Otrzęsiny - czy studencka integracja ma granice?

Artykuł opublikowany 24 listopada 2011
Artykuł opublikowany 24 listopada 2011
Otrzęsiny studenckie to tradycja obecna w każdym zakątku Europy. Mimo, że ten popularny rytuał „chrztu” pierwszorocznych studentów występuje w różnych krajach pod odmiennymi postaciami i nazewnictwem, ostatnie wydarzenia we Francji i Belgii nie pozostawiają nikogo z nas obojętnym.

Belgowie określają ten rytuał mianem „chrztu” („baptêmes”), Francuzi mówią raczej o „otrzęsinach” („bizutage”) bądź o „weekendach integracyjnych” („week-ends d’intégration”), dla „Wyspiarzy” z kolei (Anglików oraz Irlandczyków) – mowa o „tygodniu świeżynek” („freshers week”). W wielu kręgach europejskich, samo wspomnienie tych terminów wywołuje gorącą debatę. Po jednej stronie barykady znajdują się ci, dla których pewne praktyki wchodzące w skład otrzęsin studenckich są po prostu odrażające. Po drugiej, znajdziemy tych, którzy zagorzale bronią tego rytuału, uważając go za cenną spuściznę tradycji studenckiej. Mimo różnic, jakie można zauważyć w przebiegu otrzęsin w różnych krajach europejskich, jest coś co łączy je wszystkie, a mianowicie cel zintegrowania nowych studentów ze środowiskiem akademickim. 

Mimo zamieszania wokół otrzęsin, kierownictwo uczelni wyższych we wspomnianych już krajach, co roku daje nowym rocznikom przyzwolenie na kultywowanie studenckiej tradycji. Opiekunowie studentów jednak, coraz częściej dyskutują na temat sposobów, które mogłyby zminimalizować ryzyko odniesienia przez nowicjuszy „obrażeń” – zarówno tych fizycznych (poprzez np. nadmierną konsumpcję alkoholu czy też ryzykowne zachowania seksualne) jak i psychicznych (jak publiczne poniżenie). W całej tej zabawie najważniejsza jest przecież integracja.

Zakazać całkowicie czy tylko ograniczyć niektóre praktyki?

Przykładem radykalnego rozwiązania sprawy „problematycznych” otrzęsin odnajdziemy we Francji, gdzie w 1998 roku zostało zatwierdzone prawo całkowicie zakazujące przeprowadzanie otrzęsin. Nie oznacza to jednak, że „chrzty studenckie”, czy też „weekendy integracyjne” nie mają nadal miejsca. Pogłoski o nieefektywności wprowadzenia zakazu krążą od lat. Media francuskie przypomniały nam o nich przy okazji pewnego wydarzenia, które miało miejsce dokładnie 5 listopada 2011 roku. W wyniku tego co stało się tej jesiennej soboty, pewien student pierwszego roku na UniwersytecieParis–Dauphine wniósł oficjalną skargę potępiającą praktykę grawerowania „krwawych liter”  (tworzących napis „Jasped” – co jest nazwą jednego ze stowarzyszeń studenckich) na plecach nowicjuszy. Studenci, którzy na długo zapamiętają te wyjątkowo brutalne otrzęsiny, zostali okaleczeni za pomocą kapsli od butelek. To niefortunne wydarzenie wywołało burzę w środowisku studenckim. Na parę tygodni przed wspomnianymi brutalnymi otrzęsinami, związek szkół wyższych zwany „Groupe IGS” zadecydował o wprowadzeniu całkowitego zakazu organizowania „imprez integracyjnych” na terenie swoich placówek oświatowych. To kalendarium wspaniale ukazuje naturę zamieszania, jakie dziś wzbudza wypowiedzenie hasła  „otrzęsiny”. 

W Belgii, w odróżnieniu od Francji, praktyki określane mianem „chrztu studenckiego” nie są regulowane żadnym aktem prawnym. Dlaczego? Uważa się, że ewentualne sprowadzenie tej tradycji do „podziemia” mogłoby jedynie narazić studentów na niebezpieczeństwo. Z myślą zapobieżenia przykrym wypadkom, odpowiednie władze nawołując więc kierownictwo uniwersytetów do organizowania „otrzęsin” w ścisłej współpracy ze stowarzyszeniami studenckimi. Mimo podjęcia takich kroków, prasa belgijska zanotowała w ostatnim czasie kilka szokujących przypadków. W październiku 2010 roku, pewna studentka Uniwersytetu Katolickiego w Louvain, po wypiciu 50 piw w trakcie konkursu zwanego „bibitif” organizowanego podczas tzw. „imprezy integracyjnej”, nabawiła się poważnego zatrucia alkoholowego. Badania wykazały, że królowa konkursu miała 3,14 promila alkoholu we krwi. Zwyciężczyni zapadła w śpiączkę tuż po odebraniu dyplomu uznania. Mimo, że prawo zabrania podawania alkoholu osobie nietrzeźwej, belgijski wymiar sprawiedliwości nie obarczył winą za zaistniałe wydarzenie organizatorów imprezy. Władze uniwersytetu nie puściły jednak  tego zachowania płazem. Stowarzyszenie studenckie, które zorganizowało wspomnianą imprezę zostało zawieszone, a osoby zamieszane w wydarzenie zostały zmuszone do podjęcia refleksji nad zaistniałymi skutkami niefortunnej imprezy. 

Mimo, że tego typu niefortunne przypadki pojawiają się z coraz większą częstotliwością, rytuał otrzęsin nie wydaje się być skazanym na zapomnienie. Członkowie stowarzyszenia studenckiego wciąż podkreślają zalety „chrztów”. Do najważniejszych z nich należy „integracja” oraz „uodpornienie” nowicjuszy.

Za kulisami otrzęsin

Stowarzyszenia studenckie działające na uniwersytetach belgijskich często zezwalają studentom innych roczników na obserwację zadań, na jakie studenci pierwszego roku zostali „skazani” przez organizatorów imprezy. Nietrudno jest się zorientować, że praktycznie wszystkie zadania opierają się na schemacie „dominujący – dominowany” (przy czym stroną „dominującą” jest oczywiście komitet organizujący zawody). Warto jednak podkreślić, że na wykonanie zadań powinny jasno wyrazić zgodę obydwie strony. Głównym celem  poddania nowicjusza licznym zadaniom wchodzącym w skład tzw. „chrztu studenckiego” jest uodpornienie go na stresy życia studenckiego, jak i wzmocnienie więzi z pozostałymi studentami.

Będąc uczestnikiem otrzęsin, naturalnie.

Póki co, temat studenckiej tradycji otrzęsin wywołuje gorące poruszenie, dzielące środowiska uniwersyteckie na zwolenników i przeciwników wspomnianych rytuałów. Debata ta może wkrótce dotyczyć studentów nie tylko z Francji czy Belgii, ale i z całej Europy.

Fot.: (cc): Główna: (cc) Donzor photography/flickr; tekst: „Cul-sec” (cc) paulgalipeau.com/flickr; „Bizutage homme/femme” (cc) arslan/flickr ;  Film: (cc) julienfr78/flickr