Ostatni atak Sarkozy’ego w Parlamencie Europejskim

Artykuł opublikowany 18 grudnia 2008
Artykuł opublikowany 18 grudnia 2008
Francuska prezydencja w Unii Europejskiej dobiegła końca 31 grudnia. Nicolas Sarkozy, który dał Francji kluczową pozycję w Unii nie był zadowolony z działań Parlamentu… i dał temu wyraz w Strasburgu.

„Jestem za Europą, której przewodzą silniejsze państwa” – podkreślił Sarkozy przed Parlamentem Europejskim. Nie mógł wybrać gorszego miejsca, żeby to powiedzieć. Gdy był super-przewodniczącym, mógł być pewien wysokiej pozycji Rady (tzn. systemu międzyrządowego) z uwzględnieniem innych demokratycznych instytucji Unii, takich jak Parlament Europejski, ale europarlamentarzyści zagłosowali ogromną większością przeciwko głównej reformie, którą chciały narzucić najsilniejsze państwa europejskim obywatelom, czyli dyrektywie dotyczącej 65 godzin pracy w tygodniu.

Jednak przed zachwyconym półkręgiem (z wyłączeniem przewodniczącego Zielonych, Daniela Cohn-Bendita) Sarkozy stwierdził, że nie postawiłby na Europę, której Parlament jest silny. Jest to co najmniej negatywny przekaz w świetle czerwcowych wyborów europejskich (i 56% absencją wyborczą 5 lat temu). Nie jest to oświadczenie skłaniające do głosowania!

Potrzebny jest Parlament będący w stanie przyhamować zapędy „silnych państw”.

Ostatnie wydarzenia (Parlament odrzucił propozycję Rady po wprowadzeniu ogromnego nacisku na europarlamentarzystów ze strony Gordona Browna, Silvio Berlusconiego i głów państw ze Wschodu) pokazały, co mobilizuje Europejczyków: nadzieja pokładana w Parlamencie silnym i krytycznie nastawionym do dyskusji prowadzonymi za zamkniętymi drzwiami Rady Europejskiej. Potrzebny jest Parlament będący w stanie przyhamować zapędy „silnych państw”.

Parlament pokazał, jak być niezależnym i silnym. Wybory europejskie zapowiadają się ciekawie, obywatele mają gwarancję, że ich bezpośredni głos będzie wart więcej, niż opinie kilku przywódców państw i rządów, którzy nie zrozumieli jeszcze, że nie da się zbudować Europy bez Europejczyków.