Patryk Monahan, dla którego śmiech nie ma granic

Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2006
Artykuł opublikowany 21 sierpnia 2006
W czasie tournée po Europie, pół Irlandczyk pół Irańczyk, solista komediowy Patryk Monahan, zrobił przerwę by podzielić się swoimi spostrzeżeniami komika z magazynem cafebabel.com.

Niektórzy ludzie już od najmłodszych lat zdają sobie sprawę ze swojego powołania. Dla jednych tym powołaniem jest religia, dla innych polityka czy biznes. Jedynie wśród nielicznych wybrańców, powołanie to skupia się w fascynującym świecie rozrywki.

Patryk Monahan z pewnością należy do osób tej ostatniej kategorii. Pochodzenie od ojca Irlandczyka i matki Iranki prawem naturalnym zagwarantowało, że został stworzony do roli niezłego kawalarza. Irlandczycy znani są z bycia wspaniałymi opowiadaczami, powiedział mi. Natomiast Irańczycy dużo gestykulują. Mam te dwa elementy w sobie.

I rzeczywiście ma. Kiedy zaczęliśmy pogawędkę w londyńskiej kawiarni, Patryk wybuchnął. Jego ramiona wyrażały całe jego życie. Spastyczne ruchy aranżowały słowa, a swoboda wysławiania powalała każdego obserwatora jak trąba powietrzna. Nic zatem dziwnego, że krytycy porównują jego dynamiczne przedstawienia sceniczne do występu zawodowego boksera na ringu.

Mimo to, jego ognista mowa jest równie interesująca. Kiedy poruszyliśmy temat jego młodości w Anglii - przyjechał tutaj z Iranu w wieku trzech lat - Patryk skierował rozmowę w kierunku swojego wzorca z dzieciństwa: gadatliwego ojca. Pamiętam tatę siedzącego na krześle i prowadzącego niekończące się pogawędki Był w stanie opowiadać na jakikolwiek temat, miał historię przygotowaną dla każdego. To właśnie dzięki niemu zacząłem sobie uświadamiać, że również chcę zostać kawalarzem.

"Mniej poważnie podchodzę do życia"

Mały Patryk znalazł natchnienie, ale jeszcze nie mógł aktywnie rozwijać swojej nowo odkrytej pasji kawalarza. Moja rodzina chciała, abym poszedł na uczelnię wyższą i studiował. Matka pragnęła, żebym jak brat i siostra studiował prawo lub księgowość. Westchnął. Jednak z czasem gdy dorastałem zrozumiała, że byłem lepszy w zabawianiu i żartach. Wiedziała właściwie, że nie byłem zdolny do nauki jak moje rodzeństwo i mniej poważnie podchodziłem do życia. Również dużo trudniej było mnie ściągnąć z łóżka rano, przed dziesiątą.

Jako nastolatek, Patryk zdecydował się wyjść naprzeciw swojemu losowi i zaangażował się w przedstawienie komediowe wystawiane w Londynie. Jego pierwszy występ miał miejsce podczas nocnego przedstawienia w pubie "The Purple Turtle".

Miałem kilka żartów spisanych na kartce, które wcześniej przygotowałem. Pamiętam gdy wszedłem do klubu i usiadłem tuż obok pary turystów, która nie miała pojęcia co się działo.

Pewnego rodzaju szaleństwo?

Niemniej jednak znalazłem się na scenie i powitałem nic nie podejrzewający "tłum" ciepłym "HAY!" Po czym przeleciałem przez opowiadania z prędkością kuli. Dosłownie nie oddychałem przez całe siedem minut. Uwielbiałem tę każdą minutę, ale na mojej publiczności nie wywarłem większego wrażenia. Z pewnością organizacja mojego wystąpienia była pewnego rodzaju szaleństwem!

Właśnie wtedy Patryk nauczył się jednej podstawowej kwestii udanego występu komediowego: synchronizacji.

Naprawdę ważne jest, by rozplanować przerwy podczas numerów scenicznych, nie ma znaczenia w których momentach. Puenty są raczej mitem: tak naprawdę wszystko może być puentą. Należy tylko mieć pewność, że uwaga publiczności stopniowo narasta, następnie zrobić przerwę, po czym wygłosić wiele mówiące słowa.

Każdy to potrafi

Inną radę dla dobrze zapowiadającego się komika, doskonale streścił w czterech czasownikach: mówić, wyolbrzymiać, odtwarzać, łączyć. A kiedy przyjdzie do wymyślania żartów, upewnić się, że ich tematyka jest bliska rzeczywistości. Teoretycznie każdy może tworzyć żarty, nawet zły mówca. Zapewnia mnie Patryk.

Międzynarodowe komiczne poczucie humoru jest tak bardzo uniwersalne, jak to tylko możliwe. Patryk zauważył, że rynek komediowy stał się "całkowicie globalny". Wojna golfowa, Amerykanie, McDonalds - te dowcipy funkcjonują wszędzie.

Początkowo, nie musiał daleko szukać rozległego źródła komediowej inspiracji. Mieszane pochodzenie Patryka, czyli coś z czego jest dumny, dominuje w jego traktowaniu współczesnych zagadek geopolitycznych. Żartuje: Kiedy sąsiedzi kłócą się, dzwonimy na policję. Gdy moi rodzice się spierają, dzwonimy na forum ONZ.

Potem już poważnie: Gdy ludzie przyglądają się wydarzeniom z 11 września, wojnie w Iraku, Północnej Irlandii i wszystkim innym konfliktom, często słyszysz ich rozmawiających o przepaści, która dzieli Wschód i Zachód. Ale ja jednak wierzę we wspólną przyszłość. Tylko spójrz na mnie, moje pochodzenie świadczy o tym, że możemy budować mosty.

Różnorodna potęga śmiechu

Zapytałam Patryka o jego spotkania ze zróżnicowaną kulturowo publicznością, z którą styka się podczas podróży po Europie. Przeszedł do listy swoich konkluzji odnoszących się do narodowo zróżnicowanych "potęg śmiechu". Niemcy lubują się w brutalnych żartach. Z kolei Francuzi, mają swój ulubiony humor polityczny. Są naprawdę kulturalną publicznością. Rozpoznają żart i odpowiadają nieustającymi oklaskami. Anglicy z którymi się zetknąłem, przejawiają tendencje intelektualne, zwłaszcza gdy są pijani. Grecy natomiast, ledwo rozumieją angielskie słowa, zatem ci których poznałem, w sposób demonstracyjny okazywali swoje uczucia.

Zróżnicowana publiczność wymaga od Patryka gotowości do zastosowania "Planu B" w przypadku gdy gra słów nie wywoła śmiechu. Gdy tak się zdarzy, powinieneś niezwłocznie kontynuować, jak gdyby było to częścią twojego planu. Po prostu odwróć uwagę publiczności i zadaj pytanie komuś na sali, mniej więcej: "Co mógłbyś zrobić?"

Wciąż jednak komik sam nie jest pewien czy ta nadzwyczajna rutyna mogłaby zadziałać w jego ojczystym Iranie. Z przyjemnością wystawiłbym tam show, powiedział. Ale obecnie byłoby to prawdopodobnie niezwykle trudne. Również gdybym wrócił do kraju musiałbym służyć w wojsku przez dwa lata, ze względu na pobór. Wystawiając wciąż gdzieś swoje przedstawienia, Iran mógłby być ostatecznym celem!