Paryskie party czyli człowieczeństwo zamiast marketingu...

Artykuł opublikowany 24 czerwca 2010
Artykuł opublikowany 24 czerwca 2010
Przedstawiciele polityków i organizatorów koncertów spotkali się w maju w Paryżu, by omówić problem wymierania życia nocnego we francuskiej stolicy. Mało kto jednak rozumie, gdzie leży sedno problemu.

Ostatecznie, 4 maja 2010 Ministerstwo Kultury zareagowało, kontaktując się z autorami petycji „Quand la nuit meurt en silence” (‘Gdy noc umiera w ciszy’) z października zeszłego roku: organizatorzy koncertów i muzycy zwrócili się z prośbą o polityczne wsparcie i większą tolerancję dla ich działalności. Według autorów pisma, którzy ostatnio założyli także organizację „Nuit Vive” (franc. ‘żywiołowa noc’) paryskie życie nocne już w zasadzie nie istnieje. Ich argumenty dotyczą przede wszystkim ekonomicznej strony problemu: różnorakie bary i kluby były gwarancją miejsc pracy, nakręcały turystyczny biznes i płaciły podatki.

Autorom petycji bez wątpienia trzeba przyznać rację. To, czy sektor gospodarczy przetrwa, stoi pod znakiem zapytania. Ale i tak najważniejszy punkt pisma nigdy nie zostanie w pełni zrealizowany, ponieważ w Paryżu nietolerancyjna atmosfera zależy od pewnego bilansu strat i zysków, jakby jakość życia była jakimś modelem biznesowym.

własny komfort jest dla paryżan ważniejszy niż prawo innych do prowadzenia swego stylu życia.

Gdy młoda para wprowadza się do mieszkania nad istniejącym od 1865 roku klubem i bez ustanku oskarża go o zakłócanie ciszy, aż w końcu klub ten znika bezpowrotnie, jak było w przypadku Bataclana, to mamy wtedy do czynienia nie ze zjawiskiem gospodarczym, lecz przede wszystkim społecznym. Nie chodzi tu o kwestię kosztownego wyposażenia starego budynku w tłumiące hałas urządzenia, ani nawet o astronomicznie wysokie koszty procesów sądowych. Problem tkwi w mentalności: prywatny komfort jest dla paryżan ważniejszy niż prawo innych do prowadzenia własnego stylu życia. Kwestia otwartości, tolerancji i chęci dialogu. Trzeba rozumieć przestrzeń publiczną i miasto jako coś wspólnego dla nas wszystkich.

Podobne zjawisko występuje nie tylko w Paryżu

Paryż nie potrzebuje debaty o podniesieniu notowań miasta w branży rozrywkowej. Musi zadecydować, jaki typ społeczeństwa preferuje. Tego przede wszystkim powinny dotyczyć planowane rozmowy, nie dotacji. Teraz pozostaje nam spokojnie czekać wyniki spotkania z francuskim ministrem kultury, Frédériciem Mitterrandem i jego współpracownikami.

Zdj.: Bataclan ©Kmeron/flickr