panie mrożku, da pan czasem znać, co u niego

Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2013
Artykuł opublikowany 16 sierpnia 2013

15 sierpnia nad ranem zmarł Sławomir Mrożek – jeden z najbardziej rzutkich umysłów polskiej literatury. Jak wielu Polaków pogrążam się w czarnym smutku, bo Mrożek był dla nas kimś w rodzaju ojca. A o ojcu myśli się, że nigdy nie umrze.

Pierwsze spotkanie 

"Wesele w Atomicach" – lektura obowiązkowa w piątej klasie. Na początku nie załapałam żartu – byłam młodym człowiekiem i niewiele jeszcze mieściło mi się w głowie. Nauczycielka nie zakłócała naszego wytężonego rozumowania, czekała aż sami pojmiemy sedno mrożkowskiego humoru. Objawienie było gwałtowne i sprawiło, że od tamtego czasu zaczęłam czytać wszystko, co wyszło spod pióra Mrożka z niesłychanym zapałem. "Dziwne" powoli zaczynało być synonimem "fajnego".

Drugie spotkanie

Opowiadania Mrożka. Zwłaszcza to o kocie, który miał kaca. Albo to o słoniu. Albo opowiadanie pod tytułem "Chcę być koniem". Z samych tytułów można ułożyć nowe opowiadanie i już

 będzie śmiesznie. W tym, co pisał Mrożek mogło wydarzyć się wszystko, zarówno na poziomie opowiadanych historii, jak i samego języka. Dzięki temu mrożkowskie opowiadania otwierały głowy czytelników na fakt, że podobnie może być w prawdziwym życiu – trzeba było tylko nauczyć się widzieć to, co nie rzuca się w oczy. Dzięki tym opowiadaniom, moja tolerancja na dziwactwa rosła w miarę czytania, co czyniło doskonały podkład do lektury dramatów.

Trzecie spotkanie

Dramaty Mrożka. Zaczęło się w liceum, od "Tanga". Czytałam je już z oczyma otwartymi na mrożkowskie wariacje, mniej więcej wiedziałam, czego się spodziewać. Później było "Męczeństwo Piotra Oheya" i inne dramaty. Któżby się jednak spodziewał, że cytaty z "Tanga" na stałe wejdą do języka mojego i moich znajomych ? Że naiwnym nieznajomym będziemy opowiadali jak to w naszej kanalizacji zagnieździł się biały tygrys? Że będziemy używać pseudonimów "AA" i "XX" ?

Czwarte i kolejne spotkania

Dzienniki. Felietony. Rysunki Mrożka. Jego listy. Po wcześniejszym poczuciu, że Mrożka można całkowicie pojąć, przyszło zrozumienie geniuszu i radość związana z tym, że dzieła mistrza można czytać w nieskończoność. I odkrywać sens na nowo.

Z tego miejsca pragnę podziękować Panu Mrożkowi za trzy rzeczy.

1. Za to, że otworzył mi oczy na absurd, nauczył mnie go doceniać i dzięki temu uczynił moje życie ciekawszym.

2. Za to, że jestem w stanie wyobrazić sobie wydarzenia, które nie miały miejsca, miejsca, które nie istnieję i ludzi, których nie ma. Z wieloma szczegółami.

3. Za to, że uświadomił mi, że własną odmienność należy pielęgnować, co sam robił w każdej dziedzinie swego życia. I że należy się odmieniać nieustannie.

Życzę Panu, aby tam, gdzie Pan teraz jest, działo się wiele niesłychanych historii. I żeby Pan czasem dawał znać, co u niego. Nawet przez mrugnięcie okiem przypadkowego przechodnia.

Będę wiedziała, o co chodzi.

*