Pablo Gutiérrez Vega: Choć Boliwia nie odcina się od Europy, panuje nacjonalizm

Artykuł opublikowany 31 października 2006
Artykuł opublikowany 31 października 2006

Z przykrością stwierdzam, że ten artykuł nie został jeszcze poddany edycji i nie jest jeszcze opublikowany w żadnej grupie.

"Europejskie koncerny które nie renegocjują swoich kontraktów z Boliwią przed 1 listopada mają się wynieść z kraju", ogłosił wiceprezydent Álvaro Llanera.

Przy PKB na mieszkańca wynoszącym około 2.700 euro rocznie, Boliwia jest drugim najbiedniejszym krajem Ameryki. Zarazem jest krajem najbardziej niestabilnym. Dziś chciałaby się zreformować. Są to wystarczające powody, by Unia Europejska była obecna przy wyborach w tej byłej hiszpańskiej kolonii, twierdzi Pablo Gutiérrez Vega, 35-letni Hiszpan, obserwator z ramienia UE w trakcie wyborów generalnych 2006 w Boliwii. Ten profesor historii prawa miał okazję z bliska obejrzeć "masową iluzję wywołaną wśród klasy robotniczej przez Evo Moralesa, pierwszego prezydenta Boliwii pochodzenia indiańskiego - czyli tego samego co około 60% mieszkańców tego kraju".

Reformy po boliwijsku

Ruch na rzecz Socjalizmu (El Movimiento al Socialismo - MAS), zgodnie ze swoim projektem zreformowania państwa, zwołał w styczniu wybory do rady konstytucyjnej. Od 6. sierpnia funkcjonują równocześnie kongres i konstytuanta, ta ostatnia z misją zatwierdzenia nowej konstytucji w przeciągu jednego roku. Dochodząca do tego nacjonalizacja złóż węglowodorów, oraz ostrzeżenie, którego Evo Morales udzielił w zeszłym tygodniu europejskim koncernom po państwowej kontroli, która wykazała iż Repsol, TotalFina i BG zainwestowały 1,3 miliarda euro mniej niż się zobowiązały, skłaniają ku myśleniu że reformy w Boliwii opierają się na nacjonalizmie i odcinaniu się od zagranicy. Czyżby panowały nastroje antyeuropejskie? Nigdy w życiu, oświadcza Gutiérrez Vega. Ani również odcinanie się od zagranicy - w Boliwii można spotkać wielu Hiszpanów, Kubańczyków i Wenezuelczyków, którzy czują się tutaj jak w domu. Prawdą jest jednak, że w ostatnich latach wielokrotnie zostały pogwałcone przepisy ograniczające prawo obcokrajowców do wykupu ziem. To spowodowało sprzeciw miejscowej ludności.

Kraj, który przegrał wszystkie wojny

W kraju, który przegrał wszystkie wojny w których uczestniczył, i który zajmuje jedną trzecią ziem które zajmował w momencie uzyskania niepodległości, silne tendencje nacjonalistyczne są zjawiskiem oczywistym, twierdzi nasz rozmówca. Boliwia straciła dostęp do morza na rzecz Chile. Dlatego też funkcjonuje pewien populizm antychilijski, zaznacza. W rezultacie nacjonalizacja złóż gazu i ropy kontrolowanych przez firmy europejskie, brazylijskie i argentyńskie daje też osobny efekt, być może celowy: zaopatrujące Chile koncerny z Brazylii i Argentyny zareagują narzuceniem temu krajowi wyższych cen. Czy można zatem stwierdzić, że w kraju panują zgodne opinie i nacjonalizacja nie zboczy ze swojego toru? Społeczeństwo Boliwii nie jest jednomyślne. Zgoda panuje na pewno w La Paz (siedzibie rządu) oraz w El Alto, wielkim ośrodku miejskim okalającym stolicę, będącym kilka lat temu miejscem poważnych rozruchów. Natomiast w departamentach wschodnich nie ma aż tak wielkiego poparcia dla polityki Moralesa.

Bez alternatywy dla firm europejskich

W Boliwii ma miejsce wyraźny podział między prowincje zachodnie, bardziej zaludnione, a wschodnie, gdzie osiedliła się boliwijska arystokracja. Najważniejszym ośrodkiem na tych terenach jest Santa Cruz de la Sierra, skupiające boliwijskie mieszczaństwo. Jednocześnie z wyborami do rady konstytucyjnej zostało przeprowadzone referendum w sprawie możliwości powstania na terenie państwa autonomii - przeważyły głosy na "nie", ale w czterech departamentach wschodnich więcej głosów oddano na "tak". Czy to oznacza, że organizuje się opozycja gotowa zaproponować alternatywę wobec dla polityki Evo Moralesa? To nie ma sensu, sucho przerywa nasz rozmówca, opozycja została całkowicie zdeprecjonowana. Zarówno ta prawicowa, jak i MNR, legendarne zbrojne ugrupowanie nacjonalistyczne, mające wielki udział w rewolucji w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych. Ponadto w konstytuancie rozpatrywane jest aktualnie przyznanie tubylcom praw do złóż naturalnych. I najprawdopodobniej wniosek ten zostanie zatwierdzony.