi­na balon - kiedy Putin na­ci­ska jakąś jego część, uwy­dat­nia się ono gdzie in­dziej. Każdy ro­dzaj prze­śla­do­wa­ń sto­so­wa­ny przez Pu­ti­na zdaje się wzma­gać opór Ro­sjan, ich mę­stwo i bra­wu­ra rosną. Obawy przy­wód­cy są w pełni uza­sad­nio­ne. Wiele wska­zu­je na to, że jego pa­ra­no­ja to sa­mo­speł­nia­ją­ca się prze­po­wied­nia.